Remis rozczarowań na Anfield. Liverpool i Chelsea bez przełomu

Wojciech Piela

09 maja 2026, 15:46 • 6 min czytania 0

Reklama
Remis rozczarowań na Anfield. Liverpool i Chelsea bez przełomu

Liverpool i Chelsea zagrały na Anfield mecz, który miał być próbą odbudowy, a stał się kolejnym dowodem ich problemów. Mimo bramek i emocji spotkanie zakończyło się remisem, który bardziej rozczarowuje, niż cieszy którąkolwiek ze stron. Jedni i drudzy walczyli o odzyskanie kontroli nad wydarzeniami, które wymykały się spod jakiejkolwiek taktycznej dyscypliny. To tylko pogłębia frustrację obu drużyn w słabym dla nich sezonie Premier League.

Reklama

Początek pierwszej części gry to jeden z niewielu momentów w ostatnich tygodniach, kiedy fani Liverpoolu mogli poczuć się jak za najlepszych czasów. Sprawne akcje The Reds wyprowadzające piłkę z własnej połowy robiły wrażenie i już w 4. minucie z rzutu wolnego swojego szczęścia poszukał Dominik Szoboszlai.

Liverpool i Chelsea bez przełomu. Remis rozczarowań na Anfield

Strzał Węgra trafił w mur, ale chwilę później akcję przeprowadził Rio Ngumoha. 17-latek był zdecydowanie najbardziej wyróżniającą się postacią Liverpoolu w ofensywie. Anglik podał piłkę do Ryana Gravenbercha, a Holender otworzył wynik spotkania. Wydawało się, że jego strzał był do obrony przez Filipa Jorgensena, ale golkiper Chelsea nie dał rady. Szybko stało się więc jasne, że Londyńczycy ze Stamford Bridge rozegrają 14. kolejny mecz bez czystego konta.

W 11. minucie Liverpool stanął przed szansą na błyskawiczne podwyższenie prowadzenia, ale po dośrodkowaniu Szoboszlaia z najbliższej odległości przestrzelił Virgil van Dijk. Chelsea wyglądała na oszołomioną, ale z sobie tylko znanych przyczyn uderzenie Holendra pozostało ostatnim Liverpoolu do końca pierwszej połowy. Podopieczni tymczasowego trenera Caluma McFarlane’a stopniowo zaczynali odzyskiwać rezon i coraz częściej zagrażali bramce Giorgiego Mamardaszwiliego.

Reklama

Aktywny w ekipie The Blues był zwłaszcza ustawiony na pozycji lewego wahadłowego Marc Cucurella. Hiszpan dośrodkowywał, wychodził na pozycje i oddawał strzały na bramkę Gruzina. Gospodarzom brakowało pomysłu na rozegranie akcji, a wysoki doskok Chelsea powodował ich błędy. W defensywie Liverpoolu pojawiało się sporo wolnych przestrzeni, z których również starał się korzystać Cole Palmer. Tak było w 20. minucie, kiedy prostopadłym podaniem Anglik wypatrzył Joao Pedro, lecz dobrym wyjściem z bramki popisał się Mamardaszwili.

Bramka dla Chelsea wisiała jednak w powietrzu i tak się stało w 35. minucie. Faulowany przez bezproduktywnego Cody’ego Gakpo był Wesley Fofana. Całość akcji miała miejsce dość daleko od pola karnego i w dodatku w bocznej strefie, lecz posłana stamtąd piłka po rzucie wolnym okazała się nie do powstrzymania dla defensywy ustępujących mistrzów Anglii. Strzelcem gola okazał się Enzo Fernandez, choć duży wpływ na całą akcję miał również Fofana, który niewiele brakowało, a musnąłby piłkę zmierzającą do siatki. Był to 18. stracony gol przez Liverpool w tym sezonie ze stałego fragmentu gry, co jest najgorszym wynikiem w historii występów tego zespołu w Premier League.

Reklama

Końcówka pierwszej połowy zdecydowanie należała do Chelsea, która była blisko wyjścia na prowadzenie. Pogubiony Liverpool często ratował się dalekimi wybiciami poza własną połowę i ostatecznie dotrwał do przerwy, ale jasne było, że jeżeli Arne Slot marzy o zwycięstwie, to w przerwie musi pomyśleć nad nowym sposobem natchnienia dla swoich podopiecznych.

Poważne ostrzeżenie dla Liverpoolu przyszło już w 48. minucie, gdy do siatki trafił Cole Palmer. Chelsea przez chwilę mogła cieszyć się z prowadzenia 2:1, ale okazało się, że przy podaniu Moisesa Caicedo z głębi pola na minimalnym spalonym był zagrywający z lewej strony do pola karnego Cucurella. Fani The Reds odetchnęli z ulgą, a ich ulubieńcy niecałe dziesięć minut później odpowiedzieli tym samym. Dośrodkowywał Szoboszlai, głową podawał Gakpo, a gola strzelił Curtis Jones, ale tym razem to Holender znajdował się na spalonym.

Mecz nabierał tempa i stawał się coraz bardziej żywiołowy. W 60. minucie po składnej akcji Liverpoolu do interwencji przy strzale Szoboszlaia został zmuszony Jorgensen. Gospodarze po długich fragmentach niemocy odzyskali równowagę. Calum McFarlane próbował wpłynąć na sytuację Chelsea wprowadzając z ławki Reece’a Jamesa. Dla kapitana Chelsea był to pierwszy występ od 14 marca i powrót po kontuzji mięśnia uda.

Reklama

Osobliwej zmiany dokonał również Slot, który postanowił ściągnąć z boiska Ngumohę. Owszem, po zmianie stron akcje 17-latka nie były już tak przebojowe jak wcześniej, ale i tak prezentował się zdecydowanie lepiej niż inni piłkarze ofensywni tacy jak Gakpo czy Frimpong. Ta decyzja szkoleniowca Liverpoolu nie spodobała się wielu kibicom, którzy zareagowali wyraźnie słyszalnym buczeniem. W miejsce 17-latka pojawił się pozyskany przed sezonem z Newcastle za 125 mln funtów Alexander Isak. Szwed niedawno strzelił przeciwko Crystal Palace pierwszego gola w Premier League na Anfield dla Liverpoolu, ale opuścił ostatnie starcie z Manchesterem United ze względu na uraz pachwiny.

The Reds dalej atakowali, a efektem tego była sytuacja z 70. minuty. Szoboszlai posłał kolejny pocisk w kierunku bramki rywali i tym razem był najbliżej celu. Piłka trafiła w słupek, który chyba jeszcze do teraz nie przestał drżeć na stadionie Anfield. Parę akcji później do głosu doszła również Chelsea, kiedy z pola karnego do uderzenia doszedł Joao Pedro. Brazylijczyk się pomylił, ale jego dobry balans ciałem wyprowadził w pole defensorów Liverpoolu.

Reklama

Na tablicy wyników nadal widniało 1:1, a w 79. minucie ponownie blisko był Liverpool, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w poprzeczkę głową trafił van Dijk. Sędzia Craig Pawson przez chwilę zastanawiał się, czy gospodarzom nie należy się rzut karny za przepychanki Mac Allistera z Caicedo, ale nic wielkiego nie miało miejsca. Gra toczyła się dalej również kilka chwil później, kiedy gracze Liverpoolu domagali się odgwizdania jedenastki za potencjalne zagranie ręką Jamesa.

W samej końcówce meczu najbardziej sporną sytuację można było jednak zaobserwować w polu karnym bronionym przez Liverpool. Odważnym rajdem w 89. minucie popisał się Joao Pedro, ale już w polu karnym padł po starciu z Frimpongiem. Można było w tej sytuacji odnieść wrażenie, że Holender miał duży udział przy upadku Brazylijczyka, ale po analizie VAR sędzia nie wskazał na „wapno”.

Siedem doliczonych minut zwiastowało jeszcze trochę emocji, lecz w doliczonym czasie gry poza rajdem w polu karnym Chelsea w wykonaniu Isaka niewiele się zadziało. Dobrym podsumowaniem rywalizacji byli fani Liverpoolu, którzy zaczęli opuszczać stadion jeszcze przed ostatnim gwizdkiem sędziego.

Reklama

Ostatecznie w starciu dwóch ekip będących rozczarowaniem tego sezonu Premier League skończyło się na remisie. Liverpool nadal matematycznie nie może być pewny gry w przyszłorocznej Lidze Mistrzów, a dla Chelsea największą szansą na awans do europejskich pucharów pozostaje finał Pucharu Anglii, który zostanie rozegrany już za tydzień 16 maja. Dla The Blues był to pierwszy ligowy punkt po sześciu kolejnych porażkach.

Jeśli ktoś liczył, że to spotkanie stanie się przełomem, musiał opuścić Anfield z poczuciem rozczarowania. Bo choć emocji i sytuacji bramkowych trochę się pojawiło, to zabrakło tego, co w futbolu najważniejsze – jakości, która przesądza o zwycięstwie.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

 

Reklama
0 komentarzy
Wojciech Piela

Uwielbia sport, czasem nawet próbuje go uprawiać. W przeszłości współtworzył legendarne radio Weszło FM, by potem oddawać się pasji do Premier League na antenie Viaplay. Formaty wideo to jego żywioł, podobnie jak komentowanie meczów, ale korzystanie z języka pisanego również jest mu niestraszne. Wytężone zmysły, wzmożona czujność i mocne zdrowie – te atrybuty przydają mu się zarówno w pracy, jak i życiu codziennym. Żyje nadzieją na lepsze jutro słuchając z zamiłowaniem utworów Andrzeja Zauchy czy Krzysztofa Krawczyka – bo przecież bez przeszłości nie ma przyszłości.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama