Wiele już w polskiej piłce widzieliśmy, ale czegoś takiego chyba jeszcze nie było. Czy kiedykolwiek ktoś został poinformowany o odsunięciu od składu tuż po tym jak jeździł na rowerze w stroju superbohatera? Prawdopobnie nie. Aż do teraz. Swoją nietypową historią z czasów gry w Widzewie podzielił się Rafał Gikiewicz.
Już były bramkarz Widzewa był gościem podcastu Łukasza Kadziewicza dla Przeglądu Sportowego. 39-latek opowiedział o tym w jak niezwykłych okolicznościach Żeljko Sopić poinformował go, że nie będzie dłużej pierwszym wyborem przy obsadzie bramki. Gikiewiczowi najwyraźniej przeszkodzono w jeździe na rowerze.
– W stroju Batmana pedałuję na rowerze i nagle przychodzi trener, że zaprasza mnie do biura. Ja normalnie poszedłem w masce, nie spodziewałem się niczego. Naprawdę, mam nawet zdjęcia na telefonie. I siadam w tej masce taki zapocony, bo taką karę miałem, że było koło fortuny i dostałem, że muszę ubrać wdzianko superbohatera. No i mówię: wezmę Batmana – opowiada były bramkarz Augsburga.
Gikiewicz skarży się na byłego trenera Widzewa. „Zabrał mi rok albo dwa”
Na początku swojej kadencji Żeljko Sopić stawiał na Rafała Gikiewicza. Nawet po rozpoczęciu nowego sezonu, to doświadczony golkiper był pierwszym wyborem, mimo że sprowadzono do Łodzi Macieja Kikolskiego. Zmieniło się to po drugiej kolejce. Właśnie wtedy między słupki wskoczył bramkarz wykupiony z Legii, a Gikiewicz już więcej nie zagrał.
Pod koniec letniego okienka transferowego do Widzewa trafił jeszcze Veljko Ilić, a 39-latek niedługo później odszedł na zasadzie transferu medycznego do Zagłębia Lubin. Teraz opowiedział o kulisach nietypowej rozmowy z chorwackim trenerem oraz zdradził, że przed sezonem mógł trafić do Arki Gdynia.
– No i on mówi: I change goalkeeper, because I can. A ja do niego: Ok, give me reason, because I can. To jest cała historia odsunięcia mnie w Widzewie z jedynki na czwórkę. Wiesz, o co mam pretensje? Przed sezonem trener Szwarga o mnie zabiegał. Mogłem pójść do Arki Gdynia.
– Spadłbyś z ligi – wtrącił Kadziewicz.
– Tego nie wiemy. Ale po prostu bym grał, a teraz moim problemem jest to, że do października byłem w Widzewie, poszedłem do Zagłębia zrobiłem babola z Widzewem i od tego czasu nie zagrałem. Może jakbym spadł z ligi, a zagrał te trzydzieści parę spotkań w Arce, to teraz miałbym pięć ofert na stole. A tych ofert nie mam. Gość, którego nie ma już w Polsce i nie ma nic wspólnego z Widzewem i ze mną zabrał mi rok albo dwa grania. Może będę musiał przedwcześnie skończyć karierę. Mam 39 lat i na ten moment tych ofert nie ma – stwierdził Gikiewicz.
39-latek opowiedział też o przyczynach tego, dlaczego odrzuca możliwość gry na trzecim szczeblu rozgrywkowym.
– Tam pierwsza liga do mnie dzwoni i ja nie mam problemu iść do pierwszej ligi, ale przed drugą się bronię, bo już mówię, że pójdę tam i ludzie będą myśleć, że zarabiam tam kupę pieniędzy. A tam stawki są naprawdę słabe. Mimo tego, że będę super grał, a zespół będzie przegrywał, to w kogo będą strzelać? No we mnie.
Gikiewicz odszedł z Zagłębia po zaledwie jednym meczu. Było to dla niego kompletnie nieudane starcie Pucharu Polski z Widzewem. Jakiś czas temu w mediach pojawiła się informacja, że zainteresowana jest nim Unia Skierniewice, czyli beniaminek Betclic 1. Ligi, ale póki co nie wiadomo nic o konkretach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix