Rosjanka była za dobra. Chwalińska przegrała finał Roland Garros

Przemysław Michalak

06 czerwca 2026, 16:50 • 2 min czytania 40

Reklama
Rosjanka była za dobra. Chwalińska przegrała finał Roland Garros

Maja Chwalińska w finale Roland Garros obiecująco zaczęła, ale im dalej w las, tym było gorzej. Mirra Andriejewa okazała się zbyt wymagającą przeciwniczką i pewnie triumfowała w dwóch setach (6:3, 6:2).

Reklama

Początek meczu był dość nietypowy, bo obie tenisistki po dwa razy wzajemnie przełamywały serwisy rywalki i dopiero w piątym gemie Chwalińska wygrała przy swoim serwisie, obejmując prowadzenie 3:2.

Maja Chwalińska nie miała szans z Mirrą Andriejewą w finale Roland Garros

Od tego momentu jednak w pierwszym secie wygrywała już tylko Andriejewa i zakończyła go na pewnym 6:3. Rosjanka niejednokrotnie potrafiła się wybronić z bardzo trudnych zagrań Polki, która potem niestety wykładała się na teoretycznie dość prostych odbiciach.

Drugi set był już niejako formalnością dla Andriejewej. Chwalińska w początkowych gemach starała się dotrzymywać jej kroku, ale w decydujących chwilach zawsze czegoś brakowało. Rosjanka natomiast nie miała słabych punktów, które regularnie nasza rodaczka mogłaby wykorzystywać.

Finisz okazał się już sprintem w niemal jedną stronę. Niemal, bo przy stanie 0:5 Polka zdołała urwać dwa gemy i trochę opóźnić zwycięstwo Andriejewej. W ostatnim akcie przegrała wszystkie punkty przy własnym serwisie i pozostawało pogratulować rywalce.

Reklama

To były po prostu zbyt wysokie progi – zwłaszcza przy narastającym zmęczeniu po trudach całego turnieju – co nie zmienia faktu, że sam finał na Roland Garros jest olbrzymim sukcesem Chwalińskiej. Miejmy nadzieję, że będzie także początkiem pięknej kariery.

Maja Chwalińska – Mirra Andriejewa 0:2 (3:6, 2:6)

Fot. Newspix

40 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama