Frederiksen podekscytowany pracą. „Trzecie mistrzostwo jako wyzwanie”

Marcin Ziółkowski

28 maja 2026, 15:55 • 4 min czytania 11

Reklama
Frederiksen podekscytowany pracą. „Trzecie mistrzostwo jako wyzwanie”

Niels Frederiksen w drugim roku pracy w Polsce wygrał drugi tytuł mistrza kraju z Lechem Poznań. Dla ekipy z Wielkopolski to dziesiąty taki skalp w historii klubu. Duńczyk miał różne opcje zagraniczne, pojawił się nawet w jego kontekście konkretny klub – Watford, ale postawił na sprawdzone. Frederiksen poopowiadał o nich co nieco w wywiadzie dla Sport Interii.

Reklama

Czyżby Frederiksen zakochał się w Poznaniu? „Lubię Polskę i Polaków”

Choć na decyzję w sprawie nowej umowy trzeba było chwilę poczekać, to Frederiksen wydaje się bardzo zmotywowany do dalszej pracy. A o to niełatwo, gdy jest się na szczycie. Lech w końcu wygrał pod jego wodzą dwa mistrzostwa z rzędu. Duńczyk jest przekonany do wysokiej jakości pracy wykonywanej w klubie.

Zdobycie trzeciego mistrzostwa traktuję jako wyzwanie. Znów będziemy grać w europejskich pucharach – całkiem realne, że na wyższym poziomie, niż niedawno. Lech rośnie – widzę dużo pozytywnych rzeczy w rozwoju tego klubu. Kontynuacja pracy tutaj jest ekscytująca. Nie mówiąc, że zwyczajnie chcę tu być, bo lubię Polskę i Polaków.

– Mogę powtórzyć to, co mówiłem wcześniej. Jeśli podpisałem umowę na dwa lata, moim oczekiwaniem jest spędzenie tu dwóch lat. A co będzie? Zobaczymy, w piłce nigdy nie wiemy. Tak samo jest z piłkarzami (…) Mam przekonanie, że mamy zbieżne intencje. Jak spoglądam na nasze dotychczasowe działania, to co okno stajemy się mocniejsi.

Reklama

Frederiksen wierzy, że Lecha stać na bycie polskim hegemonem. Poznański zespół wygrał od początku 2022 roku trzy tytuły mistrza kraju w ciągu pięciu lat, co sugeruje bardzo duży postęp, jaki wykonano po latach wielu gorzkich pigułek przyjętych przez kibiców.

– Lech musi iść w tym kierunku. Nie mówię o wygraniu 10 mistrzostw z rzędu, ale większej liczby tytułów niż w innych klubach. Kierunek jest dobry – zagramy w europejskich pucharach i znów zarobimy trochę pieniędzy. Tym podbijamy wartość zawodników. Ambicja jest taka, aby zdominować aktualną dekadę. Wierzę, że to zrobimy.

Duński szkoleniowiec poświęcił też chwilę na Bartosza Nowaka. Zwraca uwagę, że to pewien ewenement, że nagrodę dla piłkarza roku otrzymał piłkarz piątej drużyny w lidze.

Reklama

– W poniedziałek Bartosz Nowak wygrał nagrody w dwóch kategoriach. Jeśli ktoś spoza Polski zerknie na wyniki głosowania, to pomyśli, że to musi być piłkarz drużyny z absolutnego topu, a on gra w ekipie, która zajęła piąte miejsce. Nie sądzę, aby taka historia mogła wydarzyć się w Czechach czy Bułgarii.

Czy mógłby spodziewać się miejsca w podstawowej jedenastce Lecha? Frederiksen z uśmiechem przyznał, że w wielu klubach mógłby na pewno na to liczyć.

Reklama

W rozmowie Duńczyk przyznał też, co może niektórych zaskakiwać, że polska liga powoli… dościga Bundesligę.

– Z mojej perspektywy gra w Europie i możliwość wejścia do Ligi Mistrzów, jest bardzo atrakcyjna, ale na przykład pod kątem finansowym wciąż nie możemy równać się z Bundesligą. Jesteśmy coraz bliżej – powiedziałbym nawet, że całkiem blisko – ale wciąż za nimi. Ale na tyle blisko, by móc kusić innymi rzeczami – jak choćby pucharami. Mówię tutaj także o zawodnikach, a jest ich wielu, którzy uznają, że Europą zrekompensują sobie finanse.

Bliskość Ligi Mistrzów z perspektywy Lecha Poznań miała też pewien wpływ na losy Frederiksena. Dał też do świadomości, że celem nadrzędnym dla klubu z Wielkopolski jest faza ligowa któregokolwiek z europejskich pucharów.

– Gdybym podał procenty, miałby pan nagłówek, ale tego nie zrobię, choć przyznam, że faktycznie było to dla mnie ważne. Oczywiście jako jeden czynnik z wielu. Celem nadrzędnym jest rozwój klubu, a przecież taki awans do Ligi Mistrzów miałby potężny wpływ na nasze finanse (…)

Reklama

– Ambicją klubu jest granie w głównej fazie europejskich pucharów. To może być Liga Konferencji, może być Liga Europy, i może być Liga Mistrzów. Osobiście chcę, byśmy znaleźli się w którymś z tych wyższych pucharów. Awans do Ligi Europy nazwałbym sukcesem, ale szczerze mówiąc polskim drużynom poziomem bliżej do Ligi Konferencji…

 

Fot. Newspix

Reklama
11 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Braian Wilma
2
Klose pogratulował Messiemu. „Zawsze mówiłem, że nie jest zły”

Ekstraklasa

Reklama