Lech drugi raz tak słabo nie zagra. Awans z Szachtarem wciąż w zasięgu?

Mikołaj Duda

19 marca 2026, 11:08 • 6 min czytania 41

Reklama
Lech drugi raz tak słabo nie zagra. Awans z Szachtarem wciąż w zasięgu?

Tak wiemy, sytuacja Lecha przed rewanżowym starciem z Szachtarem do najłatwiejszych nie należy. W pierwszym spotkaniu całkowicie zasłużenie przegrał 1:3 i jeśli mielibyśmy osądzać tylko na podstawie tego, co tam widzieliśmy, to powiedzielibyśmy, że nie ma najmniejszych szans na odrobienie strat i awans do ćwierćfinału. Postanowiliśmy jednak pójść nieco pod prąd i poszukać argumentów przemawiających za tym, że mistrzowie Polski przy Reymonta jeszcze mocno postraszą swoich rywali.

Reklama

Stawiasz 2 zł na gola Rakowa z Fiorentiną i zgarniasz bonus 350 zł za trafiony typ – kliknij tu i sprawdź szczegóły promocji dla nowych graczyRaków vs Fiorentina - promocja Superbet

Liga Konferencji. Dlaczego Lech Poznań odrobi straty z Szachtarem?

Powód pierwszy: Lech drugi raz tak słabo nie zagra

Można mówić o zawodnikach Szachtara, że jeden kupiony za 10 milionów euro, drugi za 12, trzeci to w ogóle nadzieja brazylijskiej piłki, a czwarty to etatowy reprezentant Ukrainy. Wszystko się zgadza, ale to tylko jedna ze składowych na wynik pierwszego spotkania. Przede wszystkim to podopieczni Nielsa Frederiksena kompletnie nie przypominali siebie z najlepszych meczów.

Mimo strzelonego gola fatalny tamtego wieczoru był Mikael Ishak, który – jak nie on – notował kolejne straty i nieudane zagrania. Nie lepsi byli Joel Pereira, Leo Bengtsson, Timothy Ouma – w jego przypadku to akurat żadne zaskoczenie – Antoni Kozubal i tak dalej można byłoby wymieniać. Jedyni zawodnicy bez negatywnego udziału w tym meczu to Radosław Murawski i Alex Douglas. Obaj kontuzjowani, tylko przyglądali się występowi kolegów.

Reklama

Nikt na boisku nie podpala tak, jak Timothy Ouma [KOMENTARZ]

Zwyczajnie, to nie był dzień Lecha, nie zgadzało się nic. Obrona była tragiczna, przeciekająca i co chwilę popełniająca proste błędy. Atak nie był lepszy, bowiem poza kilkunastominutowym fragmentem drugiej połowy, zagrożenie pod bramką Szachtara praktycznie nie istniało. To nic, że zespół Frederiksena przegrał z Szachtarem, bo w takiej dyspozycji poległby z wieloma ekipami nawet ze znacznie niższej półki.

I właśnie, można zapytać, jakim cudem to jest dla nas powód do optymizmu? Takim, że nie ma możliwości i takiej siły, że Lech drugi raz na przestrzeni tygodnia zagra tak słabe spotkanie. Tak bardzo słabe. Oczywiście, jest to zespół z pewnymi problemami, ale jego średnia forma jest o wiele, wiele wyższa od tej, którą zaprezentował w poprzedni czwartek przy Bułgarskiej. Nie umniejszając w żaden sposób rywalowi, to przy Lechu, grającym na poziomie ze swoich lepszych meczów tego roku, wynik dla Szachtara mógłby być znacznie mniej korzystny.

Można szukać różnych powodów, dlaczego w Poznaniu coś mistrzom Polski ewidentnie nie zagrało, ale mamy przekonanie, że taki odchył od normy drugi raz się nie wydarzy i przy Reymonta w Krakowie zobaczymy ten sam zespół, ale w kompletnie innym wydaniu.

Reklama

Lech - Szachtar

Powód drugi: Lech wygrał w Lubinie, czyli jest na fali wznoszącej

Jeszcze przed rozpoczęciem pracy Nielsa Frederiksena w Polsce, z Danii można było usłyszeć opinie, że zespoły tego trenera grają bardzo nieregularnie, niczym rollercoaster ich forma szybuje w górę i w dół. Przykładowo, jego Broendby kiedyś odniosło zwycięstwo w czterech meczach z rzędu, trzy następne przegrało, a kolejne cztery znów wygrało. Takie wahania formy były normą, a teraz w Lechu widzimy coś bardzo podobnego.

Mistrz Polski rok zaczął od dwóch porażek, a następnie zaliczył sześć kolejnych wygranych – cztery w lidze, dwie w Lidze Konferencji – i większość z nich w efektownym lub przynajmniej niezłym stylu. Lech był mega rozpędzony, grał na trzech frontach, a dublet i półfinał Ligi Konferencji dla kibiców wydawało się formalnością. Aż nastąpiło załamanie. Pożegnanie z Pucharem Polski, porażka z Widzewem i Szachtarem. Lech w dołku.

Trzy dni po tym fatalnym występie z Ukraińcami pojechał na teren lidera, do Lubina. I co? Wygrał i pozwolił rywalom na zaledwie jeden celny strzał. Co najważniejsze w kontekście rewanżu w 1/8 finału europejskich pucharów, w pierwszej połowie wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać, by pokonać Szachtara. Po przerwie nieco osłabł, ale raczej można to zrzucić na kark zmęczenia. Korzystny wynik i tak dowiózł.

Reklama

Lech pokazał Zagłębiu, jak powinien grać lider

Biorąc pod uwagę powtarzalność serii Lecha, dochodzimy do prostego wniosku. Teraz na swoim wykresie jest w tym miejscu, gdy idzie do góry. Ewidentnie znów łapię formę, w czym jeszcze mocno pomoże zastrzyk pozytywnych emocji i pewności siebie po pokonaniu – bądź co bądź – lidera.

Statystyki meczowe dostarczone przez Superscore

Powód trzeci: Rewanż nie jest rozgrywany w Turcji

Jeszcze przed pierwszym meczem obu drużyn trener Szachtara, Arda Turan stwierdził: – Zapytałem Darijo Srnę, czy byłoby to możliwe, gdyby UEFA wyraziła na to zgodę… Powiem szczerze – nie chciałbym rozgrywać dwóch meczów, w tym nominalnego meczu u siebie, w Polsce z polską drużyną. Gdyby było to technicznie wykonalne, chcielibyśmy rozegrać mecz na stadionie Goztepe w Izmirze [w Turcji]. To bardzo piękny stadion, piękne miasto i drużyna z długą tradycją. Dlatego, jeśli technicznie będzie to wykonalne, jestem pewien, że byłaby to dla nas bardzo dobra okazja, aby uniknąć dwukrotnego meczu z polską drużyną na ich ojczystej ziemi.

Reklama

Trener Szachtara nie chce grać z Lechem w Krakowie

Wiadomo, słowa absurdalne pod tym kątem, że Szachtar, decydując się na grę w europejskich pucharach w Krakowie, musiał się liczyć z tym, że trafi na któryś z polskich zespołów i nie będzie mógł ot tak zmienić sobie stadionu. Tylko że w pewnym sensie Turek miał rację. To przewaga po stronie Lecha. Gdyby po 1:3 miał polecieć na rewanż do Izmiru, szanse na odrobienie strat byłyby mniejsze, niż w przypadku znacznie krótszego wyjazdu do Krakowa.

I nawet nie do końca chodzi tylko o – również istotne – kwestie zmęczenia bardziej wymagającą podróżą. Rzeczywiście mistrz Polski będzie mógł się poczuć, jakby drugi raz rozgrywał mecz domowy. Na wyjazd do Krakowa wybiera się wielu kibiców z Poznania – raczej będzie można ich liczyć nie w setkach, a w tysiącach – a nie zabraknie też fanów Cracovii, chcących wesprzeć zaprzyjaźniony klub oraz zwykłych sympatyków polskiej piłki, którzy z takim samym nastawieniem przyszliby na stadion jeśliby to chodziło o Raków, Jagiellonię, Legię czy którąkolwiek z innych drużyn.

Powód czwarty: Lech w europejskich dwumeczach jest lepszy na wyjazdach

W trwającym sezonie Lech w europejskich pucharach rozegrał cztery dwumecze – z Breidablik, Crveną Zvezdą, Genk i KuPS. Odliczając starcie z Islandczykami, w trzech pozostałych lepiej zaprezentował się na wyjeździe. W przypadku Serbów oraz Belgów, to również był rewanż po w pełni zasłużonej klęsce przy Bułgarskiej.

Reklama

Wiadomo, po 1:5 z Genkiem trudno było w ogóle myśleć o innym zakończeniu dwumeczu, niż próba ratowania honoru. Przynajmniej tyle się mistrzom Polski udało. Oczywiście, trzeba brać poprawkę na rozluźnienie w szeregach Belgów, ale i tak warto docenić, że po domowej kompromitacji Lech był w stanie się podnieść i wygrać.

Najbardziej podobną sytuację do obecnej zespół Nielsa Frederiksena miał w dwumeczu z Crveną Zvezdą. Też na rewanż jechał po 1:3 przed własną publicznością. Tyle że wtedy nie na Reymonta w Krakowie, a na owianą sławą Marakanę w Belgradzie. Co prawda awansu nie wywalczył, ale nie pękł i pokazał się nawet z lepszej strony niż tydzień wcześniej przy Bułgarskiej. Remis w Serbii był całkiem sprawiedliwym wynikiem.

Pierwszy gwizdek sędziego przy Reymonta w Krakowie w rewanżowym starciu Lecha z Szachtarem już o 21:00.

Czytaj więcej na Weszło:

Fot. Newspix
Reklama
41 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Watkins blisko odejścia z Aston Villi. Emery: Możecie zadzwonić do jego agenta

Adrian Mańko
0
Watkins blisko odejścia z Aston Villi. Emery: Możecie zadzwonić do jego agenta
Niższe ligi

KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Jan Broda
9
KTS Weszło idzie jak burza! Jagiellonia II kolejną ofiarą

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!

Jan Broda
43
Kolegium Sędziów wydało werdykt. Widzewowi należał się karny!