Hubert Hurkacz przeżywa ostatnio naprawdę dobry okres w karierze, czego efektem jest już 28. miejsce w rankingu ATP. Dawno Polak nie był tak wysoko, od dawna też nie grał tak solidnie. W Bazylei dostaliśmy tego kolejne potwierdzenie – Hubert zaczął tamtejszy turniej od świetnego meczu z Zizou Bergsem. Co najważniejsze: meczu wygranego.
Hubert Hurkacz w drugiej rundzie w Bazylei
Finał w Chengdu, w turnieju ATP 250. Półfinał w Pekinie, w imprezie rangi 500. 1/8 finału i porażka po niezwykle wyrównanym meczu z późniejszym triumfatorem – Alejandro Davidovichem Fokiną – w Szanghaju, w turnieju ATP 1000. Azjatycka część sezonu sprzyjała Hubertowi Hurkaczowi, który w jej trakcie awansował w rankingu ATP z 46. na 30. miejsce. O dwie kolejne pozycje podskoczył wczoraj, w najnowszym notowaniu tego zestawienia.
Wszystko wskazuje na to, że w Australian Open Hubert będzie rozstawiony. A mecze takie jak dzisiejszy, pokazują, że na to po prostu zasłużył.
Po drugiej stronie siatki stanął bowiem Zizou Bergs, solidny tenisista, potrafiący zagrozić nawet najlepszym zawodnikom w tourze. W Szanghaju ograł przecież Carlosa Alcaraza! I jasne, to Alcaraz po kontuzji, jeszcze nie w optymalnej dyspozycji, choć wcale nie tak daleki tego poziomu. Natomiast wygrana jest wygrana, poszła do statystyk, do tego – to była wygrana po solidnym spotkaniu w wykonaniu Belga. W starciu z Hurkaczem w Bazylei Zizou też zresztą solidny był naprawdę długo.
Pierwszego seta zgarnął on. Wygrał 6:3, a wszystko rozbiło się o jednego gorszego gema serwisowego w wykonaniu Hurkacza. Bergs wykorzystał wtedy drugiego break pointa i wyszedł na prowadzenie 3:1, po chwili poparte własnym podaniem. Hubi miał szanse – dwie – na odrobienie tej straty kilka gemów później, ale rywal się wybronił i ostatecznie domknął seta – choć potrzebował do tego czterech piłek. Bergs wyszedł więc na prowadzenie, czyli po części powtórzyła się historia – w ich jedynym wcześniejszym starciu, w tegorocznym Australian Open, to też on triumfował w pierwszej partii.
A potem Hubert zaczął grać lepiej. Dokładnie tak jak w Bazylei.
Znakomity Hubert Hurkacz. Dwa wielkie sety
Im dalej w mecz, tym bardziej Polak odnajdywał swoją grę, jakby potrzebował po prostu chwili na rozgrzewkę.
Wiadomo, lepsze były procenty jego podania – od tego w grze Hurkacza zależy przecież bardzo dużo – ale też w wymianach nasz reprezentant przestał odstawać. Był pewniejszy, agresywniejszy, zaczął częściej chodzić do siatki i poprawił się tam jego feeling tych zagrań, ta czutka, którą Hubi przecież ma. Zizou nie raz i nie dwa irytował się, gdy jego dobre, naprawdę dobre odegranie, nie tylko wracało na drugą stronę, ale wracało w dodatku tak, że on sam już odbić piłki nie był w stanie.
Działo się to zwłaszcza w kluczowych momentach.
Bo długo obaj szli równo, wygrywając spokojnie swoje gemy. Dopiero przy stanie 4:3 dla Polaka zaczęło się dziać. Hubert zaatakował na returnie, przyparł rywala do muru, wybronił dwie piłki na wygranie gema przez Zizou, po czym sam wywalczył break pointa i w znakomitym stylu go wykorzystał. Sytuacja mogła się jednak szybko odwrócić, bo gema później to Bergs postanowił zaryzykować. Opłaciło się, dostał dwie okazje na przełamanie. Obie jednak w świetnym stylu oddalił Hurkacz, a potem zamknął gema oraz seta.
Trzecia partia, decydująca, mogła zacząć się od trzęsienia ziemi z perspektywy Polaka. W drugim gemie serwował, ale początkowo mu to najzwyczajniej w świecie nie wychodziło. Bergs wyszedł na 40:0 i… nie zdołał zamknąć gema. Hubert bowiem odnalazł rytm, zaczął i lepiej serwować, i grać z głębi kortu tak, jak to potrafi w najlepszych momentach. Efekt był taki, że obronił podanie, a w kolejnym gemie poszedł za ciosem i sam Belga przełamał! Bergs w tamtym momencie zaczął solidnie pękać, coraz więcej było w jego zachowaniu zdenerwowania, irytacji, nie utrzymywał nerwów na wodzy.
A Hubert? On był oazą spokoju, kwiatem lotosu na tafli jeziora, co jej żaden wietrzyk nie porusza.
Na 3:1 wygrał serwis do zera. Na 4:2 wygrał serwis do zera. Na 5:3 była chwilka zagrożenia, ale od 30:30 pewnie zgarnął dwa kolejne punkty. A na 6:4, czyli gema, seta i mecz – znów triumfował do zera. Innymi słowy od gema, w którym musiał wybronić trzy break pointy, w kolejnych czterech przy własnym podaniu, oddał rywalowi tylko dwa punkty. Tak się odpowiada na problemy.
Battling his way through 💯
@HubertHurkacz comes from a set down to overcome Bergs 3-6 6-3 6-4
#SwissIndoorsBasel https://t.co/sTOz0FWqgL
— Tennis TV (@TennisTV) October 27, 2026
Polak awansował do drugiej rundy, a tam zagra z Holgerem Rune, który wraca po długiej rehabilitacji i w Bazylei wygrał pierwszy mecz w tourze (nie pierwszy w ogóle, bo we wrześniu zanotował triumfy w Pucharze Davisa) od ponad roku!
Przekonamy się, czy z Hubertem też zdoła zagrać podobnie dobry mecz, co w pierwszej rundzie, przeciwko Quentinowi Halysowi.
Hubert Hurkacz – Zizou Bergs 3:6, 6:3, 6:4
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix