Maciej Gładysz marzy o F1 i ma na to duże szanse: każde miejsce wziąłbym w ciemno

Michał Kołkowski

Opracowanie:Michał Kołkowski

10 czerwca 2026, 19:48 • 3 min czytania 0

Reklama
Maciej Gładysz marzy o F1 i ma na to duże szanse: każde miejsce wziąłbym w ciemno

Niedawno redakcja WeszłoTV gościła u Macieja Gładysza – jednej z największych nadziei polskiego motorsportu! Rozmawialiśmy o jego świetnym debiucie w Formule 3 z zespołem ART Grand Prix, kulisach wymagającego weekendu wyścigowego w Australii i wielkim powrocie na tor po poważnej kontuzji ręki.

Reklama

W trakcie naszej rozmowy Maciek zdradził nam, jak kluczowa w dzisiejszym motorsporcie jest praca z psychologiem sportowym, z jakimi problemami musiał się mierzyć podczas szalonej, 51-godzinnej podróży do Melbourne oraz jak wyglądają jego plany na awans do Formuły 1 do 2030 roku. Czego najbardziej brakuje mu w obecnej F1, dlaczego chciałby przejechać się bolidem z ryczącym silnikiem V10 i jakie są największe różnice w prowadzeniu auta F3? Sprawdźcie sami wchodząc na WeszłoTV! Poniżej znajdziecie kilka ważnych wypowiedzi Maćka z naszej rozmowy:

O przeskoku do Formuły 3 i adaptacji do bolidu:

„Nie spodziewałem się, że ta seria będzie aż tak szybka, ale błyskawicznie się zaadaptowałem. Zrozumiałem dużo nowych rzeczy i to, jak trzeba prowadzić to auto, bo jest ono totalnie inne w porównaniu do Eurocup-3. Pod względem docisku wygląda to podobnie, ale na prostej jest zdecydowanie więcej prędkości. Inaczej trzeba zarządzać oponami, a sama praca z inżynierem oraz całym zespołem jest znacznie bardziej zaawansowana”.

O treningu mentalnym, psychologii i wchodzeniu w „stan zen”:

Reklama

„Pracuję z psychologiem od grudnia i daje mi to świetne efekty. Zwracał mi uwagę, żebym na przykład przed wejściem w zakręt wziął głęboki oddech i go przytrzymał, a nawet na prostej kontrolował oddychanie. Robię też taki “warm-up” przed treningiem – medytację. Zamykam oczy, wchodzę trochę w stan zen i przejeżdżam sobie całe kółko w głowie, żeby potem idealnie przełożyć to na tor”.

O psychice ze stali po fatalnym wypadku i kontuzji ręki:

„Nie mam z tyłu głowy żadnego strachu po tym wypadku. Od razu jak wsiadłem z powrotem do auta na testach w Navarze – i to w deszczu – zacząłem cisnąć bez limitu. W ogóle mnie to nie zblokowało, a wręcz jeszcze bardziej zmotywowało. Mam tak, że jak wracam po ciężkich kontuzjach – tak jak w 2019 roku, gdy w kartingu złamałem rękę – potrafię wejść na wyższy poziom. Wtedy po powrocie wygrałem siedem weekendów wyścigowych z rzędu”.

O koszmarnej, 51-godzinnej podróży do Australii i zamkniętym niebie

Reklama

„Wystartowaliśmy z Kataru i w trakcie lotu okazało się, że wybuchł konflikt, a lotnisko w Dosze zamknęli o 3:00 w nocy. Nasz lot był o 2:15, więc mieliśmy po prostu ogromne szczęście. Gorzej było z powrotem do Europy. Przez brak biletów musieliśmy lecieć z Melbourne do Los Angeles, stamtąd do Zurychu i dopiero do Krakowa. Cała podróż, od wyjścia z hotelu w Australii do wejścia do domu, trwała dokładnie 51 godzin i 15 minut”.

O technicznych niuansach jazdy:

„Wejście w zakręt w F3 wygląda zupełnie inaczej. Nie możesz od razu puścić hamulca, bo auto stanie się bardzo podsterowne, trzeba nieustannie kontrolować maszynę balansem. W szybkich zakrętach nie można z kolei od razu odpuścić gazu, bo ucieka tył. To ciągłe balansowanie między hamulcem a gazem, by utrzymać tempo przez cały wyścig i nie zniszczyć opon, to niesamowicie ciężka robota”.

Reklama

O największym marzeniu i wymarzonym telefonie z F1

„Moim marzeniem i głównym celem jest Formuła 1. Gdyby zadzwonił do mnie jakikolwiek zespół i powiedział, że chce podpisać kontrakt, akceptowałbym to od razu. Nawet, gdyby następnego dnia rano zadzwoniło Ferrari z propozycją jazdy, musiałbym odpowiedzieć: 'Niestety, przepraszam, ale już wczoraj podpisałem umowę z inną ekipą’. Każde miejsce w F1 wziąłbym w ciemno”.

fot. NewsPix.pl

Reklama
0 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama