Trener Radomiaka plany miał ambitne. Dwóch jego bramkarzy miało grać na zmianę po trzy spotkania. Trzy Majchrowicz, trzy Gradecki i tak w kółko. Wszystko super dopóki nie przyszła weryfikacja w postaci rzeczywistości, a ta okazała się brutalna. Na szczęście Tomasz Kaczmarek zmodyfikował założenia. I to z korzyścią dla wszystkich.
Dla samego Bartłomieja Gradeckiego, który mógłby się nie odkręcić po spirali błędów przy Łazienkowskiej i znów walnąć jakiegoś babola. Dla Filipa Majchrowicza, bo kurczę, obserwujemy go w Ekstraklasie już kilka lat i to jest naprawdę solidny bramkarz i jeśli ma stracić miejsce, to dlatego, że ktoś jest od niego lepszy. Dla Radomiaka, bo po raz pierwszy zachował czyste konto.
No i przede wszystkim dla samego Tomasza Kaczmarka, bo przynajmniej na chwilę odgonił od siebie zbierające się ciemne chmury, potrafił przyznać się do błędu i nie uchronił się przed trzecią porażką z rzędu.
Jedenastka Kozaków. Bramkarz Radomiaka tym razem po drugiej strony barykady
Może nie będziemy mówić, że występ Filipa Majchrowicza przeciwko Zagłębiu był jakiś nie wiadomo jak spektakularny. Tylko ciężko, żeby taki był, skoro ekipa Leszka Ojrzyńskiego szczególnie wielu okazji sobie nie stworzyła. Tylko, no właśnie, gdy te już się pojawiły, to Majchrowicz był tam, gdzie powinien być.
Teraz możemy tylko gdybać, ale… gdyby na jego miejscu stał Bartłomiej Gradecki, to czy Marcel Reguła nie wpakowałby piłki do siatki z kilku metrów? Ręki, że gol w tej sytuacji by nie padł, nie dalibyśmy sobie uciąć. Można się też zastanawiać, jak bardzo inaczej potoczyłby się mecz w Warszawie, jeśli Tomasz Kaczmarek nie zdecydowałby się na ten swój dziwny pomysł z rotacją.
Majchrowicz Majchrowiczem, ale co tam jeszcze w Kozakach? Jest choćby liczna reprezentacja GKS-u Katowice, który na własnym stadionie pierze każdego, kto tylko się napatoczy. Tym razem padło na Wisłę Płock, która ze Śląska wyjechała z piątką w plecaku.
Na swój sposób niesamowity jest Bartosz Nowak. Mimo że widać, że nie jest w tak wysokiej dyspozycji jak wiosną, gdy mocno zastanawialiśmy się, czy powinien dostać powołanie do reprezentacji, to mecz kończy z trzema asystami. Fenomen.
Powoli, powoli, ale na jeden z najbardziej udanych letnich transferów zaczyna nam wyrastać Mario Garcia z Widzewa. Dwa tygodnie temu dwie asysty z Jagiellonią, tym razem jedna, ale za to też dorzucił bramkę. Kozak. I w pełni zasłużenie już po raz drugi ląduje w naszej jedenastce.
Nie mogło zabraknąć także Ajdina Hasicia z Cracovii. Co to jest za piłkarz! Gra, strzela, asystuje, a nawet kolegę w czoło pocałuje. Człowiek orkiestra. Bez niego zwycięstwa derbowego z Wieczystą zwyczajnie by nie było. I Kazimierz Moskal też zwolniony raczej by nie został (chociaż za Wojciechem Kwietniem i Sławomirem Peszką momentami ciężko nadążyć).
Doceniliśmy też młodego Macieja Wojciechowskiego z Pogoni Szczecin, który rzutem na taśmę wskoczył do jedenastki kosztem Mateusza Kowalczyka z GKS-u.

Jedenastka Badziewiaków. Liczne grupy z Wisły Płock i Śląska Wrocław
Rekordem to raczej nie będzie, ale Przemysław Wiśniewski na pewno znalazł się w czołówce zestawienia. Możecie zapytać: jakiego? Ekspresowego wylądowania w Badziewiakach. Potrzebował do tego mniej niż pięć minut. Faul na Dembele, tylko chwilka, by zaczekać na kontakt sędziego z kolegami z VAR i już mógł udać się do szatni. Poszło naprawdę szybciutko.
Mimo że reprezentant Polski tak szybko pożegnał się z boiskiem, to więcej przedstawicieli w jedenastce ma Śląsk. Bo naprawdę, grać cały mecz w przewadze i prawie przegrać, to już trzeba się postarać. A jednak, gdyby nie Piotr Samiec-Talar, to ekipie Ante Simundzy rzeczywiście taka sztuka by się udała.
Nie popisał się szczególnie Grzegorz Tomasiewicz, który przynajmniej nie owijał w bawełnę w rozmowie na antenie Canal Plus Sport: – Zaje****m pierwszą bramkę, chciałem zagrać Barcelonę – komentował piłkarz Śląska swoją stratę przy pierwszym golu dla Widzewa.
Ale spokojnie, spokojnie przecież nie mogło zabraknąć graczy wspomnianej już Wisły Płock, która dostała pięć bramek w Katowicach. Całkiem niezłe umiejętności Rafała Leszczyńskiego doskonale znamy, ale to zdecydowanie nie był jego dzień. Sfaulował Szkurina na rzut karny, dał się minąć Markoviciowi, a dodatkowo pięć przyjętych sztuk chluby mu nie przynosi.
Chociaż trzeba przyznać, że koledzy też specjalnie mu nie pomagali. Marcina Kamińskiego w takiej formie Schalke z powrotem, by nie wzięło. Łukasz Sekulski ledwo wszedł na boisko i jak na tacy wyłożył piłkę rywalom, a Said Hamulić marnował wszystko, co tylko się dało. Jednym słowem: dramat. Przy takiej formie Nafciarzy, wkrótce w Płocku możemy mieć do czynienia z małym pożarem.
Poza zwycięstwem z Rakowem, który jak dotąd przegrał wszystkie mecze w lidze, bezbramkowy remis z Widzewem, porażka z Wisłą Kraków, a teraz jeszcze to 0:5 w Katowicach. Trzy gole strzelone, osiem straconych. Perspektywa meczów z Koroną i Pogonią. Adam Majewski nie dostarcza nam zbyt wielu argumentów, by bronić jego pracy.
Właściwie może zasłaniać się głównie stanem swojej kadry, bo ta, szczególnie przy kontuzji Daniego Pacheco, do najbardziej ekskluzywnych nie należy. Z drugiej strony nie świadczy to o tobie najlepiej, jeśli w takiej sytuacji masz do dyspozycji Michała Króla, a lekką ręką odstawiasz go od gry.

ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Weszło