Robert Lewandowski zostanie nowym piłkarzem Chicago Fire, drugim najlepiej opłacanym graczem MLS po Leo Messim. Warunki kontraktu i cała otoczka wokół tego ruchu będą iście gwiazdorskie. Tylko czy Lewandowski mimo wszystko nie może być tym transferem rozczarowany?
Wiadomo, jak to brzmi, gdy mówimy o transferze, który uczyni z Roberta Lewandowskiego jedną z największych gwiazd amerykańskiej sceny piłkarskiej. Sceny, która rośnie, rozwija się, gwarantuje ogromną rozpoznawalność i równie wielkie przelewy na konto. Polak miał otrzymać:
- 20 milionów dolarów rocznej pensji,
- procent od sprzedaży koszulek z jego nazwiskiem,
- benefity dla dzieci i rodziny (szkoła dla dzieci, rozwój biznesów żony).
Chicago Fire przygotowało mu specjalną, atrakcyjną ofertę. Zorganizowano mu wizytę w klubie i mieście. Będzie twarzą projektu, który wkrótce otworzy nowy stadion, ma ambitne plany. Królewskie przyjęcie musi robić na Lewandowskim wrażenie, ale… ciężko nie odnieść wrażenia, że po odejściu z Barcelony sprawy nie do końca potoczyły się tak, jakby życzył sobie tego sam zainteresowany.
Robert, grunt, że nie poszedłeś do Arabów!
Robert Lewandowski w Chicago Fire! Czy może być rozczarowany, że nie trafiło się nic lepszego?
Głównie z powodu całej saudyjskiej sagi, która w pewnym momencie zwaliła się na nas falą doniesień medialnych. Otoczenie Roberta Lewandowskiego było bardzo zdeterminowane, żeby zasiać ziarenko zainteresowania na Bliskim Wschodzie. Do mediów wypuszczono nie tylko przekaz o niebotycznie wysokich ofertach z tamtego kierunku – WP Sportowe Fakty pisały wtedy o pensji rzędu 90 mln euro za sezon od Al-Hilal.
Roman Kołtoń dodawał, że na grę w Arabii Saudyjskiej Lewandowski patrzy przez pryzmat reprezentacji Polski: bliższe podróże i łatwiejsza logistyka miały przedłużyć karierę w drużynie narodowej. Problem był tylko jeden – kluby z Saudi Pro League tak naprawdę Lewandowskiego nie chciały. Wybadałem wtedy temat z lokalnymi ekspertami i od razu usłyszałem, że polityka tamtejszych klubów się zmieniła, więc:
- nikt nie zaoferuje Lewandowskiemu nawet połowy pensji, którą rzekomo miał otrzymać w Al-Hilal,
- ciężko w ogóle o klub, który zmieściłby go w kadrze i byłby dla niego atrakcyjną opcją.
90 milionów na stole? Lewandowski i prawda o transferze do Arabii Saudyjskiej
Medialny szum wyglądał na próbę nakręcenia zainteresowania. Po czasie narracja zmieniła się i zaczęto mówić o tym, że to Lewandowski chce grać w Arabii Saudyjskiej, natomiast Saudyjczycy muszą jeszcze odwzajemnić uczucie, podjąć decyzję i złożyć jakąś ofertę. Nie złożyli i nie złożyliby przez następne tygodnie – nie było sensu dłużej czekać. Jeśli Lewandowski liczył na złoty pociąg, to przeliczył się bardzo mocno.

Chicago Fire, FC Porto i długo nic. Robert Lewandowski nie miał dobrych ofert, Arabia Saudyjska to bajka
I właśnie dlatego uważam, że Robert może być tym wszystkim rozczarowany. Przede wszystkim z perspektywy takiej, że jako światowa gwiazda, trzeci najlepszy piłkarz obecnego stulecia, człowiek obsypany wszelkimi nagrodami, tak naprawdę… nie miał żadnego wyboru. Lewandowski stał się wolnym agentem i przyciągnął realne zainteresowanie:
- FC Porto,
- Fenerbahce,
- włoskich klubów/klubu – AC Milan/Juventus,
- Chicago Fire.
Przy czym w przypadku Fenerbahce mówimy o dziwacznych obietnicach wyborczych, które niekoniecznie mogłyby okazać się realne do spełnienia i – przede wszystkim – wypłacenia. Po kilku tygodniach oczekiwania i wmawiania światu, że „rynek stoi przez mundial” (tak stoi, że kluby z czołowych lig w Europie wydały już ogromne kwoty na pojedyncze transakcje, zaraz dopięty zostanie pierwszy tego lata ruch za ponad 100 milionów euro), Robert Lewandowski trafia do klubu, który miał na stole od samego początku. Do miejsca, o którym Sebastian Staszewski, autor biografii Lewandowskiego, w rozmowie z Weszło, mówił:
– Po czterech latach spędzonych w pięknej Barcelonie wietrzne Chicago nie budzi jakiejś szczególnej ekscytacji Lewandowskich.
I chociaż mogę uwierzyć w to, że wizyta w USA, przedstawienie wszystkiego od kulis, sprawiły, że Robertowi ciut bardziej zaczęła się podobać wizja kontynuowania kariery w Chicago Fire, to nie dam wiary w żadne zachwyty i układane po fakcie narracje. Gdyby Lewandowski od początku nastawiał się na grę w Chicago Fire, gdyby to był jego pierwszy plan na życie po Barcelonie, przyklepałby ten temat dawno temu.
Agent zawiódł Lewandowskiego? Pini Zahavi nie przyniósł wielkiej oferty
Żeby była jasność: to nawet nie jest przytyk do samego Lewandowskiego. Bardziej do otoczenia, do agenta – Piniego Zahaviego – który nie wypadł w swojej roli najlepiej. Polak nawiązał współpracę z Gol International, bo chciał mieć superagenta, który ma wejście wszędzie tam, gdzie Cezary Kucharski był „za krótki”. I być może przez parę lat współpracy otworzyło to Robertowi wiele furtek, ale faktem jest, że w bardzo ważnym momencie, gdy Robert Lewandowski liczył na ostatni duży kontrakt w karierze i miał idealną pozycję na rynku: mógł prowadzić rozmowy jako wolny zawodnik, jego „superagent” kompletnie zawiódł.
Pini Zahavi nie potrafił „nagrać” Robertowi Lewandowskiemu konkretnej oferty z Arabii Saudyjskiej. Fakt, nie opinia, bo tej oferty po prostu nie było. Nie przekonał w zasadzie żadnego innego ciekawego, dużego, bogatego klubu do ściągnięcia jego klienta. W ogóle dziwacznie poruszał się po rynku transferowym – skoro nawet polscy dziennikarze byli w stanie dotrzeć do informacji, że Saudi Pro League się zmienia i może być wyjątkowo trudno umieścić tam Lewandowskiego na wysokim kontrakcie, to chyba niezbyt korzystne dla wizerunku Roberta było nakręcanie narracji o wyczekiwanych przenosinach na Bliski Wschód.

Pini Zahavi i działacze Barcelony.
Lewandowski w tym momencie wyszedł na gościa, który sam wpraszał się do klubów, ale nikt go nie chciał. Zresztą podobnie można odbierać sagę z FC Barceloną – na końcu też wyszło tak, że to klub zrezygnował z niego, bo gdyby istniała szansa na kontynuowanie współpracy, to Robert chętnie usiadłby do rozmów tej sprawie.
Ostatecznie więc Robert Lewandowski przenosi się do klubu, który chciał go tak bardzo, że Pini Zahavi mógłby na pół roku wylecieć na urlop na Księżyc, a i tak Chicago Fire złożyłoby Polakowi ofertę transferu. Nie lubię iść w populizm, ale nie będzie przesadą stwierdzenie, że propozycję z Chicago Fire przyniósłbym Lewandowskiemu nawet ja. Albo, to będzie lepsze porównanie, ofertę z Chicago Fire przyniósłby Lewandowskiemu nawet Cezary Kucharski.
Osobiście więc rozczarowuje mnie to, jaką pracę wykonał (albo jakiej pracy nie wykonał) tego lata Pini Zahavi. Jego agencja miała jeden cel na to lato: znaleźć najlepsze rozwiązanie dla swojego najważniejszego klienta. Rozwiązanie znalazło się samo. Myślę, że sam Lewandowski też czuje zawód tym, jak to się potoczyło. Może gdyby był w stajni faktycznego „superagenta” – Jorge’a Mendesa czy Jonathana Barnetta – jego sytuacja na rynku transferowym wyglądałaby nieco inaczej?
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix