Barcelona znów wygrała. Ale Flick nie będzie zadowolony

Michał Kołkowski

Opracowanie:Michał Kołkowski

13 września 2026, 18:40 • 3 min czytania 0

Reklama
Barcelona znów wygrała. Ale Flick nie będzie zadowolony

Barcelona zanotowała kolejne zwycięstwo w LaLiga, zresztą znowu z okazałym wynikiem strzeleckim. Ale coś nam się wydaje, że trener Hansi Flick po wygranej 4:2 z Levante nie będzie wcale w szampańskim nastroju. Jego podopieczni nie wskoczyli bowiem tym razem na najwyższe obroty, pozwolili przeciwnikom na powrót do meczu w końcówce, no i prawie się na tym lekceważeniu rywala przejechali.

Reklama

Trzy punkty są, to naturalnie z perspektywy Flicka najważniejsze, lecz z pewnością nie obejrzeliśmy w niedzielę Barcelony w jej najlepszym wydaniu.

Levante – Barcelona 2:4. Kolejny triumf Blaugrany

O tym, że Barcelona rozpoczęła obecny sezon rewelacyjnie, nie trzeba właściwie nawet długo opowiadać. Tutaj wystarczy po prostu przywołać wyniki. 5:0 z Elche, 5:2 z Rayo Vallecano, 5:0 z Valencią, 5:1 z Feyenoordem. I jeszcze po drodze „skromne” 2:0 z Athletikiem Bilbao. Podopieczni Hansiego Flicka masakrują kolejnych oponentów i – co tu kryć – podobnego scenariusza spodziewaliśmy się w niedzielnym starciu Dumy Katalonii z Levante.

Zaskoczenia nie było. Przynajmniej z pozoru.

Już po pięciu minutach goście cieszyli się z prowadzenia na Estadio Ciudad de Valencia. Do siatki trafił 19-letni Xavi Espart, który ostatnio coraz śmielej poczyna sobie w pierwszej drużynie Blaugrany. Jeszcze w poprzednim sezonie Flick raczej na niego nie stawiał, wprowadzał go do zespołu spokojnie, pojedynczymi występami, ale nastolatek ewidentnie zapracował latem na zaufanie niemieckiego trenera. Alejandro Balde chyba nie będzie miał innego wyjścia, jak poszukać sobie nowego pracodawcy, bo na jego powrót do gry w wyjściowym składzie na pozycji lewego obrońcy się nie zanosi. A w klubie jest przecież jeszcze João Cancelo.

Reklama

Oczywiście jednobramkowe prowadzenie nie nasyciło Barcelony. No i już w 19. minucie przyjezdni świętowali gola numer dwa. Do siatki trafił Lamine Yamal, choć całą robotę w tej akcji wykonał asystent, czyli Raphinha. Inna sprawa, że Brazylijczykowi wydatnie pomogli obrońcy i bramkarz Levante.

No takich baboli w starciu z Dumą Katalonii robić po prostu nie można. To naprawdę zbyt potężny zespół, by go jeszcze dodatkowo nakręcać.

Zastój Barcelony. Levante postraszyło mistrzów Hiszpanii

Na tym jednak wybryki defensorów Levante się – niestety dla nich – nie skończyły. Zaraz po przerwie Yamal wpisał się bowiem na listę strzelców po raz drugi, tym razem z rzutu karnego, który sprokurował w kuriozalnych okolicznościach Aissa Mandi.

Reklama

Czyli co, znowu szybka, łatwa i przyjemna robota obrońców mistrzowskiego tytułu? Otóż nie!

Trzeba podkreślić, że już przed przerwą Barcelona miała okresy wyraźnych ofensywnych przestojów. Oddawała inicjatywę, popełniała także błędy w rozegraniu. Wprawdzie gospodarze z tego nie skorzystali, ale w paru sytuacjach zrobiło się całkiem gorąco w polu karnym Katalończyków. No a po wyjściu na trzybramkowe prowadzenie Blaugrana przysnęła już na dobre i tym razem została za to skarcona. Najpierw koszmarny błąd w rozegraniu chwalonego wcześniej Xaviego Esparta bezlitośnie wykorzystał Ivan Romero, no a w 88. minucie zrobiło się już 2:3, gdy Roger Brugue po prostu wparował między obrońców Barcelony, ograł ich bez najmniejszych kłopotów, jak kompletnych amatorów, i spuentował swoją śmiałą szarżę wtoczeniem futbolówki do sieci.

Hansi Flick miał kwaśną minę. Wyglądało na to, że jego drużyna naprawdę może wypuścić z rąk trzy punkty, bo Levante niesamowicie się nakręciło.

Reklama

Ten czarny scenariusz – z perspektywy gości – się jednak nie ziścił. W doliczonym czasie wprowadzony z ławki Karim Adeyemi uspokoił boiskową sytuację czwartym golem dla Barcelony, pieczętując tym samym jej triumf. Ale ten mecz to był bodaj pierwszy w tym sezonie, naprawdę wyraźny sygnał ostrzegawczy dla ekipy z Camp Nou. Wiadomo, że nie każdego przeciwnika da się powieźć piątką, ale z całą pewnością żadnego nie należy lekceważyć.

W niedzielę ten element lekceważenia rywala się chyba się w szeregach Blaugrany pojawił. Za szybko odhaczyli w głowach kolejne zwycięstwo.

Levante UD – FC Barcelona 2:4 (0:2)

  • 0:1 – X. Espart 5′
  • 0:2 – L. Yamal 19′
  • 0:3 – L. Yamal 49′ (rzut karny)
  • 1:3 – I. Romero 79′
  • 2:3 – R. Brugue 88′
  • 2:4 – K. Adeyemi 90+3′

fot. NewsPix.pl

Reklama
0 komentarzy
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Szok w Hiszpanii. Z klubu wyrzucony prezes, trener i wielu innych

Kacper Korpak
1
Szok w Hiszpanii. Z klubu wyrzucony prezes, trener i wielu innych
La Liga

Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra

Jan Broda
3
Real od niechcenia pokonał Rayo. Wynik lepszy niż gra
La Liga

„Mój styl był podobny do Lewandowskiego”. Kluivert wspomina karierę

Wojciech Piela
0
„Mój styl był podobny do Lewandowskiego”. Kluivert wspomina karierę
La Liga

Barcelona ma ogromne zaległości. 167 milionów euro zobowiązań

Kacper Korpak
13
Barcelona ma ogromne zaległości. 167 milionów euro zobowiązań