Mason Greenwood zmieni wkrótce klub. Polacy mogą się bać

Marcin Ziółkowski

09 lipca 2026, 08:21 • 3 min czytania 1

Reklama
Mason Greenwood zmieni wkrótce klub. Polacy mogą się bać

Mason Greenwood zapowiadał się na wielką gwiazdę angielskiej piłki. Kariera skrzydłowego została przyhamowana przez sprawę z przemocą domową. Wielkie kluby (szczególnie te angielskie), mimo świetnej dyspozycji zawodnika, nie chciały go u siebie widzieć. Musiał odbudować karierę w Getafe, a potem trafił do OM. 24-latek wkrótce zmieni pracodawcę i wygląda na to, że będzie to znakomita informacja dla jego portfela. Gorsza dla jednej z polskich ekip. 

Reklama

Greenwood coraz bliżej transferu. Postraszy Polaków?

W grudniu 2025 roku, przed meczem z AS Monaco, Roberto De Zerbi zaskoczył stwierdzeniem, że Greenwood jest piłkarzem, który może wygrać Złotą Piłkę. Nie widział zawodnika z takim potencjałem w Europie. Uznał też, że Marsylia była dla niego właściwym środowiskiem. Miał prawo tak uważać, bo Anglik był w świetnej formie i skończył, mając 21 ligowych trafień.

Kolejny sezon był już gorszy w wykonaniu całej Marsylii, jak i Greenwooda, ale 16 goli i siedem asyst w Ligue 1, a do tego trzy gole i asysta w Lidze Mistrzów wstydu mu nie przynoszą. OM jednak nie dostało się do Ligi Mistrzów. Ale jest taki klub, który o nią powalczy i to on bardzo chce mieć u siebie Anglika.

Greenwood przejdzie do ligi tureckiej. Duże pieniądze wykłada za niego Fenerbahce. Piłkarz – według informacji Fabrice’a Hawkinsa z RMC Sport – stawiał za priorytet dobrą ofertę finansową.

Reklama

W Turcji otrzyma on czteroletnią umowę, w ramach której zarobi rocznie 10 milionów euro. Postawił na to kosztem choćby projektu sportowego Atletico.

Według RMC Sport w ostatnim sezonie sporo pozostawiało do życzenia jego podejście do pracy. Miało to być jednym z czynników nieudanego sezonu OM, która znów obeszła się „ligomistrzowym” smakiem. Greenwood we Francji spędził dwa sezony – w pierwszym z nich został królem strzelcem Ligue 1. Podczas pobytu w Marsylii trafił aż 37 razy do siatki w rozgrywkach ligowych.

Francuski klub będzie musiał co nieco podzielić się znacznym zyskiem do budżetu. Spory procent z kwoty odstępnego otrzyma Manchester United. Z bonusami Fenerbahce zapłaci aż 42 miliony euro. Marsylczycy powinni otrzymać około 30 milionów.

Reklama

Fenerbahce postraszy Górnika?

A skoro ma on trafić do klubu ze stolicy Turcji – warto przypomnieć o nadchodzącej rywalizacji w eliminacjach Ligi Mistrzów. Z Fenerbahce zagra Górnik Zabrze, a mecze te odbędą się 21 i 29 lipca. Pierwsze z nich na Sukru Saracoglu.

Fenerbahce przed rozpoczęciem sezonu idzie zdecydowanie na grubo. Byłby to drugi transfer w ostatnim czasie, którego bohaterem jest człowiek z przeszłością w Premier League. Niedawno wicemistrz Turcji ogłosił porozumienie z Nathanem Ake, za którego według medialnych doniesień zapłaci pakiet 8 milionów euro (plus ew. bonusy). Fenerbahce nie wygrało mistrzostwa kraju od 2014 roku, a na jakiekolwiek istotne trofeum czeka już trzy lata. Wtedy to Jorge Jesus wygrał z klubem Puchar Turcji.

Reklama

Na starcie mercato Fenerbahce sprowadziło też za ponad 15 milionów euro swojego byłego napastnika, Vedata Muriqiego. Kosowianin spadł z RCD Mallorcą do Segunda Division, gdzie stał się legendą klubu. Strzelił tam 57 ligowych goli. Turcy nie chcieli przegapić takiej okazji. Piłkarza z Bałkanów jednak na Roosevelta nie zobaczymy, bo jest kontuzjowany.

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama