Ich chcemy zobaczyć w reprezentacji Polski

Mariusz Bielski

03 listopada 2026, 18:32 • 10 min czytania 12

Reklama
Ich chcemy zobaczyć w reprezentacji Polski

W piątek 6 listopada Jan Urban ma ogłosić, kogo powołuje na ostatnie zgrupowanie reprezentacji Polski w 2026 roku. Przed nami dwa mecze Ligi Narodów – bardzo ważne po październikowej serii wpadek. Tych wtop i kłopotów nazbierało się wtedy tyle, że naturalnie chcielibyśmy, aby selekcjoner w najbliższej przyszłości nieco odważniej poszukał innych personalnych rozwiązań. Przygotowaliśmy więc krótką listę złożoną z piłkarzy, którzy powinni dostać szansę w naszej kadrze lub otrzymać znacznie większą liczbę minut niż dotychczas. Oto oni:

Reklama

Mateusz Bogusz błyszczy w Houston Dynamo

Powiedzmy sobie otwarcie – meksykańska przygoda Mateusza Bogusza była nieudana. Polak tylko na początku pobytu w Cruz Azul był ważną postacią, ale z czasem jego rola malała i cóż, nie dziwota, że w 2026 roku postanowił wrócić tam, gdzie wcześniej błyszczał, czyli do MLS. Na przełomie stycznia i lutego 25-latek dołączył do Houston Dynamo i choć na początku też nie zachwycał, to w ostatnim czasie stara się mocno ciągnąć zespół za uszy. Co prawda forma ekipy z Teksasu budzi wątpliwości – z ostatnich 10 meczów wygrała 2 – ale akurat do Bogusza mało kto może mieć pretensje. W tym samym okresie zdobył 4 bramki i dołożył jedną asystę, a do tego stał się wykonawcą rzutów karnych. To jasno pokazuje, jak ważną postacią jest nasz rodak w Houston Dynamo.

Co jednak ważne, wzrost formy 25-latka jest bowiem bezpośrednio związany ze zmianą pozycji, o czym opowiadała Katarzyna Przepiórka z Amerykańskiej Piłki w jednym z programów Weszło. – Gdyby Jan Urban miał rozpatrywać Bogusza w kontekście powołania do reprezentacji Polski, to raczej nie do pomocy czy na skrzydło, ale jako cofniętego napastnika, taki wolny elektron. On wcześniej w LAFC miał fenomenalne liczby właśnie w tej roli (…) Bogusz świetnie potrafi wyczuć, w którym sektorze boiska drużyna potrzebuje go najbardziej, więc jeżeli będzie trzeba stworzyć przewagę po lewej czy po prawej stronie – on zresztą w MLS gra bardziej po prawej – to mogłoby się okazać, że reprezentacja Polski potrzebuje go bardziej niż na przykład Karola Świderskiego. Bogusz ma bardzo dużo intuicyjnych zagrań w polu karnym i jego okolicach, gdzie nawet niekoniecznie musi dotykać piłkę, aby zrobić różnicę w finałowej tercji – mówiła ekspertka od amerykańskiego futbolu.

No właśnie, w całej tej historii z Boguszem porównanie ze Świderskim jest dość wymowne. Po pierwsze dlatego, że ostatnio piłkarz Widzewa dostawał powołania raczej za zasługi niż dobrą formę, bo w klubie zawodzi podobnie jak cały zespół. Po drugie podczas ostatniego zgrupowania sam Jan Urban narzekał, że nie ma zbyt dużego pola manewru wśród napastników. A skoro tak, to może warto byłoby skłonić się ku piłkarzowi, który mógłby ten kłopot rozwiązać i dodatkowo jest bardziej wszechstronny niż wspomniany Świderski? Wiecie, gdyby nagle trzeba było przerzucić kogoś na prawe skrzydło, to na pewno bardziej nadawałby się do tego zawodnik Houston Dynamo niż Widzewa.

Reklama

Adrian Benedyczak nie zatrzymuje się w Turcji

Zostając jeszcze przy napastnikach, cały czas zmagamy się z tym samym kłopotem, a mianowicie w razie niedyspozycji Roberta Lewandowskiego nie mamy dla niego dobrej alternatywy. Ostatnio w jego buty próbował wejść Mateusz Żukowski i okazały się dla niego za duże. Nie oznacza to, że już należy z niego zrezygnować, ale gdyby jednak tym razem zdrowie dopisało Adrianowi Benedyczakowi, to chętnie właśnie jego zobaczylibyśmy w akcji.

Trzeba też przyznać, iż obecnie po prostu nie mamy żadnego innego napastnika grającego na akceptowalnie wysokim poziomie, który jednocześnie byłby zbliżony charakterystyką do Lewandowskiego. Tymczasem Benedyczak ma wiele cech, dzięki którym nasz kapitan przez lata strzelał jak najęty. Oczywiście piszemy to zachowując wszelakie proporcje.

Niemniej, oglądając wychowanka Pogoni Szczecin w akcji widzimy, że ma świetny timing w wychodzeniu na pozycję, umie ustawić się w polu karnym tak, aby zmylić obrońcę, a do tego wszystko robi na dużej dynamice. Jeśli taki zestaw przymiotów połączysz z lodowatym spokojem i sprytem w wykończeniu, nagle zrozumiesz, dlaczego w Turcji pieją z zachwytów nad Polakiem. I to od wielu miesięcy. Jakkolwiek spojrzeć, liczby mówią jasno – chłop od dawna jest w gazie. Runda wiosenna ligowego sezonu 2025/26 w wykonaniu Benedyczaka w Kasimpasie to 10 goli i 1 asysta w 14 spotkaniach, a trwająca właśnie jesień to 6 bramek i 2 asysty w 10 spotkaniach. Kiedy ostatnio mieliśmy napastnika w lidze zagranicznej strzelającego przez wiele miesięcy z taką regularnością, nie licząc Lewandowskiego? Oj, dawno…

Reklama

Bartosz Nowak i Piotr Samiec-Talar są w ciągłym gazie

Dobrze, napiszmy to wprost i miejmy to za sobą – trudno zrozumieć podwójne standardy, jakimi kieruje się Jan Urban, wybierając zawodników z Ekstraklasy. No bo jak to jest, że piłkarze z Widzewa bez formy są godni gry w kadrze, a ci, co błyszczą w naszej lidze od wielu tygodni czy nawet miesięcy nie prezentują odpowiedniego poziomu? Zagadka trudna do rozwikłania, zwłaszcza jeśli na sprawę spojrzymy racjonalnie. A wtedy nie ma innej opcji niż stwierdzić, iż mamy w naszej rodzimej lidze dwóch kozaków, którzy przynajmniej w teorii mogliby stanowić ciekawą alternatywę na pozycję ofensywnego pomocnika.

Żebyśmy się jednak jasno zrozumieli – nie, nie chodzi o to, by robić z Bartosza Nowaka albo Piotra Samca-Talara potencjalnych zbawców reprezentacji Polski. Nikt nie uważa, że wstawimy jednego lub drugiego do składu i nagle zaczniemy seryjnie oraz przekonująco wygrywać wszystkie mecze. No ale znowu – mamy dwóch gości w gazie, którzy nawet z ławki mogliby wnieść świeżość i dać impuls w trudniejszym momencie, więc fajnie byłoby chociaż posiadać ich w odwodzie w razie czego.

Reklama

Nowak po prostu masakruje ligę już drugi sezon z rzędu. Rozgrywki 2025/26 w jego wykonaniu to 14 goli i 16 asyst w 39 meczach, wliczając także Puchar Polski. Obecny sezon to z kolei 14 występów, 7 trafień i 8 ostatnich podań. To jest absolutny kosmos, który przebija dokonania wielu piłkarzy, jakich przed laty uznawaliśmy za gwiazdy Ekstraklasy. Samiec-Talar też nie pozostaje daleko w tyle, bo w 13 starciach zdobył 5 bramek i zaliczył 8 asyst.

Jeśli więc Jan Urban ze względu na wiek nie chce stawiać na Nowaka, to chociaż na zawodnika Śląska Wrocław powinien zwrócić uwagę. Da się zauważyć między nimi pewne podobieństwa jeśli chodzi o styl gry. Przede wszystkim obaj popisują się niebanalną kreatywnością. Czasem widzą linię podania tam, gdzie nikt inny ich nie dostrzega i właśnie w ten sposób robią różnicę. A że przy okazji są jeszcze dobrze wyszkoleni technicznie, to potrafią obsługiwać napastników lub skrzydłowych takimi niekonwencjonalnymi podaniami. Czego jak czego, ale akurat kreatywności to nam w reprezentacji Polski brakuje. Powołanie Nowaka lub Samca-Talara mogłoby choć trochę ją zwiększyć.

Łukasz Poręba jest dyskretny, ale to jego siła

Zgodzimy się chyba, że od lat nie mieliśmy w kadrze defensywnego pomocnika, na którego moglibyśmy w pełni liczyć. Po prime-timie Krychowiaka było sporo testów i przymiarek, lecz w sumie nikt się nie sprawdził. Ostatnio, jeśli już stawialiśmy w środku na kogoś o charakterystyce „szóstki”, był to Bartosz Slisz, ale ten rzadko kiedy stawał na wysokości zadania. W zasadzie ani razu nie dał nic ekstra, kiedy przychodziło nam rywalizować z jakimkolwiek poważnym rywalem, w związku z czym Jan Urban w ogóle odszedł od pomysłu wystawiania typowego defensywnego pomocnika.

Czasem jednak są sytuacje, kiedy taki piłkarz mógłby się przydać. Jeśli nie od pierwszej minuty, to na przykład na ostatni kwadrans, gdy trzeba uporządkować grę, uspokoić ją i wytrącić przeciwnika z rytmu. Wtedy gość o charakterystyce Poręby byłby jak znalazł. Zwłaszcza że znów mówimy o zawodniku będącym w gazie. Za każdym razem, kiedy zerkniemy np. w noty Kickera, zauważymy, że wychowanek Zagłębia Lubin prezentował się co najmniej przyzwoicie, sumiennie wywiązywał się ze swoich zadań i pomógł drużynie zdobyć punkty. W tym kontekście warto dodać, iż Elversberg Poręby to beniaminek i jednocześnie rewelacja obecnego sezonu. Po 8 kolejkach ekipa spod granicy z Luksemburgiem ma na koncie 13 punktów, zajmuje 7. miejsce i jest centymetry od strefy pucharowej.

Reklama

Po jednym z meczów grę Polaka ciekawie opisywał wspomniany Kicker. „Poręba nie rzuca się w oczy, jest dyskretny, aż momentami można zapomnieć, że występuje. Mimo tego był równie ważny, jak zwykle. Wspierał formację obronną, a rozegranie do przodu zostawił swojemu partnerowi ze środka pola” – czytamy w artykule.

Do tego sam Poręba w rozmowie z Weszło przyznawał, że znajduje się w kręgu zainteresowań Jana Urbana. – Jest kontakt z asystentami selekcjonera. Mam świadomość, że mnie obserwują i szanse na powołanie były większe niż w poprzednim sezonie. Tym razem jeszcze nic nie nadeszło, ale wierzę, że następnym razem się uda – mówił pomocnik w październiku. Cóż, mamy nadzieję, iż faktycznie zobaczymy Łukasza na listopadowej liście.

Reklama

Kacper Potulski powinien rozbić duopol

Wstawiamy go do tego zestawienia nieco na wyrost. Nie spodziewamy się, że Jan Urban pominie go przy listopadowych powołaniach, ale chcielibyśmy, aby na powołaniu się nie skończyło. Tyle się nasłuchaliśmy w ostatnich latach, iż nie ma kim zastąpić jednego czy drugiego teoretycznego lidera, więc skoro w końcu objawił się taki zawodnik, to chcielibyśmy sprawdzenia go w boju w dłuższej perspektywie niż jeden mecz. Mowa oczywiście o Kacprze Potulskim i nadziejach na rozbicie niedziałającego duetu Bednarek-Kiwior.

Wiecie, tu już nawet nie chodzi o jakieś czepianie się jednego czy drugiego. Fakty są jednak takie, że ani jeden stoper, ani drugi nie wyrobił sobie statusu gościa, o którym kibic mógłby sobie pomyśleć: „Ooo, Bednarek/Kiwior jest w wyjściowej jedenastce, więc będzie dobrze!” Wręcz przeciwnie, obrońcy FC Porto zawodzą w kadrze i osobno, i w duecie, a zatem chętnie sprawdzilibyśmy, jak jeden lub drugi poradziłby sobie w duecie właśnie z Potulskim.

Reklama

Ten jak dotąd rozegrał w reprezentacji Polski trzy mecze, z czego dwa w podstawowym składzie i w każdym z tych dwóch starć wychodził na boisko obok Kiwiora i Bednarka. Co ważne, w przypadku spotkania z Bośnią w Lidze Narodów to właśnie on spisał się najsolidniej z całego tercetu. Samo Mainz natomiast ostatnio gra w kratkę, ale Potulski nadal cieszy się tam zaufaniem trenera i niewiele wskazuje, by coś miało się zmienić w tej sferze. A skoro mamy stopera, który regularnie występuje w Bundeslidze, nie pęka w rywalizacji z gwiazdami i potrafi dać się im we znaki, a do tego piłka nie przeszkadza mu przy nodze… Cóż, ma on wszystko, by przez długie lata występować na wysokim poziomie. Jeśli my chcemy budować sobie defensora na lata dla reprezentacji Polski, to Liga Narodów jest dla niego idealnym środowiskiem do gry. Apelujemy więc do Jana Urbana – Potulski ma grać!

Na nich też warto zwrócić uwagę

Zastanawiając się na chłodno, można dojść do wniosku, że tak naprawdę są pozycje, na których nasz selekcjoner ma większe pole manewru, niż chyba sam dostrzega. A przecież na powyższych nazwiskach moglibyśmy nie poprzestawać. Weźmy ofensywnych pomocników. W gronie piłkarzy godnych uwagi spokojnie mógłby znaleźć się choćby Bartosz Mazurek, który świetnie radzi sobie w lidze austriackiej. Jasne, ktoś powie, że to TYLKO liga austriacka, ale skoro mówimy o ważnej postaci w ekipie Red Bulla Salzburg, to nie wypada go pomijać.

Ciekawie dzieje się też w Turcji, a konkretnie w Basaksehirze, gdzie coraz ważniejsze role odgrywa dwóch kolejnych Biało-Czerwonych. W ostatnim czasie nieco zapomnieliśmy zarówno o Michale Karbowniku, jak i Jakubie Kałuzińskim. Tymczasem w zespole Nuriego Sahina ich pozycja krok po kroku rośnie. Pierwszy niespodziewanie został podstawowym prawym obrońcą, który w fazie rozegrania staje się dodatkowym rozgrywającym. Drugi coraz lepiej radzi sobie jako łącznik między defensywą a drugą linią, do tego rozwija się pod kątem wykonywania stałych fragmentów. Na razie może jeszcze nie są takimi pewniakami, by upatrywać w nich ratunku dla reprezentacji Polski, lecz w kolejnych tygodniach i miesiącach warto ich obserwować.

Reklama

W Szwajcarii z kolei ciekawie odnalazł się Daniel Mikołajewski. 20-latek jeszcze nie dał rady przebić się w Parmie, więc poszedł na wypożyczenie do FC Luzern i radzi sobie przyzwoicie. W 10 meczach uzbierał 4 gole, z czego 3 to hat-trick z Grasshoppers, a do tego dołożył jeszcze 3 asysty, w tym dwie z BSC Young Boys. W szerszej perspektywie jeszcze brakuje mu większej regularności, lecz potencjał warto dostrzegać i go śledzić.

Szkoda natomiast, iż kontuzji doznał Jan Leszczyński z Borussii Moenchengladbach. Wejście do tej drużyny miał bardzo obiecujące, lecz później dopadł go uraz. Na szczęście nie tak groźny, jak się wydawało. Z dwojga złego lepiej uszkodzić łąkotkę niż więzadło. Na listopadowe zgrupowanie na pewno nie zdąży dojść do siebie, ale jest szansa, iż wróci do gry jeszcze w 2026 roku. Oby, bo środkowy obrońca Gladbach to jeden z tych piłkarzy, których warto obserwować.

Jan Urban (albo jego następca, bo niczego nie wykluczamy) ma na kim zawiesić oko – bez wymówek.

Reklama

Fot. FotoPyK

12 komentarzy
Mariusz Bielski

W dziennikarstwie sportowym od ponad dekady, choć z dwuletnią przerwą na copywriting. Zaczynał w czasach, gdy furorę robiły małe portale, takie jak Ole Magazyn, w którym rozpoczął swoją przygodę. To właśnie tam jeszcze bardziej rozwinął miłość do hiszpańskiej piłki. Miętę do polskiego futbolu poczuł już w Weszło i 2x45. Potem pisał też dla Wprost i Kanału Sportowego. Prywatnie kibic ŁKS-u i Barcelony. Jeśli akurat nie ogląda jakiegoś meczu piłkarskiego, tenisowego albo wyścigu Formuły 1, to najprawdopodobniej słucha muzyki lub coś o niej nagrywa. Zapalony fan rapu, soulu, funku i jazzu. W kolekcji ma zdecydowanie więcej płyt winylowych niż miejsca w domu na nie. Do tego koci tata na pełen etat.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama