Arsenal jak nie Arsenal. Mocno poprawił bilans bramkowy

Patryk Idasiak

02 maja 2026, 20:31 • 4 min czytania 1

Reklama
Arsenal jak nie Arsenal. Mocno poprawił bilans bramkowy

Arsenal w walce o mistrzostwo bije się na bilans bramkowy z Manchesterem City i w derbach Londynu poprawił swój o trzy. Pokonał na własnym stadionie Fulham 3:0. Dubletem popisał się Viktor Gyokeres, a Bukayo Saka skończył spotkanie z golem i asystą. Mikel Arteta jednak dość szybko zdjął swoich liderów, bo już w tygodniu Kanonierów czeka półfinał Ligi Mistrzów z Atletico. 

Reklama

Tu walka na gole, a jeszcze półfinał Ligi Mistrzów

Zapowiada się pasjonująca walka o mistrzostwo Anglii! Jeśli zarówno Arsenal, jak i Manchester City wygrają do końca wszystkie swoje mecze, to o tytule zadecyduje bilans bramkowy. Dlatego tak ważne jest, żeby wygrywać nie 1:0, a nastrzelać więcej goli przeciwnikom. Kanonierzy jednak mają z tyłu głowy, że przecież za chwilę powalczą jeszcze o finał Champions League, dlatego muszą rozsądnie gospodarować siłami. W pierwszym meczu w Madrycie było 1:1. W tygodniu podejmą zespół Simeone w Londynie.

Plan był więc prosty. Strzelić kilka goli Fulham i zobaczyć, co w poniedziałek 4 maja zrobi Manchester City przeciwko Evertonowi.

Arsenal wiedział, że trzeba strzelać więcej

Arsenal – podobnie jak przeciwko Newcastle – szybko objął prowadzenie. Zresztą nawet minuta się zgadzała, bo w obu przypadkach była dziewiąta. Bukayo Saka na skrzydle „porobił” Jimeneza, który raczej nie powinien bronić w tej strefie, dograł prawą nogą, a Viktor Gyokeres po prostu z trzech metrów wkopał piłkę do bramki.

Reklama

Różnica jest jednak taka, że tam Newcastle na przestrzeni całego meczu stworzyło sobie bardziej dogodne szanse, ale na tym skromnym rezultacie się skończyło. Tutaj Kanonierzy mieli świadomość, że to idealna okazja, by napukać więcej bramek. Podopieczni Artety jakby zupełnie nie byli sobą, bo żwawo poruszali się po boisku i po prostu dobrze się czuli, wymieniając szybko piłkę.

Przez jakieś 15-20 minut Arsenal wszedł w swój klasyczny tryb usypiania i kontroli, a Fulham było raczej bezradne i niegroźne. Tyle, że potem gospodarze docisnęli śrubę, zaczęli gnieść przeciwników. Próbował Gabriel z główki po rzucie rożnym. Świetną szansę po błędzie Leno miał też Gyokeres, a potem z dobitki spudłował Saka. Wreszcie bramkę zdobył Riccardo Calafiori po uderzeniu głową, ale znajdował się na pozycji spalonej i została ona nieuznana.

Reklama

Arsenal jednak dalej napierał i przyniosło to skutek w postaci dwóch kolejnych goli, a przecież każdy z nich jest na wagę złota przy zliczaniu bilansu w walce o tytuł mistrzowski. W 40. minucie Bukayo Saka uderzył sprytnie i mocno lewą nogą przy bliższym rogu. Cztery minuty później Leandro Trossard dośrodkował na głowę Gyokeresa. Dla Szweda było to 21. trafienie we wszystkich rozgrywkach, a 14. w samej Premier League.

Dosłownie malutki fragmencik przez te 45 minut należał do Fulham, ale było to raptem pięć minut i dwa zablokowane strzały. Kanonierzy za to oddali ich 14, a celnych było sześć. Śmiało można powiedzieć, że była to jedna z najlepszych połówek Arsenalu w tym sezonie, na pewno jeśli chodzi o rozgrywki ligowe.

Reklama

Trzy bramki już wystarczały

Mikel Arteta, mając świadomość, że za kilka dni rewanż z Atletico, gdzie Cholo Simeone mógł sobie pozwolić na wymianę praktycznie całej jedenastki, też musiał trochę o tym pomyśleć. No i zdjął świetnie spisującego się Bukayo Sakę. Anglik na drugą połowę już nie wyszedł.

Fulham ruszyło odważniej, bo w pięć minut stworzyło więcej szans niż w całej pierwszej połowie. Ale to Arsenal miał pierwszy bardzo groźną okazję. Viktor Gyokeres przegrał jednak pojedynek sam na sam z Berndem Leno. Kanonierzy przy wyniku 3:0 cofnęli się i przyjmowali przeciwników pod własną bramką, skupiając się na utrzymaniu takiego prowadzenia. Arteta po godzinie zdjął z boiska też Declana Rice’a oraz Viktora Gyokeresa, czyli liderów.

Goście pierwszą taką naprawdę solidną szansę stworzyli w 72. minucie, kiedy to Timothy Castagne z sytuacyjnej piłki uderzył z woleja. Strzał był jednak w środek, a więc tam, gdzie stał David Raya. Musiał interweniować po raz pierwszy (i – jak się okazało – ostatni).

Bliski podwyższenia jeszcze prowadzenia był Calafiori, ale znów miał pecha. Za pierwszym razem w tym meczu nie uznano mu bramki, a za drugim uderzył z główki… w głowę Leno i piłka w ten sposób trafiła w poprzeczkę. Arsenal oddał osiem celnych strzałów, wyrównując rekord tego sezonu z meczu z Tottenhamem.

Reklama

Zespół Artety ma do rozegrania jeszcze trzy mecz ligowe. Wypracował cztery bramki przewagi nad Manchesterem City. Obywatele mają przed sobą jeszcze pięć spotkań. Żeby jednak bilans bramkowy się liczył, muszą je najpierw wygrać (w poniedziałek 4 maja wyjazd na Hill Dickinson Stadium i zaległe starcie z Crystal Palace 13 maja).

CZYTAJ WIĘCEJ O PREMIER LEAGUE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama