To był taki Hubert Hurkacz, jakiego chcemy oglądać

Sebastian Warzecha

01 lipca 2026, 14:45 • 3 min czytania 1

Reklama
To był taki Hubert Hurkacz, jakiego chcemy oglądać

Znakomicie wygląda na razie na Wimbledonie Hubert Hurkacz. Polak najpierw w trzech setach pokonał Caspera Ruuda, a dziś – też bez straty partii – odprawił Sebastiana Ofnera. Hubi wreszcie przypomina na korcie siebie, aczkolwiek to w trzeciej rundzie czeka go pierwsze faktycznie wielkie wyzwanie – zmierzy się tam bowiem z Tommym Paulem.

Reklama

Hubert Hurkacz zrobił swoje. Jest III runda Wimbledonu

Jest ten sezon Huberta Hurkacza stosunkowo kiepski. To znaczy: na mączce, po zmianie trenera, nie grał źle, ale to nie jego nawierzchnia, a do tego nie miał rozstawienia, więc ostatecznie i tak dość szybko z turniejów odpadał. Zawiódł wcześniej, na kortach twardych, gdzie po tym, jak doskonale grał w United Cup, nie powiodło mu się w Australian Open, a potem to w ogóle – zaliczył serię siedmiu porażek z rzędu. Wyniki były takie, że na moment wypadł nawet z TOP 100 rankingu ATP.

Aktualnie do niego wrócił – i raczej zostanie, teraz nie broni już żadnych punktów aż do końca sezonu – ale to jednak był moment krytyczny, bo trzymał się w tej setce Hubert już naprawdę długo.

Na trawie też nie grał  najlepiej. W dwóch poprzednich turniejach wygrał jeden mecz. Ale Wimbledon potrafił czasem Huberta ożywić. A i losowanie sprzyjało – Casper Ruud był co prawda rozstawiony i to z wysokim numerem, ale grać na tej nawierzchni to chłop nie umie w ogóle.

I faktycznie, Hubi wygrał z nim stosunkowo gładko, jedynie trzeci, ostatni set kończył się w tie-breaku (a nie powinien, Hubert serwował na wygraną wcześniej). Poza tym: spora przewaga i spokojna wygrana. Dokładnie tak, jak tego po Hurkaczu oczekiwano. Dziś wyzwanie szło nieco w górę. Sebastian Ofner to, co prawda, specjalista od mączki i kortów twardych (jak Ruud), ale grać na trawie też potrafi, a dobry serwis mu na pewno w tym nie przeszkadza. Ofner mógł Hubertowi zagrozić, ale ostatecznie zrobił to tylko momentami.

Reklama

I nie na tyle dobrze, by wygrać choćby seta.

Najbliżej był Austriak w pierwszej partii. Do 4:4 obaj doskonale w niej serwowali, ale wtedy na moment zaciął się Hubert. Zrobiło się 0:40 przy jego podaniu, w kluczowym momencie Polak odnalazł jednak serwis, wygrał gema i obaj finalnie musieli rozstrzygnąć wszystko w tie-breaku. Długo wygrywali tam po prostu swoje serwisy… aż do stanu 9:8 dla Hurkacza, Wtedy Hubi zagrał świetną akcję i zgarnął punkt, a wraz z nim całego seta. I to go tylko napędziło W drugiej partii dwukrotnie przełamywał bowiem serwis Austriaka. Sam oddał co prawda jedno podanie, ale już w momencie, gdy miał dużą przewagę.

Reklama

Doprowadził więc seta do końca. W trzecim też rozegrał wszystko spokojnie – co prawda nie przełamał Ofnera tak szybko, jak poprzednio, ale zrobił to, gdy trzeba było. Konkretnie: w dziewiątym gemie. Zdobył breaka, a potem pewnie wygrał swój serwis, kończąc tym samym spotkanie. Zameldował się tym samym w trzeciej rundzie Wimbledonu. To jego pierwszy występ w Szlemie, gdy dochodzi tak daleko od… Roland Garros 2024, czyli ostatniego turnieju wielkoszlemowego sprzed feralnej kontuzji, od której zaczęły się problemy.

Nie będzie w tej trzeciej rundzie łatwo – trafi tam bowiem Hubert na Tommy’ego Paula, turniejową „21”. Z Amerykaninem ma bilans 1:3 i przegrywał ich trzy ostatnie spotkania, ale jeszcze nigdy nie mierzyli się ze sobą na trawie. Paul – zresztą rówieśnik Huberta – tylko raz przeszedł na Wimbledonie dalej niż do trzeciego meczu – dwa lata temu był tam w ćwierćfinale.

Hubert Hurkacz – Sebastian Ofner 7:6 (8), 6:4, 6:4

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ligue 1

Świetny debiut Polaków w Lens. Ograli PSG w starciu o Superpuchar!

Braian Wilma
0
Świetny debiut Polaków w Lens. Ograli PSG w starciu o Superpuchar!
Ekstraklasa

Prośby Kroczka zostaną wysłuchane? Nowy stoper w drodze do Rakowa

Braian Wilma
0
Prośby Kroczka zostaną wysłuchane? Nowy stoper w drodze do Rakowa
Ekstraklasa

Panie Gasparik, aleś nam pan zaimponował. Tak zagrać to duża sztuka

Mikołaj Duda
22
Panie Gasparik, aleś nam pan zaimponował. Tak zagrać to duża sztuka

Inne sporty

Reklama