Gdyby Lech Poznań grał przez większość sezonu na takim poziomie, jak w pierwszej połowie meczu z Zagłębiem, to mógłby już świętować mistrzostwo – przy tej nijakości reszty stawki po prostu miałby z piętnaście punktów przewagi. Niestety dla kibiców z Poznania tak dobrze nie jest, ale dziś było, więc Lech ograł Zagłębie 1:0.
To swoją drogą symptomatyczne, jeśli chodzi o poziom rozgrywek. Lech jedzie na boisko lidera, pozwala mu oddać jeden celny strzał, kiedy przecież dopiero co dostał w papę od Szachtara w Lidze Konferencji, a nie Lidze Mistrzów, czy chociaż w Lidze Europy. To tak na marginesie dla tych optymistów, którzy sądzą, że to dobry sezon i wszyscy są mocni, dlatego tabela jest płaska (nie, wszyscy są albo średni, albo przeciętni i to dlatego tabela jest płaska).
Niemniej Lech wyglądał dzisiaj bardzo przyjemnie, a Miedziowi w pierwszej połowie nie mogli nawet pierdnąć bez pozwolenia gości. Na początku kopnął obok bramki Grzybek i to by było w zasadzie na tyle, potem grał już tylko i wyłącznie Lech. Efektem – gol, kiedy ślicznie uderzył Bengtsson, piłka odbiła się od słupka i spadła pod nogi Ishaka. Mogło tych trafień być więcej, gdyż ekipa Frederiksena momentami bawiła się pod polem karnem Zagłębia, wcinkami, krótką, błyskotliwą grą, ale ostatecznie stanęło tylko na tym 1:0.
Zagłębie przed przerwą powinno się cieszyć jedynie z tego, że sędzia nie wyrzucił Nalepy z boiska za drugą żółtą kartkę (stempel), a mógł, być może i powinien.
Druga część gry była już inna, Zagłębie zagrało jakkolwiek jak lider, choć wiadomo, że jednooki wśród ślepców. Dwoił i troił się Reguła, który próbował uderzenia przewrotką (blisko) albo z połowy (trochę dalej), natomiast Lech ostatecznie i tak bronił się bardzo przytomnie. To nie był najtrudniejszy dzień w życiu Mrozka, skoro – jako się rzekło – celny strzał przyjął tylko jeden raz.
Statystyki meczowe dostarczone przez Superscore
Czego można żałować, to tego, że Lech nie jest taki częściej, ponieważ ma wszelkie dane ku temu, by grać na podobnym poziomie tydzień w tydzień. Arsenał ofensywny jest imponujący, więc naprawdę nie wypada, by dobre tygodnie były regularnie przecinane takimi historiami jak ostatnio – porażka z Widzewem, porażka z Górnikiem w Pucharze Polski, wpierdziel od Szachtara. Kolejorz może być hegemonem, ale jakoś nie jest.
Zagłębie? Nikt nie odbiera zasług piłkarzom czy trenerowi, ale w normalnym sezonie taka gra dawałaby walkę o piąte-szóste miejsce. Nie o mistrzostwo Polski.
I to – przy dobrym Lechu – było dzisiaj widać.
Zmiany:
Legenda
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Gdzie sięgają możliwości Gasparika? „Ma potencjał, by zostać wybitnym”
- Burić: Typowanie nas do spadku dodatkowo mobilizowało [WYWIAD]
- Mocne słowa o piłkarzu Legii. „To napastnik na Serie C”
Fot. Newspix