Iga Świątek w trybie demolki. Jessica Pegula nie miała szans!

Sebastian Warzecha

13 maja 2026, 14:22 • 5 min czytania 15

Reklama
Iga Świątek w trybie demolki. Jessica Pegula nie miała szans!

Czy można już napisać, że Iga Świątek wróciła? Możliwe, że jeszcze na to odrobinkę za wcześnie. Ale na pewno ciśnie się to na klawiaturę. Polka dwa dni po tym, jak rozbiła Naomi Osakę, dokładnie to samo zrobiła z Jessicą Pegulą. Iga nie dała Amerykance szans i awansowała do półfinału turnieju w Rzymie. Na tym etapie jakiejkolwiek imprezy WTA… jeszcze w tym sezonie nie była!

Reklama

Iga Świątek po staremu. Zdemolowała Pegulę

Kiedy w 2022 roku Iga Świątek wchodziła na korty ziemne po fenomenalnym okresie gry na nawierzchni twardej w USA, Jessica Pegula zatweetowała po prostu „Help us all”. I miała rację, bo Iga wygrywała wtedy dalej, jak w transie – zresztą samej Jessie też się wówczas oberwało – w tamtym sezonie aż czterokrotnie. Od tego czasu ich rywalizacja jednak znacznie się wyrównała, a przed dzisiejszym meczem było w niej 6:5 dla Polki, choć w ostatnich czterech meczach 3:1 dla jej rywalki.

Pegula jednak chyba czuła, że ten mecz może być trudniejszy. Już w kwietniu, gdy ogłaszano, że Polka rozpoczyna współpracę z Francisco Roigem, a w przygotowaniach pomaga jej nawet Rafa Nadal, Pegula wyrażała swoje obawy. – Myślę, że to perfekcyjny [wybór] Igi. Widziałam filmik z tego, jak trenują na mączce i pomyślałam: „Ech, to zła wiadomość dla wszystkich”. 

Świątek początkowo jednak tych obaw Peguli nie potwierdziła.

Reklama

W Stuttgarcie, na hali, pokonała Polkę Mirra Andriejewa. W Madrycie Iga – jak i duża część stawki – była chora, skreczowała w meczu z Ann Li. Stąd było trochę obaw wobec jej występu w Rzymie. Ale na kortach, które lubi (jest tam trzykrotną mistrzynią) pokazuje się jak na razie naprawdę świetnie. Owszem, miała problemy w pierwszym spotkaniu z Caty McNally (ale to rywalka, której styl jakoś Idze nie leży), natomiast w dwóch kolejnych spotkaniach – z Elisabettą Cocciaretto i Naomi Osaką – Polka straciła łącznie cztery gemy.

Średnio jednego na seta.

Nie chodziło jednak tylko o wyniki – bo i w swoich słabych momentach Iga potrafiła wygrać tak mecz czy dwa. Widać było na korcie, że to inna Iga, że z Roigem odzyskała pewność siebie. Wróciła do podstaw – wybiegania, spokojnego budowania akcji, konstrukcji, które odbierają chęć do gry przeciwniczkom. I to ewidentnie działa.

Dziś zadziałało też na Pegulę. Nawet jeśli ta nie była (a nie była, ewidentnie) w najlepszej formie, to Iga i tak dołożyła niesamowicie wiele od siebie. I rywalkę rozbiła.

Reklama

Genialna. To słowo opisuje mecz Igi

Trzy gemy. Tyle ugrała Jessica Pegula w tym meczu. Piekarnia Igi Świątek najwidoczniej otworzyła się ponownie na dobre i dziś zaserwowała swoje specjalności Amerykance. Trudno zresztą nawet taki mecz opisać dokładniej, bo Iga po prostu miała tu inicjatywę od samego początku do samego końca. Można by zrobić zresztą taką listę tego, co działało u Igi. A więc: serwis? Jak najbardziej. Return? Tak. Defensywa? Również. Forehand? Tak, wspaniale. Backhand? Solidny i to bardzo.

I tak dalej, i tak dalej. To naprawdę jest stara Iga, ta sprzed dwóch-trzech lat. Oczywiście, możliwe, że w następnym meczu będzie gorzej, to wciąż mała próbka. Ale…

Ale to po prostu Świątek, która zdaje się pewna swego. Nie przejmuje się złymi zagraniami. Idzie po wygraną. Doskonale wygląda jej forehand – Roig miał ogarnąć grę Polki od strony techniki i ewidentnie to robi (a może pomogły też wskazówki od Nadala). Iga jednak zawija tymi uderzeniami z tej strony tak, jak w przeszłości… a może nawet lepiej. W dodatku nie szarżuje. Wróciła do spokojnej, konsekwentnej gry. Jej siłą zawsze było to, że potrafiła akcje przeciągać, czekać na okazję do przyspieszenia i wykorzystując geometrię kortu. Gdy zaczęła starać się przejmować inicjatywę, wiele się w jej grze popsuło.

Reklama

Dziś tego nie robiła – dziś wyczekiwała. I zwykle znajdowała tę okazję – czasem po trzech, czasem po dziesięciu uderzeniach. Zresztą wygląda, że Roig udzielił jej kilku wskazówek, jak to robić. Regularnie Iga stosowała choćby środek prosty, a skuteczny – długie zagranie, podniesione, zwalniające akcję, a utrudniające życie rywalce. Wymiana w rezultacie takiego wraca wtedy na ogół do statusu quo i Polka może znów walczyć (często skutecznie) o przejęcie inicjatywy i wygraną.

Jessica Pegula z tym wszystkim sobie po prostu nie radziła. Wyglądało to trochę tak, jakby Amerykanka grała z Igą po raz pierwszy – wiele zawodniczek przyznawało, że wtedy tenis Świątek jest najtrudniejszy, bo nikt nie gra do Igi podobnie – a nie dwunasty. A do tego sama pomagała, popełniając momentami sporo błędów (choć część wynikała z ewidentnej w pewnym momencie rezygnacji).

No i skończyło się demolką.

Reklama

Koniec złych serii, początek dobrych?

Iga Świątek przegrała cztery ostatnie ćwierćfinały turniejów WTA. Iga Świątek nie była w półfinale imprezy w tourze od października ubiegłego roku (nie licząc United Cup). Iga Świątek przegrała sześć z rzędu meczów z zawodniczkami z TOP 10 światowego rankingu.

To wszystko stwierdzenia nieaktualne. Wystarczył ten jeden mecz z Jessicą Pegulą.

Pytanie brzmi: co dalej? Czy Iga będzie w stanie utrzymać ten poziom jeszcze przez dwa mecze, by wygrać turniej w Rzymie i napędzić się w najlepszy możliwy sposób na Roland Garros? Trudno powiedzieć. Zresztą nie wiemy jeszcze, z kim zagra w półfinale, ale kto by to nie był – będzie stanowić wyzwanie. Polka trafić może bowiem albo na Jelenę Rybakinę, albo na Elinę Switolinę. Ukrainka pokonała ją całkiem niedawno w Indian Wells – po dobrym meczu z obu stron, ale takim, w którym Switolina była lepsza w kluczowych momentach. Rybakina zrobiła to w ich dwóch ostatnich starciach, w tym na tegorocznym Australian Open.

W dodatku pięć ostatnich rozegranych przez Polkę i Kazaszkę setów wyglądało (z perspektywy Igi) tak: 6:3, 1:6, 0:6, 5:7, 1:6. W trzech z nich Polka dała się więc całkowicie stłamsić. W Rzymie jednak gra dużo, ale to dużo lepiej niż czy to w Australii, czy – pod koniec poprzedniego sezonu – w Rijadzie. Można więc wierzyć, że będzie w stanie czy to z Jeleną, czy z Eliną wygrać.

Reklama

A tym samym potwierdzić, że jest już w naprawdę dobrej formie.

Iga Świątek – Jessica Pegula 6:1, 6:2

Fot. Newspix

*Dla kibiców to także dobra okazja, by spróbować przewidzieć kolejne rozstrzygnięcia. Warto wtedy sprawdzić Superbet kod promocyjny.

Czytaj więcej o tenisie:

15 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama