Patrick Kluivert zdobył dla Barcelony tylko o dwie bramki więcej niż Robert Lewandowski. Trzeba przyznać, że w barwach Dumy Katalonii obaj wykręcili fenomenalne wyniki strzeleckie. Polak ma na swoim koncie 120 trafień, a Holender 122. W rozmowie z WeszłoTV były reprezentant Holandii opowiedział o tym, w jaki sposób można porównać ich styl gry.
Kluivert trafił do Barcelony w 1998 roku i spędził tam sześć lat. Jego jedynym trofeum wywalczonym przez ten okres było mistrzostwo Hiszpanii już w pierwszym sezonie. Lewandowski z kolei ma na swoim koncie aż trzy tytuły, do których dołożył również Puchar Króla. Obaj jednak stanowili w swoich czasach główny punkt odniesienia na pozycji środkowego napastnika w Barcelonie i stali się idolami kibiców.
Kluivert wspomina karierę. „Mój styl gry był podobny do Lewandowskiego”
– Muszę powiedzieć, że mój styl gry był właściwie trochę podobny do tego, co prezentuje Robert. On również jest przede wszystkim strzelcem. Jest zawodnikiem, który potrafi zdobywać bramki, ale jednocześnie potrafi dograć piłkę koledze, żeby to on trafił do siatki. Może być typowym napastnikiem grającym tyłem do bramki, ale potrafi też cofnąć się głębiej, włączyć do rozegrania, a później pojawić się przy pierwszym słupku. Widzę wiele podobieństw między sposobem, w jaki ja grałem, a tym, jak gra Robert – powiedział Kluivert.
50-letni Holender przyznał również, że podczas swojej kariery w Barcelonie czuł się świetnie, a Camp Nou stało się jego drugim domem. Odżył tam po kiepskim okresie w Milanie. – W Barcelonie wróciłem do stylu gry, który najbardziej mi odpowiadał. Z jednej strony mieliśmy Figo i Rivaldo, którzy dostarczali mi piłki, których po prostu nie mogłem nie wykorzystywać. Za mną grali między innymi Pep Guardiola czy Luis Enrique. Mógłbym wymieniać długo. Wszyscy zawodnicy, z którymi dzieliłem szatnię, mieli wpływ na moją karierę. Jestem wdzięczny, że mogłem z nimi grać i że pomogli mi rozwijać się zarówno jako piłkarz, jak i jako człowiek – stwierdził.
Kluivert wrócił również wspomnieniami do legendarnego gola strzelonego przeciwko Milanowi w finale Ligi Mistrzów w Wiedniu w 1995 roku. Dzięki niemu Ajax Amsterdam po raz czwarty sięgnął po najcenniejsze klubowe trofeum, a on w wieku 18 lat stał się najpopularniejszym nastolatkiem na świecie. – Przyniosło mi to oczywiście bardzo wiele pozytywnych rzeczy. Czy były jakieś negatywy? Nie. Presja? Nie. Myślę jednak, że kiedy wchodzisz na boisko i strzelasz gola, automatycznie pojawia się zainteresowanie mediów. Dziennikarze chcą z tobą rozmawiać, pytają o różne rzeczy. Miałem 18 lat, ale naprawdę potrafiłem radzić sobie z presją z zewnątrz. Nie było to dla mnie zaskoczeniem – przyznał były napastnik.
Kluivert opowiedział również o swoich odczuciach dotyczących obecności ekipy filmowej na treningach i meczach podczas jego pobytu w Newcastle. Wówczas kręcono bowiem słynną produkcję „Gol!”, w której główny bohater Santiago Munez w barwach Srok wchodzi do świata wielkiego futbolu. Zresztą w meczu przeciwko Chelsea pokazana jest scena, gdy zwycięskiego gola strzela właśnie Kluivert. – Wszystko było w porządku. My robiliśmy swoje, a oni później filmowali kolejne sceny. Fajnie było tego doświadczyć. Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tak dużą ekipą filmową na treningu. Obejrzałem później film i to była niezła historia – stwierdził Holender.
Czterej synowie Patricka, a więc Justin, Ruben, Quincy i Shane również zostali piłkarzami. Kluivert przyznał, że kluczowe w ich wychowaniu było oddzielenie roli byłego znakomitego piłkarza i ojca. – Musisz to zrobić. Nie jestem ojcem, który mówi swoim synom: „Musisz zrobić to” albo „Musisz zrobić tamto”. Jeśli mają pytania i chcą mnie o coś zapytać, moje drzwi są zawsze otwarte. Oni o tym wiedzą. Mogę im coś zasugerować, podpowiedzieć i pomóc znaleźć właściwą odpowiedź na pytanie, które mają. Nie mogli mieć chyba lepszego przykładu niż własny ojciec, ponieważ sam byłem w sytuacji, w której oni znajdują się dzisiaj – zauważył 50-latek.
Kluivert odniósł się również do zmarnowanego przez Justina rzutu karnego w serii jedenastek podczas ostatnich mistrzostw świata. Holandia odpadła z Marokiem w 1/16 finału dokładnie 26 lat po tym, jak niewykorzystany karny Patricka przesądził o porażce z Włochami w półfinale EURO 2000. – Dokładnie ta sama data, ten sam rzut karny, ten sam słupek. To było wręcz niewiarygodne. Rozmawiałem o tym z Justinem. Z jednej strony było to nawet dość zabawne, kiedy spojrzeliśmy na te wszystkie podobieństwa. Ale dla niego i dla mnie w tamtym momencie było to oczywiście naprawdę bolesne.
– Niestety, tak właśnie jest. Nie możemy tego zmienić. Możemy tylko wyciągnąć z takich sytuacji wnioski. Nawet najlepsi piłkarze popełniają tego rodzaju błędy – przyznał były reprezentant Holandii. Pamiętny karny przeciwko Włochom nie przesłania jednak całości bardzo dobrej kariery w narodowych barwach Kluiverta. 50-latek zagrał bowiem w kadrze aż 79 razy i strzelił 40 goli, a w trakcie wspominanego EURO został przecież wraz z Savo Miloseviciem królem strzelców z 5 bramkami.
Kluivert na wstępie rozmowy krótko skomentował również doniesienia z przeszłości, które w 2008 roku łączyły go z transferem do ówczesnego mistrza Polski – Wisły Kraków. – To było chwilę przed tym, jak zakończyłem karierę. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć, aby było zainteresowanie z Polski. Przykro mi, ale to były chyba tylko plotki – zaznaczył Holender. Ostatecznie, jego ostatnim klubem w CV okazało się Lille, a wcześniej po odejściu z Newcastle reprezentował jeszcze barwy Valencii i PSV.
Aktualnie, Kluivert chciałby wrócić do pracy trenerskiej. Ostatnio prowadził reprezentację Indonezji, z którą nie wywalczył awansu na tegoroczny mundial. W roli pierwszego trenera pracował również z reprezentacją Curacao oraz turecką Adaną Demirspor. Jako asystent był choćby członkiem sztabu Louisa Van Gaala na mundialu w 2014 roku, kiedy to Pomarańczowi sięgnęli po brązowe medale.
fot. Newspix