Kamil Majchrzak poza Wimbledonem. Porażka po pięciu setach

Sebastian Warzecha

02 lipca 2026, 17:37 • 4 min czytania 3

Reklama
Kamil Majchrzak poza Wimbledonem. Porażka po pięciu setach

Przed rokiem Kamil Majchrzak doszedł do IV rundy Wimbledonu, odnosząc tym samym życiowy sukces. W tym sezonie Polak wygrał przed londyńską imprezą pierwszy w karierze turniej rangi ATP 250. Oczekiwania wobec jego występu w Anglii – zwłaszcza wobec niezłej drabinki – były więc spore. Lepszy od Majchrzaka okazał się jednak Zachary Svajda, w drugiej rundzie turnieju.

Reklama

Kamil Majchrzak odpada z Wimbledonu

Ten zeszłoroczny występ był o tyle piękny, co niespodziewany. Na Wimbledonie grał bowiem wcześniej Kamil ledwie dwukrotnie w głównej drabince i w obu przypadkach odpadał w pierwszej rundzie. Ale rok 2025 przyniósł w tej materii przełom. I to w dodatku fantastyczny, bo w pierwszej rundzie Polak pokonał rozstawionego z „32” Matteo Berrettiniego, w przeszłości finalistę tej imprezy. Z Włochem zagrali wtedy pięć setów, to Majchrzak wygrał decydującego. Potem triumfował jeszcze w starciach z Ethanem Quinnem i Arthurem Rinderknechem (bez straty seta), by wreszcie zatrzymał go Karen Chaczanow.

Temu ostatniemu zrewanżował się zresztą na US Open, gdy dochodził do III rundy.

Kiedy w tym roku rozlosowano drabinkę, wydawało się, że ta sprzyja Kamilowi. W pierwszej rundzie trafił na Alejandro Tabilo. Z Chilijczykiem przegrał niedawno na Roland Garros, ale wtedy był świeżo po urazie i w nienajlepszej dyspozycji, a Alejandro świetnie w dodatku czuje się na mączce. Na Wimbledonie pewnie, w trzech setach, Majchrzak się mu zrewanżował. W drugiej rundzie czekał za to na niego Zachary Svajda. Amerykanin był jedną z rewelacji niedawno Roland Garros, gdzie doszedł do IV rundy, ale do tej pory w Szlemach grał raczej słabo.

No i – przede wszystkim – w głównym tourze jeszcze niczego nie udowodnił na kortach trawiastych, wyniki, w miarę dobre, miał na tej nawierzchni jedynie w Challengerach. Dziś jednak okazało się, że i na kortach szybkich coś faktycznie potrafi.

Reklama

Bo to był po pierwsze dobry mecz Amerykanina. Grał równo, spokojnie, był cierpliwy i solidny w wymianach. Bo na tym jego gra się opiera – nie ma w niej nic wielkiego, żadnej głównej broni, raczej wyczekiwanie na swoje szanse i znajdowanie momentów na zagranie winnera. Świetny jest Zachary w kontrze, dobrze się broni, prowadzić grę też umie, gdy trzeba, ale nie szuka go za wszelką cenę. W sumie gra trochę podobnie do Majchrzaka, choć ten w ostatnich latach stał się nieco bardziej ofensywnym zawodnikiem.

I dziś było widać, że to mecz dwóch równych sobie rywali.

Lepiej zaczął Kamil, który w pierwszym secie dwukrotnie przełamał przeciwnika i wygrał go 6:2. To był okres sporej przewagi Polaka, który zaczął ten mecz dokładnie tam, gdzie skończył z Tabilo – czyli w miejscu swojej bardzo dobrej dyspozycji. Ale nie utrzymał jej na kolejnego seta… i sytuacja całkowicie się odwróciła. Teraz to Svajda wygrał 6:2, to on był lepszy na korcie, on dyktował warunki. Kamilowi spadły też procenty serwisowe, miał przy podaniu swoje problemy. Efekt był taki, że zrobiło się 1:1.

Trzeci set był najbardziej zacięty, doszło w nim do tie-breaka. W tym też obaj długo szli równo, nawet jeśli zdarzały się małe przełamania. Svajda serwował zresztą, by doprowadzić do stanu 6:6 i kolejnej zmiany stron, ale akurat wtedy świetną akcję przeprowadził Kamil i partię zamknął. Wydawało się, że będzie to moment, którym się nakręci, a stało się wręcz przeciwnie – Majchrzak stracił serwis w trzecim gemie, a potem ani razu nie był w stanie zagrozić Svajdzie przy jego podaniu. To budziło pewne obawy, bo często sam Polak był winnym takiego stanu rzeczy – regularnie popełniał błędy, często proste.

Reklama

I niestety, ale tak też wyglądało to w ostatniej partii, która była w zasadzie kopią tej poprzedniej. Znów kluczowy okazał się trzeci gem, znów sporo było błędów – na tyle, że pretensje werbalnie wyrażał już nawet sam Kamil. Nie było zagrożenia na returnie, a sam Polak z każdym kolejnym gemem problemów miał więcej. I ostatecznie stracił serwis po raz drugi – na sam koniec spotkania. Zachary Svajda gra więc dalej, Kamil Majchrzak niestety nie.

Polak straci też nieco punktów rankingowych i wypadnie z TOP 50 rankingu, gdzie awansował niedawno. Dojść tam może – ale potrzebuje do tego jeszczedwóch wygranych – jego dzisiejszy pogromca.

Reklama

Kamil Majchrzak – Zachary Svajda 6:2, 2:6, 7:6 (5), 4:6, 3:6

Fot. Newspix

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

W Górniku nie mógł liczyć na regularne występy. Znalazł nowy klub

Mikołaj Duda
0
W Górniku nie mógł liczyć na regularne występy. Znalazł nowy klub

Inne sporty

Reklama