Nie o takim starcie nowego sezonu PKO BP Ekstraklasy marzył Raków Częstochowa. W wyjazdowym starciu ze Śląskiem Wrocław podopieczni Dawida Kroczka przegrali 1:2 i po dwóch kolejkach mają na koncie okrągłe zero punktów. Trener Medalików skomentował kolejną porażkę swojej drużyny.
Jakim cudem Raków nie schodził na przerwę z prowadzeniem, wiedzą tylko sami zawodnicy z Częstochowy. Do świetnych okazji doszli Mahir Emreli, Michael Ameyaw, Tomasz Pieńko czy Patryk Makuch, jednak żaden z nich nie zdołał skierować piłki do siatki. Emreli przerwał impas dopiero w 60. minucie kiedy wykorzystał nieporozumienie Irodotosa Christodoulou z Karolem Niemczyckim i w łatwej sytuacji strzelił na 1:0 dla gości.
Dawid Kroczek po porażce ze Śląskiem
– Myślę, że do 60. minuty, czyli do strzelenia bramki, spotkanie było pod naszą kontrolą. Uważam, że po bramce zbyt mocno oddaliśmy inicjatywę, nie utrzymywaliśmy się przy piłce, co spowodowało, że byliśmy zepchnięci do obrony. Śląsk z minuty na minutę napędzał się coraz bardziej, tworzył więcej zagrożenia – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Dawid Kroczek.
I to zagrożenie przerodziło się w konkrety – w 86. minucie bramkę na 1:1 zdobył Luka Marjanac. To nie było ostatnie słowo gospodarzy, bo w 90. minucie ustawionego w osi pola karnego Piotra Samca-Talara świetnie odnalazł Michał Mokrzycki. Po jego podaniu kapitanowi Śląska nie pozostało nic innego, jak skierować piłkę do siatki. To też uczynił i tym samym ustalił wynik spotkania na 2:1.
– Zrobiliśmy zbyt mało w odbiorze, by odepchnąć rywala. Potrzebowaliśmy utrzymania się przy piłce, trochę więcej spokoju i czasu, by zawodnicy złapali oddech. To się nie wydarzyło, a końcówka to szereg różnych wydarzeń, które doprowadziły do tego, że przegraliśmy. Nic mądrego więcej nie jestem w stanie powiedzieć, bo z przebiegu spotkania tych sytuacji było więcej, ale jako drużyna powinniśmy umieć wybronić w końcówce meczu, utrzymać strukturę, bronić światła bramki, nie dopuścić do dośrodkowań i tego zabrakło – tłumaczył powody porażki trener Rakowa.
SZALONA KOŃCÓWKA WE WROCŁAWIU! 🤯 Śląsk strzela dwa gole i wygrywa z Rakowem Częstochowa! 🔥 pic.twitter.com/qomCm6mfhN
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 2, 2026
Jedną z pilniejszych potrzeb Rakowa w letnim oknie transferowym jest ściągnięcie lewonożnego stopera. Jak dotąd żaden taki zawodnik nie pojawił się jednak w klubie. W związku z urazem Stratosa Svarnasa na lewej stronie tercetu stoperów wystąpił Jean Carlos. Trzeba przyznać, że 30-latek powinien zachować się dużo lepiej przy drugiej straconej bramce, kiedy nie doskoczył do Samca-Talara, a po chwili niepilnowany zawodnik Śląska strzelił decydującego gola.
– Jean Carlos grał na pół-lewym środku obrony, bo nie mieliśmy żadnej alternatywy. Musieliśmy znaleźć jakieś rozwiązanie. Fran i Stratos byli kontuzjowani, Jurek [Napieraj] zagrał dwa mecze w praktycznie pełnym wymiarze, a to jest intensywność, z jaką się nigdy wcześniej nie spotkał i nie mieliśmy tutaj żadnego innego rozwiązania. Postawiliśmy na Carlosa, robił co mógł, starał się radzić sobie na tej pozycji jak najlepiej – mówił trener Medalików o personaliach w obronie.
Kolejną szansę na zdobycie pierwszych punktów w tym sezonie Raków będzie miał dopiero 16 sierpnia, kiedy zagra na wyjeździe z Cracovią. Spotkanie Częstochowian z Zagłębiem Lubin w trzeciej kolejce zostało przełożone z uwagi na dwumecz w trzeciej rundzie eliminacji Ligi Konferencji z Hammarby.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix