Gwiazda z klubu Serie A wymusza odejście. Petrodolary zaszumiały w głowie

Marcin Ziółkowski

29 lipca 2026, 12:23 • 4 min czytania 1

Reklama
Gwiazda z klubu Serie A wymusza odejście. Petrodolary zaszumiały w głowie

Popularną metodą wymuszenia zmiany klubu jest zaprzestanie treningów. Wielu z takich zawodników decyduje się też na urwanie kontaktu z dotychczasowym pracodawcą jako element tego typu strajku. Jeden z najciekawszych zawodników Serie A spośród klubów z dołu tabeli zdecydował się połączyć te dwie rzeczy. Nie tylko nie trenuje, ale też… nie daje znaków życia. 

Reklama

Klub planuje wyciągnąć wobec niego konsekwencje, taką intencję wyjawiono już publicznie, aczkolwiek najpierw musi dojść do spotkania pomiędzy stronami, co łatwe nie będzie.

Lameck Banda nie pomaga. Chce zmiany klubu, ale milczy

Wydawałoby się, że to względnie normalne postępowanie, jak to już bywa w piłce. Piłkarz chce odejść za wszelką cenę, bo dostał dobrą ofertę, więc próbuje różnych sposobów, aby dotychczasowy pracodawca umożliwił mu zmianę barw. Lameck Banda z Lecce nieco się jednak pogubił. Zacznijmy od początku.

Zambijczyk miał umowę z klubem do końca sezonu 2025/26. Lecce wykorzystało zapis w kontrakcie i przedłużyło ze swojej strony kontrakt z piłkarzem o rok, do czerwca 2027 roku. Wcześniej nie znaleziono porozumienia na warunki nowej umowy. To bardzo ważny zawodnik dla drużyny z Apulii, w minionych rozgrywkach strzelił pięć goli i miał cztery asysty. Jego postawa była kluczem do utrzymania Lecce na piąty sezon z rzędu (pierwszy raz taka passa w historii klubu).

Wtem stało się coś dziwnego.

Reklama

– US Lecce komunikuje, że zawodnik Lameck Banda, który został wezwany do wznowienia działalności sportowej, miał ponownie problemy logistyczno-biurokratyczne, które zapobiegły w jego przypadku, aż do teraz, powrotowi do Włoch.

– Klub przeprowadzi stosowne wewnętrzne postępowanie celem zbadania okoliczności przywołanych przez piłkarza, zastrzegając pewne inicjatywy dyscyplinarne, mające na celu prawidłowe wypełnienie zobowiązań kontraktowych powiązanych z umową do 30 czerwca 2027 roku.

Reklama

Jak sugeruje komunikat z 21 lipca, klub aktywował w odpowiednim czasie opcję przedłużenia umowy z piłkarzem. Lameck Banda był więc uwzględniony w kadrze na zgrupowanie w Bad Loipersdorf rozpoczynające się 15 lipca. Nazwiska opublikowano równo tydzień wcześniej.

Lameck Banda nigdy się jednak nie zjawił i choć od oświadczenia w sprawie piłkarza minęło już osiem dni – nadal nie wiadomo, co dalej z jego grą dla Lecce. Dużo wskazuje na to, że Zambijczyk sam sobie wkłada kij w szprychy. Zaszumiało mu w głowie po tym, gdy otrzymał lukratywną propozycję z saudyjskiego Al-Fateh. To ten sam klub, który w ostatnim czasie próbował pozyskać Afimico Pululu.

Zastanawia jednak jego podejście.

Reklama

La Gazzetta dello Sport przypomniała, że w ostatnim czasie Banda na kilka minut wrzucił do sieci jak gra w piłkę ze znajomymi. Usunął bowiem wpis z sieci. Jak informuje Cronache di Spogliatoio, 23 lipca piłkarz widziany był na lotnisku w Lusace, stolicy Zambii, wraz ze swoją żoną. Spekulowano, że zmierzał do Włoch, ponieważ tego samego dnia miał się pojawić w klubie na badaniach lekarskich. Jednak nie pojawił się również na tym spotkaniu i… słuch o nim zaginął.

26 lipca, głos zabrał Stefano Trinchera, dyrektor techniczny klubu. W rozmowie z Nuovo Quotidiano di Puglia, powiedział

– Niestety, od wielu dni nie mieliśmy z nim kontaktu. Wciąż wzywamy go na badania lekarskie, ale nie otrzymujemy odpowiedzi. Zobaczymy jak długo to potrwa. Jedno jest jednak pewne – zawodnik poniesie konsekwencje swojego zachowania.

Reklama

Według „różowego” dziennika, żona zawodnika w ostatnim czasie wrzuca do sieci wyłącznie zdjęcia walizek i hotelowych lobby. Nie brakuje pod jej ostatnim wpisem na Instagramie pytań od kibiców Lecce o jej męża.

Jak informują włoskie media, oferta około 3 miliony euro z Arabii Saudyjskiej nie przekonała Lecce do sprzedaży piłkarza. Klub chce ok. 5-6 milionów za Bandę. Piłkarz bardzo nalega na odejście, zaproponowano mu mniej więcej dwukrotność zarobków, jakie otrzymuje we Włoszech.

Sytuacja ta dobitnie przypomina o jednym. Przyzwoitość w świecie piłki nożnej nie jest rzeczą stałą. Warto tu jeszcze wrócić na chwilę do przypadków Adriano Amorima, Steve’a Kingue czy AZ Jacksona z ostatnich dni w Ekstraklasie. Amerykanin nie stawił się na obóz przygotowawczy Jagiellonii, zawodnik Radomiaka jak gdyby nigdy nic przedłużył sobie urlop. Nie wiadomo też kiedy do Częstochowy wróci wahadłowy Medalików.

Reklama

 

 

 

 

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama