Kopczyński o szpiegowaniu rywali: Obciachowe, ale to codzienność

Marcin Ziółkowski

11 września 2026, 15:05 • 3 min czytania 6

Reklama
Kopczyński o szpiegowaniu rywali: Obciachowe, ale to codzienność

Nie brakuje w ostatnich dniach aferek w polskim środowisku piłkarskim. Jest temat Adriana Siemieńca związany z sędziami, a nie tak dawno dużo mówiło się o podglądaniu Śląska Wrocław przez sztab Legii Warszawa. Warszawski zespół był za to podglądany przez pracowników Mariusza Misiury, do czego sam szkoleniowiec się przyznał. W ostatnim programie „Czarna eLka”, Michał Kopczyński zabrał głos w związku z ostatnimi wydarzeniami z krajowego podwórka.

Reklama

Kopczyński nazwał podglądanie rywali „obciachem”

Mariusz Misiura po meczu z Legią przyznał wprost na konferencji prasowej.

– Wiedzieliśmy też od piątku, że Legia będzie miała trening w Lublinie. Kluczem dla nas było, żeby ten trening zobaczyć. Wszystkie te małe rzeczy udało się połączyć i dlatego zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że mogą wyjść w innej strukturze.

Spotkało się to ze znacznie mniejszą reakcją kibiców niż choćby na sytuację, w której członek sztabu Marka Papszuna (Dominik Ciarkowski) podglądał jeden z treningów Śląska Wrocław. Motor mógł podejrzeć ten trening choćby dlatego, że… boisko na którym odbyła się sesja jest blisko ulicy, a Legia specjalnie nie ukrywała faktu przebywania na obiekcie.

Reklama

Michał Kopczyński przyznał, że poglądanie treningów rywali to nie jest coś, czego jest fanem.

– Szpiegostwo to tak mocno brzmi i mówi się o tym w sumie rzadko – tylko, jeżeli ktoś jest przyłapany. To jest codzienność w polskiej piłce. Byłem w kilku drużynach i to się dzieje. Próbuje się wszelkimi sposobami zdobyć informacje o przeciwniku.

– Jak jesteś na wyjeździe, wiesz że jakaś drużyna miejscowa trenuje gdzieś u siebie, to wiedziałem, że próbujemy wysłać drona albo że innymi kanałami spróbujemy ten trening zobaczyć. Miałem wrażenie, że po sytuacji Śląsk-Legia to trochę obciach, gość z czapeczką siedzi i nagrywa, a Marek Papszun później bez krępacji o tym mówił.

Dodał też, że w jego karierze bywały sytuacje, że szczegóły taktyczne miały być szczelnie zachowane wewnątrz grupy. Wszystko celem ochrony tego, jaki plan na mecz miała jego drużyna. Nigdy bowiem nie wiadomo, do kogo mogą trafić tego typu informacje, co udowodnił na swoim przykładzie.

Reklama

– Chcesz wiedzieć wszystko, każda mała zmiana u przeciwnika jest istotna. Też wolę, by ktoś to potem pokazał na boisku, że umie odczytać sytuację, zmieni ustawienie. Teraz są sztaby, drony, podglądanie wszystkiego, co się da. U Dawida Szulczka w sztabie był na to duży nacisk. Pytał czy mamy znajomych w tych drużynach, z którymi gramy. Prosił by nie rozmawiać z innym czy z agentami, bo wieści się szybko roznoszą.

– Pamiętam z Warty w pierwszej lidze, to musiało być przeciwko Ruchowi trenera Szulczka. Mamy trening przedmeczowy na naszych obiektach w Poznaniu, ja schodzę z treningu, a tam kręci się trener bramkarzy z naszego byłego sztabu. Mieliśmy świetne kontakty, więc trochę się uśmialiśmy. Nie nagrywał, ale gdzieś tam się kręcił. Zawsze jakieś informacje z tego wyniesiesz. To trochę obciachowe, może nieetyczne, ale to codzienność.

Więcej w programie „Czarna eLka” na kanale YouTube WeszłoTV!

 

Reklama

 

Fot. screen YouTube/ Weszło TV

6 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama