Ale po kolei, żeby nikt dwa razy Badziewiakiem nie został! [KOZACY I BADZIEWIACY]

Wojciech Górski

05 maja 2026, 13:59 • 5 min czytania 24

Reklama
Ale po kolei, żeby nikt dwa razy Badziewiakiem nie został! [KOZACY I BADZIEWIACY]

Lech Poznań przybliżył się do mistrzostwa Polski, ale show w 31. kolejce skradli piłkarze GKS-u Katowice i Radomiaka, notując wysokie zwycięstwa. Skład Kozaków z tego weekendu dałoby się ułożyć z całkiem solidną ławką rezerwowych, ale to i tak nic przy tłoku jaki ustawił się, by zająć miejsce w Badziewiakach. W piątek wieczorem kusiło jeszcze złożyć łączoną jedenastkę Legii oraz Widzewa, ale piłkarze Bruk-Betu i Lechii też poprosili, by wpisać ich właściwie w całości.

Reklama

W piątkowy wieczór Legia świętowała jakby zdobyła mistrzostwo Polski. Gdy w doliczonym czasie gry uderzał Bartosz Kapustka, a piłka tuż przed bramką odbiła się od Rafała Adamskiego, piłkarze wystrzelili sprintem w stronę trybun. Ale nie oszukujmy się – to był jedyny moment, dla którego było warto włączyć spotkanie Legii z Widzewem.

Polski klasyk zawiódł, Mileta Rajović idzie po rekord w nominacjach do jedenastki Badziewiaków (to już dziewiąta!), wyjątkowo nieskuteczny był też jego partner z ataku, czyli Jean-Pierre Nsame, o Widzewie nie da się powiedzieć niczego dobrego.

Ale dobra, to może zamiast tego zacznijmy od rzeczy przyjemniejszych, bo jest przecież i kogo za tę kolejkę chwalić. To na początek – jedenastka Kozaków.

Radomiak feat Cuić – Redemption

Choć weekendowe humory popsuła Kolejorzowi poważna kontuzja Aliego Gholizadeha, to najważniejsza wiadomość jest taka, że poznańska lokomotywa dalej mknie w stronę tytułu mistrzowskiego. Jeszcze w niedzielnej Lidze Minus w gronie Kozaków wymienialiśmy duet, który odpowiadał za stworzenie akcji bramkowej – Joela Pereirę i Leo Bengtssona.

Reklama

Ostatecznie w jedenastce zostaje tylko Portugalczyk, bo po poniedziałkowym spotkaniu Radomiaka z Lechią musiało dojść do pewnych przetasowań. Ten mecz to zresztą najlepsze podsumowanie stojącego na głowie sezonu – jeszcze przed chwilą to Lechia była kandydatem do europejskich pucharów, a Radomiak, po odejściu Goncalo Feio i perypetiach z Kiko Ramirezem, drżał o utrzymanie. Teraz to ekipa Bruno Baltazara traci tylko trzy punkty do piątego miejsca, a Lechia jest ostatnim zespołem „nad kreską”.

Bohaterem spotkania – nieoczywistym, acz niekwestionowanym – Abdoul Tapsoba, strzelec hat-tricka. „Pokonał Aleksa Paulsena na trzy różne sposoby: głową, uderzeniem z dystansu oraz strzałem nogą z bliska” – zauważał w relacji pomeczowej Szymon Janczyk.

Baltazar naprawił Radomiaka po Feio. Kapitalny mecz w Radomiu!

Ale nie on jeden indywidualnie był w poniedziałkowy wieczór po prostu znakomity. Kapitalnie dysponowany był strzegący dostępu do bramki Filip Majchrowicz, widowiskową asystę przy trzeciej bramce zaliczył Elves Balde (to on wskoczył do jedenastki za Bengtssona), w środku pola świetne spotkanie rozgrywał Donis.

Reklama

Mało brakowało, a równie liczną reprezentację miałaby w Kozakach też GieKSa, która widowiskowo przypieczętowała spadek Bruk-Betu Termaliki. W pierwotnej wersji jedenastki miejsce w niej otrzymali i Mateusz Kowalczyk, i Marcin Wasielewski, i Eman Markovic, i Ilja Szkurin. Ostatecznie utrzymali je drugi i trzeci, ale brawa tak naprawdę należą się całemu zespołowi. Zwłaszcza, że i jemu w oczy zagląda widmo „pocałunku śmierci”, czyli europejskich pucharów.

Na koniec – osobny akapit należy się Filipowi Cuicowi z Pogoni Szczecin, bo – umówmy się – dotychczas letnie transfery napastników Portowców uchodziły za ogromne rozczarowanie. Karol Angielski do bramki rywala trafił tylko raz (w jedenastu meczach), Cuić – przed tym spotkaniem, ani razu.

Aż nadszedł jego wielki dzień i starcie z Wisłą Płock. Najpierw sprytnie odnalazł się w zamieszaniu po rzucie rożnym, później znów do bramki trafił po stałym fragmencie – tym razem dalekim wyrzucie z autu i znów małym chaosie w szesnastce. Nie były to najładniejsze bramki, ale dokładnie takich od napastnika się oczekuje. Oby za tym dubletem poszły w parze kolejne udane występy, bo bywały mecze, gdy na jałową ofensywę Szczecinian patrzyło się po prostu z przykrością.

Kozacy 31. kolejki Ekstraklasy

Reklama

Bruk-Bet, Lechia, Widzew, Legia. Kto gorszy?

No to pora na wizytę u dentysty, czyli na sprawy mniej przyjemne. A mianowicie na jedenastkę Badziewiaków, bo trudno nie odnieść wrażenia, że niektóre zespoły błyszczały w równej mierze swoją grą, co słabością przeciwnika.

Na przykład taka GieKSa dostała Bruk-Bet, w którym (cytaty za pomeczową relacją Przemka Michalaka):

  • Arkadiusz Kasperkiewicz strzelił absurdalnego samobója na 0:1, gdy wydawało się, że jego drużyna opanowała sytuację na boisku.
  • Gabriel Isik miotał się i wiecznie był spóźniony. Nie pokrył Szkurina po rzucie rożnym Nowaka (Białorusin trafił do siatki na raty) i został wręcz ośmieszony przez Markovicia, który po wyrzucie z autu jakby nigdy nic zszedł sobie ze skrzydła do środka pola karnego, minął bramkarza i trafił na 5:1.
  • Lucas Masouero ruszał się jak wóz z węglem. Z kimś takim w tyłach nie sposób poczuć się pewnie. W przerwie zmienił go Artem Putiwcew.

GKS Katowice nie żartuje. Europejskie puchary coraz bliżej

Nie lepiej było w Lechii, która – cholerka – od 36. minuty grała w przewadze jednego zawodnika, a z wyniku 0:1 przeszła z Radomiakiem na 1:3. W czterech ostatnich meczach ekipa Johna Carvera zdobyła tylko punkt, co w naszych realiach oznacza przesunięcie z góry tabeli niemal do strefy spadkowej. Teraz przed Lechią dwa kluczowe mecze – z Widzewem Łódź i Legią Warszawa.

Reklama

Słabiutko wyglądał Matej Rodin, który przegrał głowę z Tapsobą przy pierwszym golu, a później zagapił się przy jego strzale z dystansu. Tym samym, którego po rękach wpuścił do bramki Alex Paulsen, który też ląduje w Badziewiakach. A trio z Gdańska uzupełnia Matus Vojtko.

No i wreszcie crème de la crème. Widzew Łódź – Legia Warszawa. Pytanie nie brzmi: kto zasłużył na miejsce w jedenastce, a raczej: kto nie zasłużył? W Widzewie śmiało moglibyśmy wpisać niemal cały zespół, a przynajmniej całą ofensywę – bo tam nie działo się zupełnie nic.

Ostatecznie „wyróżnienia” przyznajemy Franowi Alvarezowi (chyba sam nudził się swoim występem) i Mariuszowi Fornalczykowi (który im bardziej chce, tym bardziej mu nie wychodzi – i aż serio chłopaka szkoda).

A Legia? No Legii też trzeba poświęcić parę słów, bo duet napastników Mileta Rajović – Jean-Pierre Nsame zafundował kibicom prawdziwe show. To znaczy: Duńczyk tym razem nie dochodził do sytuacji i ogółem był bezużyteczny, a Kameruńczyk miał dwie wyborne okazje, ale obie koncertowo zmarnował. Najpierw z czterech metrów nie potrafił piłki do bramki skierować głową, później – też z bliska – nogą, gdy trafił w Mateusza Żyrę.

Reklama

Obaj mieli szczęście, że w ostatniej akcji meczu piłka fartownie odbiła się od Rafała Adamskiego i ostatecznie Legia – wygląda na to – utrzyma się w Ekstraklasie.

Badziewiacy 31. kolejki

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

24 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
7
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
39
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!