Drużyny St. Etienne i OGC Nice musiały być zaskoczone swoją obecnością w barażach. Zawodnicy wyglądali, jakby byli już na wakacjach, a w rzeczywistości walczyli o być albo nie być w kolejnym sezonie Ligue 1. Tymczasem kibice zgromadzeni na Stade Geoffroy-Guichard nie obejrzeli choćby jednego celnego strzału.
Obu drużyn w tych barażach tak naprawdę być nie powinno. St. Etienne zajęło trzecie miejsce w Ligue 2, choć celowało w bezpośredni awans. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy były trzy porażki w ostatnich czterech kolejkach. Podopieczni Philippe’a Montaniera musieli męczyć się w półfinale baraży, pokonując po rzutach karnych Rodez.
W podobnej sytuacji znalazła się Nicea, która w tym roku wygrała tylko dwa mecze w Ligue 1. Mimo to, nikt nie spodziewał się, że podopieczni Claude’a Puela, swoją drogą byłego trenera St. Etienne, będą musieli bronić się przed spadkiem przez baraże. W ostatniej kolejce sezonu były jeszcze matematyczne szanse na zapewnienie utrzymania. Potrzebne to tego było m.in. zwycięstwo ze zdegradowanym już FC Metz, zdecydowanie najsłabszą ekipą Ligue 1. Na Allianz Riviera padł jednak bezbramkowy remis, który wywołał później zamieszki, na boisko wdarli rozwścieczeni kibice.
All rather predictable. #OGCNice will face a relegation playoff after a draw against Metz and the ultras, who had descended into the first tier at HT, storm the pitch at full-time. Ugly scenes here at the Allianz Riviera. #OGCNice pic.twitter.com/tsf9ro6roJ
— Luke Entwistle (@LukeEntwistle) May 17, 2026
Warto też wspomnieć o przegranym kilka dni temu finale Pucharu Francji przeciwko Lens. W nim podopieczni Puela postawili twarde warunki wicemistrzowi Francji, ale przegrali 1:3.
Przede wszystkim nie stracić…
…Z taką myślą wyszły obie drużyny na ten mecz. Mecz, który rozpoczął się co prawda od mocnego uderzenia, ale nie chodzi tu o sytuację bramkową którejś z ekip, a potężny, choć przypadkowy, cios na szczękę Hichama Boudaouiego z Nicei wymierzony przez Abdoulaye’a Kante. Reprezentant Algierii próbował się pozbierać, ale ostatecznie potrzebował zmiany.
Wishing all the best to Boudaoui 🙌🇩🇿 pic.twitter.com/QaATCcBKdo
— Ligue 1 English (@Ligue1_ENG) May 26, 2026
Występ Boudaouiego w barażach jeszcze kilka dni temu stał pod ogromnym znakiem zapytania. Podobnie jak Senegalczyków Yehvanna Dioufa i Antoine’a Mendy’ego, Kojo Opponga z Ghany i Tunezyjczyka Alego Abdiego, którzy zostali powołani do swoich reprezentacji na mistrzostwa świata i miało ich już nie być w klubie. Nicea wykorzystała jednak zawiłości w przepisach, dzięki czemu trener Claude Puel mógł skorzystać z wymienionych zawodników.
Na pierwsze konkrety trzeba było czekać do 25. minuty, kiedy Jonathan Clauss huknął z rzutu wolnego na bramkę St. Etienne, a piłka przeleciała tuż nad poprzeczką. Pod koniec pierwszej połowy na pierwszy plan wyszedł VAR. O ile w pierwszej sytuacji pod bramką Nicei podjęto dobrą decyzję o niedyktowaniu rzutu karnego za dość delikatny kontakt nóg, o tyle nie sposób zrozumieć, co stało się w 42. minucie. Oppong, kolejny gracz Nicei powołany na mundial, wyszedł wówczas do dośrodkowania z rzutu rożnego, po czym został kopnięty przez jednego z zawodników gospodarzy prosto w twarz. Piłkarz Nicei wygrał pozycję, był pierwszy przy piłce, a mimo to sędzia nie podyktował rzutu karnego.
Na drugą połowę Nicea jakby nie wyszła. Gautier Larsonneur, bramkarz St. Etienne, był kompletnie bezrobotny. Ale niewiele więcej dobrego można powiedzieć o jego kolegach, którzy także mieli ogromne problemy z wykreowaniem sobie jakichkolwiek sytuacji. Jedną indywidualną akcją, zwieńczoną niecelnym strzałem, popisał się Zuriko Dawitaszwili, później uderzenia z dystansu spróbował jeszcze Augustine Boakye.
I to w zasadzie tyle. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że w rewanżu na Allianz Riviera obie ekipy wykażą się większą odwagą. Gorzej niż na Stade Geoffroy-Guichard być nie może.
St. Etienne – Nice 0:0
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl