Skacowana po mistrzowskiej fecie FC Barcelona nie zdążyła przestawić się z trybu imprezowego. Podopieczni Hansiego Flicka nie dobiją do granicy stu punktów na koniec sezonu La Liga. Plany pokrzyżowało Deportivo Alaves, które tym samym złapało oddech w kontekście walki o utrzymanie w hiszpańskiej ekstraklasie. Nie popisali się Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny.
Z jednej strony rozpędzony i dodatkowo świeżo upieczony mistrz, który celuje w 100 punktów na koniec sezonu. Z drugiej walczące o utrzymanie Alaves, które z Barceloną nie wygrało od dekady, a przed własną publicznością jeszcze dłużej, bo od ćwierćwiecza. Z pozoru wydawać by się więc mogło, że wynik spotkania na Mendizorrotza jest z góry przesądzony. Otóż nie tym razem.
Przewrotna logika Ekstraklasy zatacza coraz szersze koła i właśnie urzeczywistniła się w La Liga.
Hansi Flick po triumfie 2:0 w El Clasico dał odpocząć niemal całej jedenastce. W podstawowym składzie na mecz z Deportivo znalazło się tylko trzech piłkarzy (Cubarsi, Rashford i Olmo), którzy zagrali z Realem Madryt od pierwszej minuty. Szansę dostali rezerwowi, a wśród nich nie tylko Robert Lewandowski, ale również Wojciech Szczęsny, który pierwszy raz od listopada miał okazję do występu między słupkami.
Duet Polaków na początku tygodnia najhuczniej świętował przypieczętowanie 29. mistrzostwa Hiszpanii przez Barcelonę. No i co tu dużo mówić, głośna feta w stolicy Katalonii najwyraźniej nie pozostała bez wpływu na ich dyspozycję, bo obydwaj nie mogą zaliczyć tego meczu do udanych. Podobnie zresztą jak reszta skacowanej imprezowaniem ekipy z Camp Nou.
Barca na kacu, Alaves w gazie! Lewandowski i Szczęsny bez błysku
Jak to na kacu bywa, Barca była rozluźniona, niechlujna, powolna. Po prostu, mówiąc kolokwialnie, męczyła bułę. Niby częściej utrzymywała się przy piłce, lecz jednocześnie cóż z tego, skoro optyczna przewaga nie przekładała się na konkrety pod bramką. O ofensywnej niemocy można byłoby powiedzieć wiele, ale chyba najlepiej, jeśli przemówi za siebie jeden suchy fakt.
Flick i spółka przez 90 minut z małym hakiem nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Sivery.
Ani jednego.
Zero.
Aż trudno w to uwierzyć, bo przecież mówimy o drużynie, która ma na swoim koncie aż 92 ligowe trafienia! I trzeba w tym miejscu pochwalić podopiecznych Quique Sancheza Floresa, bo ci zamurowali dostęp do bramki. Lewandowski, lis pola karnego, w ciągu całego spotkania zaliczył ledwie dwa kontakty z piłką w obrębie szesnastki.
Inna sprawa, że Lewy miał okazję, by błysnąć, ale zmarnował groźną kontrę. W 25. minucie Barca wychodziła trzech na dwóch. Kapitan reprezentacji Polski mógł ładować z dystansu lub obsłużyć podaniami lepiej ustawionych na bokach Rashforda i Bardghjiego. Do wyboru, do koloru. 37-latek tymczasem wybrał czwartą opcję, czyli… stracił piłkę.
Deportivo Alaves natomiast przy futbolówce utrzymywało się przez ledwie 23 proc. czasu gry, ale jednocześnie robiło z tego więcej użytku. Pierwszy sygnał ostrzegawczy wysłali w 18. minucie, kiedy to Rebbach popisał się indywidualnym rajdem na lewej stronie. Chwilę później Algierczyk był nawet bliski otwarcia wyniku, jednak piłka po jego finezyjnym uderzeniu minimalnie przeszła obok słupka.
Do trzech razy sztuka. Bohaterem Deportivo okazał się ten, po którym najmniej można się było tego spodziewać. Ibrahim Diabate, bo o nim właśnie mowa, pod koniec pierwszej połowy znalazł drogę do bramki Szczęsnego po rzucie rożnym. Dla Iworyjczyka była to dopiero druga bramka w tym sezonie, ale za to jakże ważna.
𝐍𝐈𝐄𝐒𝐏𝐎𝐃𝐙𝐈𝐀𝐍𝐊𝐀! ☝️ Deportivo Alavés prowadzi z Barceloną!
📺 Transmisja meczu: https://t.co/oaWccXN4sK pic.twitter.com/wlTN6NkQNV
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 13, 2026
A co na to Barca? Absolutnie nic. W drugiej połowie Flick rzucił wprawdzie posiłki z ławki, posyłając do boju m.in. Ferrana Torresa, Pedriego czy też Joao Cancelo, lecz w ogólnym rozrachunku niczego to nie zmieniło. Alaves tymczasem parło do kolejnych bramek. Guridi ostemplował słupek po bombie z dystansu, a Szczęsny zatrzymał Diabate przed ustrzeleniem dubletu po strzale głową.
Efekt? Nie będzie stu punktów i wyrównania rekordu Realu Madryt z sezonu 2011-12 oraz rok później Barcelony Tito Villanovy. Cieszyć się za to może Deportivo, dla którego te trzy punkty mogą się okazać bezcenne w kontekście walki o utrzymanie w La Liga.
Deportivo Alaves – FC Barcelona 1:0 (1:0)
- 45’+1 Diabate – 1:0
CZYTAJ WIĘCEJ O HISZPAŃSKIEJ PIŁCE NA WESZŁO:
- Florentino Perez nie widzi belki w swoim oku [KOMENTARZ]
- Madrytczycy krytykują Lewandowskiego. Powodem kontrowersyjna flaga
- Były klub Kowala wraca do LM! 21 lat przerwy i wystarczy
Fot. Newspix