Jeśli ktoś po 90 minutach na Sukru Saracoglu przybliżył się do bram Ligi Mistrzów, to jest to Olympique Lyon. Francuzi, którzy mają trzykrotnie mniejszy budżet na pensję zawodników, nie przestraszyli się tureckiego gwiazdozbioru i skutecznie postawili się Fenerbahce na jego własnym terenie. I choć remis jeszcze niczego nie przesądza, to większymi optymistami przed rewanżem mogą być Paulo Fonseca i spółka.
– Pierwszy mecz jest bardzo ważny. Nie przyjechaliśmy tu, by tylko się bronić. Chcemy narzucić swój styl gry. Będzie trudno, ale musimy być odważni – przekonywał przed spotkaniem Fonseca. Cóż, początek zupełnie tego nie odzwierciedlał. Fenerhabce, podobnie jak wcześniej z Górnikiem i Sturmem, w swoim stylu ruszyło do dynamicznych ataków. Turcy szybko mogli napocząć rywali, ale Vedat Muriqi, jakby nie on, w dogodnej sytuacji spudłował po uderzeniu głową.
O ile w czterech z pięciu meczów tego sezonu, to piłkarze ze Stambułu jako pierwsi obejmowali prowadzenie, to tym razem stało się inaczej. Lyon przetrwał wściekły napór gospodarzy w początkowym kwadransie, dał się wyszumieć, a następnie zaczął realizować swój plan. Wraz z upływem czasu ciężar gry zaczął się przenosić coraz bardziej na korzyść Francuzów.
Zespołowość, zgranie, automatyzmy, schematy, zrozumienie. Tym wszystkim wyróżniali się podopieczni Fonseki na tle tureckiego gwiazdozbioru. Brakowało im tylko gola w celu udokumentowania przewagi. Wtem nadeszła 40. minuta, kiedy to Corentin Tolisso, niczym czołg, przedarł się w pole karne i dograł na głowę Louisa Opendy, a ten urwał się Skriniarowi i głową skierował piłkę do siatki.
Błysk Greenwooda to za mało. Lyon postawił się Fenerbahce
Radość OL nie trwała jednak długo. Po pierwsze dlatego, że niedługo potem przyszedł czas na przerwę. Po drugie dlatego, że tuż po niej Fener doprowadziło do wyrównania. Wszystko za sprawą aktywnego Masona Greenwooda. Anglik już w pierwszej połowie dwukrotnie próbował szczęścia lewą nogą, ale szwankowało wykończenie. Ten się nie zniechęcał i trzecie podejście wyszło wręcz idealnie.
Zwód, strzał pod ladę, gol. Nie dało się tego zrobić lepiej.
MASON GREENWOOD! Anglik poczarował! 🫠🔥
📺 Multiliga Mistrzów UEFA trwa w CANAL+: https://t.co/XS8msOYQlF pic.twitter.com/AZiMQAgJub
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 18, 2026
To trochę rozkręciło nam senne jak dotąd spotkanie. Jedni i drudzy bardziej się otworzyli. Lyon mógł błyskawicznie odpowiedzieć, ale Openda z dystansu trafił tylko w słupek. Pod koniec z kolei szalę zwycięstwa w drugą stronę mógł przechylić Nene, lecz również i on ostemplował boczne obramowanie bramki. W efekcie więcej goli już nie zobaczyliśmy.
Czy jest to sprawiedliwy remis? Z punktu widzenia statystyk – niewątpliwie tak. Posiadanie piłki? 51 do 49 dla Fenerbahce. Strzały? 12 do 12. Strzały celne? 5 do 5. Wielkie szanse? 1:1. Podania? 453 do 433. Teoretycznie więc, wynik wydaje się nie podlegać dyskusji, jednak jeśli mielibyśmy wskazać drużynę, która przybliżyła się do bram Ligi Mistrzów, to jest to Olympique Lyon.
Pomimo trzykrotnie mniejszego budżetu na pensję zawodników, Fonseca i spółka skutecznie przeciwstawili się snującym mocartwowe plany Turkom na ich terenie. Co więcej, to właśnie OL wykazywał się większą kulturą gry na tle Fenerbahce, które może i straszy nazwiskami, lecz na boisku wciąż jeszcze bardziej przypominają zlepek indywidualności, niż spójny kolektyw.
Fenerbahce SK – Olympique Lyon 1:1 (0:1)
- 40′ Openda – 0:1
- 47′ Greenwood – 1:1
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix