Iga Świątek po porażce. „Nie zwracam już uwagi na wyniki”

Sebastian Warzecha

04 lipca 2026, 20:39 • 3 min czytania 13

Reklama
Iga Świątek po porażce. „Nie zwracam już uwagi na wyniki”

Iga Świątek przegrała w III rundzie Wimbledonu z Alexandrą Ealą. Polka nie obroniła więc ani tytułu sprzed roku, ani punktów, jakie wtedy wywalczyła. Na konferencji prasowej po spotkaniu opowiadała o swoich wrażeniach.

Reklama

Iga Świątek o meczu z Ealą. Co mówiła Polka?

– To był trudny mecz. Wydaje mi się, że Alexandra była bardziej odważna w ważnych momentach. W tie-breaku obie miałyśmy swoje szanse, by szybciej zamknąć seta i nie poszło to po mojej myśli. Ogółem czuję, że grałam lepiej niż w Bad Homburg. Po prostu muszę iść dalej – stwierdziła Iga.

Polka dużo mówiła też o serwisie Eali. Ten jest jednym z wolniejszych w tourze, ale momentami sprawiał Polce spore problemy. O co konkretnie chodziło?

– Trudno było mi zaakceptować mentalnie wyrzucone returny po wolnych serwisach. Choć trudniej jest zareturnować taki serwis niż normalne podanie. Wiedziałam, że są wolne. Wiedziałam dokładnie, jak do mnie „przyjdą”. Ale to inny rytm od tego, którego normalnie muszę użyć przy returnie. W drugim secie starałam się być obecną. Popełniłam niewymuszone błędy na początku, a potem czułam, że ona zaczęła serwować wolniej i trudniej było mi zareturnować.

– Pamiętam ostatnie dwa mecze z nią, popełniałam takie same błędy. Muszę nad tym pracować. Większość zawodniczek z czołówki gra i serwuje szybko, ale trzeba być też przygotowaną na taki rytm gry. Ona serwowała wolno, trzeba było podejść do przodu na returnie. Wtedy kort robi się krótki, gdy chcę zagrać top spinem, muszę grać krótko. […] Ten serwis jest naprawdę wolny, ludzie myślą, że jest go łatwo returnować, ale jest dokładnie odwrotnie.

Reklama

Iga dodawała również, że być może momentami zabrakło jej odwagi – tyczyło to zwłaszcza tie-breaka pierwszego seta, w którym – jak sama powiedziała – Eala przy ważnych punktach grała szybciej, miała właśnie potrzebną do tego odwagę. Sama o sobie Świątek powiedziała, że nieco wtedy zwolniła, choć – co również powiedziała – miała też swoje szanse na zamknięcie tego seta, po prostu z nich nie skorzystała. Twierdziła jednak, że to porażka inna niż ta z Martą Kostiuk na Roland Garros.

Wydaje mi się, że to nie taka sama porażka jak w Paryżu. W Paryżu w pełni szło o to, że nie poradziłam sobie dobrze z presją. „Odpalałam” uderzenia. Dziś starałam się być bardziej spokojna i odgrywać więcej piłek w kort. Wyrzucałam połowę tych returnów, wiele punktów przegrałam. Może jeśli obejrzę to spotkanie, zobaczę coś więcej – mówiła. I faktycznie, dziś Iga momentami walczyła, próbowała, ale jednak błędów było za dużo, mnożyły się i utrudniały jej grę.

Reklama

Mimo tego, jak podkreśliła na koniec, stara się zawierzyć temu, jak aktualnie trenuje.

– Trzeba ufać procesowi, to na pewno. Szczerze to nie zwracam już uwagi na wyniki. Skupiałam się na nich w przeszłości, teraz trudno jest tak dalej robić. Po prostu próbuję to odpuścić. Nie mam dobrych wyników, więc nie będę ich oczekiwać. To po prostu się nie dzieje, nie jestem teraz na tym poziomie. Muszę pracować u podstaw i po prostu poprawić swój tenis.

Fot. Newspix

Reklama
13 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama