To spotkanie nie zapowiadało się na szczególnie emocjonujące. Burnley – jedna z najmniej skutecznych ofensyw. Southampton – cały czas zagubione, nie mogące wrócić do formy z początku sezonu. Tymczasem już do przerwy widzieliśmy aż cztery bramki.
Wszystko zaczęło się od błędu Kyle’a Walkera-Petersa. Obrońca Southampton wykonał wślizg podobny do tego, który był dziełem Michała Helika w meczu z Anglią. Efekt był zaś identyczny. Sędzia wskazał na wapno, zaś napastnik uderzył w środek bramki, nie dając golkiperowi żadnych szans.
Różnica taka, że strzelał nie Harry Kane a Chris Wood, zaś między słupkami stał Fraser Forster zamiast Wojciecha Szczęsnego.
Chwilę później Burnley zdobyło bramkę numer dwa i to była to bramka bardzo w ich w stylu. Nie udało się długie podanie numer jeden, spróbowano po raz drugi. Tym razem skutecznie – wysoka laga na obrońców, Wood przestawia Jana Bednarka, zgrywa do Vydry, a ten trafia zza pola karnego.
Wydawało się, że Southampton może już pożegnać się ze zwycięstwem, gdy impuls dał Armstrong. Gol bez historii, na siłę można dopatrzeć się nieco niefrasobliwego ustawienia Pope’a. Co innego w wypadku wyrównującego trafienia Ingsa, który z defensywą Burnley zabawił się jak mało kto w tym sezonie.
Danny Ings goal for Southampton against Burnley #PremierLeague pic.twitter.com/V171vkznUf
— Everything Sports (@CompleteSports0) April 4, 2021
Najpierw spokojnie ograł Mee, później położył Tarkowskiego, a na koniec dołożył strzał między nogami bramkarza The Clarets.
Fot.Newspix