Misiura przyznał, że podglądali rywali. A co, gdyby tak powiedział Marek Papszun?

Patryk Idasiak

06 września 2026, 14:30 • 3 min czytania 2

Reklama
Misiura przyznał, że podglądali rywali. A co, gdyby tak powiedział Marek Papszun?

Kilka mocnych zdań rzucił po meczu z Legią Warszawa trener Mariusz Misiura. Mówił między innymi o tym, że to jeden z najtrudniejszych momentów w jego życiu, co głównie podchwyciły media. Albo że trudno mu się będzie obudzić z myślą, że Legia ma 15 punktów, a Motor zaledwie pięć. Ale powiedział też jedno zdanie, które nie zostało aż tak dobrze wyłapane, bo – wiadomo – wszyscy skupili się na zwycięzcach. Chodzi o… podglądactwo.

Reklama

Proszę sobie teraz wyobrazić, że Marek Papszun na konferencji prasowej po porażce mówi tak: – Wiedzieliśmy też od piątku, że dziś Wisła Kraków/Pogoń Szczecin/Lech Poznań/Raków Częstochowa będzie miała trening w Warszawie. Kluczem dla nas było, żeby ten trening zobaczyć. Wszystkie te małe rzeczy udało się połączyć i dlatego zdawaliśmy sobie sprawę, że mogą wyjść w innej strukturze.

Byłaby burza z piorunami.

Przecież zaraz by zawrzało, że jak tak można podglądać. A tymczasem wystarczy w powyższym cytacie w miejsce klubów wpisać „Legia Warszawa”, a dalej „trening w Lublinie”. I wyjdzie nam rzeczywisty cytat Mariusza Misiury, który chyba sam zdał sobie sprawę, że trochę się wkopał i poleciał z tematem za mocno, aż ironicznie się uśmiechnął. Ale dokończył swoją wypowiedź. Tak, podejrzeliśmy trening Legii, udało się to zrobić. Dzięki temu wiedzieliśmy, że mogą wyjść inną taktyką.

Reklama

Legia wygrała w niesamowitych okolicznościach, więc chyba nikt sobie nie zawracał tym głowy. Mariusz Misiura powiedział to jednak tak, jakby najzwyczajniej normalne i powszechne było szpiegowanie treningów przeciwników. Jak wyjście rano do piekarni i kupienie na śniadanie kajzerek.

Zresztą, żeby oddać trenerowi – nie wykazał się tu żadną hipokryzją, bo wcześniej nie krytykował postawy Legii Warszawa tak otwarcie jak choćby Ante Simundża. – Ja osobiście tego nigdy nie robiłem. Dla mnie to nie jest normalne – przyznawał szkoleniowiec Śląska, bo to właśnie przed meczem z jego ekipą przyłapano przedstawiciela Legii. Dla Słoweńca więc codziennością to nie było…

Legia podglądała i była afera

Przypomnijmy kontekst. Kiedy Legia przygotowywała się do starcia ze Śląskiem Wrocław w Ekstraklasie, to – jak ujawnił Piotr Potępa – jeden z analityków Legii – Dominik Ciarkowski – podglądał i nagrywał trening Wrocławian przed meczem z Legią. Wszyscy tylko czekali, jak skomentuje to Marek Papszun. Zrobił to raz.

Reklama

– Robimy wszystko, żeby oczywiście jak najlepiej rozpoznać przeciwnika. Wszystko, co jest dozwolone. Jeżeli ktoś ma jakieś zastrzeżenia do nas, są odpowiednie komisje i tam należy je kierować, jeżeli ktoś uważa, że działamy poza przepisami. Ja zawsze mam takie podejście, żeby zrobić wszystko, co się da, żeby pomóc zespołowi i dobrze przygotować się do spotkania – mówił wtedy.

Spotkało się to z bardzo dużym oburzeniem. Papszun nie widział nic złego ani nieeleganckiego w szpiegowaniu Śląska.

Tak samo jak Mariusz Misiura w podglądaniu Legii.

Zresztą, szpiegostwo w Ekstraklasie to przecież nic, czego byśmy już nie znali. Choćby w ubiegłym sezonie sam Motor Lublin przyłapał członka sztabu Arki Gdynia na podglądaniu treningu za pomocą drona. Dawid Szwarga wysłał swojego asystenta Łukasza Wróbla na obóz, by ten nagrał dronem zamknięty sparing Motoru z Lechią Gdańsk, ale został on przyłapany. Misiury jeszcze w Lublinie nie było, ale do sprawy odniósł się Mateusz Stolarski, który przyznał, że załatwił temat telefonicznie ze Szwargą.

Reklama

Dość śmieszne, że Motor w krótkim czasie był „poszkodowanym”, a później „beneficjentem” szpiegowania.

Fot. Newspix

2 komentarze
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Polecane

110-lecie Legii Warszawa. Legendy, mecz pokazowy i wiele atrakcji. Jesteśmy na miejscu!

Patryk Idasiak
22
110-lecie Legii Warszawa. Legendy, mecz pokazowy i wiele atrakcji. Jesteśmy na miejscu!

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Oficjalnie: Brazylijczyk opuszcza Pogoń. To poważne osłabienie

Jan Broda
4
Oficjalnie: Brazylijczyk opuszcza Pogoń. To poważne osłabienie
Ekstraklasa

Misiura: „Ciężko będzie się obudzić ze świadomością, że mamy 5 punktów, a Legia 15”

Adrian Mańko
21
Misiura: „Ciężko będzie się obudzić ze świadomością, że mamy 5 punktów, a Legia 15”
Ekstraklasa

Papszun po Motorze: Jeśli młodzi są gotowi, będę dawał im szansę

Adrian Mańko
4
Papszun po Motorze: Jeśli młodzi są gotowi, będę dawał im szansę