Zima, zima… I po co te obozy w ciepłych krajach?

redakcja

Autor:redakcja

04 kwietnia 2013, 19:06 • 5 min czytania

Reklama
Zima, zima… I po co te obozy w ciepłych krajach?

Zima. Śnieg, mróz, lód. Standardowe warunki corocznego rozgrywania co najmniej kilku ligowych kolejek. Mimo to nasi kochani piłkarze, prawie jak drogowcy zawsze są zaskoczeni panującymi warunkami i do nich nie przyzwyczajeni. Ślizgają się. Wszyscy prawie. W tym sezonie nie ślizga się Bełchatów. Nie był w Hiszpanii, w Turcji, na Cyprze a jakoś tak sobie radzi. Nie wydal kilkuset tysięcy na zagraniczny obóz a wygląda póki co kto wie, czy nie najsolidniej w całej lidze. Zawsze się zastanawiałem po co te zagraniczne obozy w ciepłych krajach. Trenerzy będą zawsze opowiadali, jakie to ważne, aby poćwiczyć na zielonej murawie, spotkać dobrych sparingpartnerów.
Pytanie po co, skoro co najmniej jedną trzecią rundy przyjdzie grać na śniegu i błocie, a sparing mocniejsze drużyny traktują jak… sparing. Polskie zespoły – mistrzowie zimowych sparingów. Jest się czym podniecać. Jakieś korzyści są, ale czy adekwatne do ceny?

Reklama

Czemu zatem żaden z prezesów nie zrezygnuje z organizacji takiego wyjazdu? Bo boją się odpowiedzialności. Wystarczy bowiem, że drużyna zacznie przegrywać, a już trener i zawodnicy mają wymówkę. „Nasi przeciwnicy przygotowywali się w lepszych warunkach, mieli lepszych sparingpartnerów”. W domyśle, to wina zarządu bo się nie postarał. Nikt nie zaryzykuje utraty stanowiska.

***

Jest jeszcze inny powód, o którym nikt głośno o tym nie powie. Prozaiczny. Przecież klubowi decydenci, dyrektorzy sportowi, trenerzy są poukładani z organizatorami wyjazdów, ośrodkami, hotelami. Wyjazd zagraniczny to minimum kilkadziesiąt tysięcy euro. Obóz w Polsce kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jest się czym dzielić, ale często nie o to chodzi. W sezonie, gdy Górnik wracał do ekstraklasy, letni obóz był zorganizowany w Zakopanym, z noclegami w jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym hotelu. Pojechałem do Zakopanego na kilka dni, ale tak się złożyło, że spałem w hotelu innym. Słabszym niestety. Jakież było moje zdziwienie, gdy przyszło do płacenia rachunku i okazał się on śmiesznie niski. Na moje pytanie o powody, manager zaczął rozwodzić się nad tym, jak to w tym hotelu w przyszłym roku piłkarzom Górnika będzie lepiej niż u konkurencji. Jeśli się chce, można się na koszt klubu pobawić.

***

Reklama

Powiedz mi, w którym hotelu organizujesz obóz, a powiem ci, gdzie spędzasz urlopy.

***

Reprezentacja Polski śpi i nocleguje się w warszawskim Hyatt. Taki hotelarski McDonalds tylko z odpowiednią ilością, odpowiednio kosztujących gwiazdek. Ceni się, choć dla naszych dzielnych pogromców San Marino PZPN wynegocjował zniżki. Pytanie, czy nie powinniśmy jednak w końcu zacząć naszych piłkarzy traktować ekwiwalentnie jakoś. Tak jak oni nas. – Nie było walki – mówi Marcin Wasilewski, a my się nie oburzamy, ale przed kolejnym meczem noclegi są na przykład w hotelu Powiśle. Ogrywacie Anglię, śpicie w tym swoim Hyatt. Nic szczególnego zresztą moim zdaniem, chyba żeby imponować krewnym z Łomży. Póki co nasi piłkarze nie pasują nawet do tego poziomu. Ale niech będzie. Niemcy mogą spać w Dworze Oliwskim. Mają podstawy.

***

Reklama

Zima. Zaskakująca również dla działaczy. Bo, co dziwne, śnieg pada i leży. Jak tu grać? Ktoś powie podgrzewane murawy. Są. Tylko, że najczęściej z przyczyn ekonomicznych są wyłączone albo na trybie ekonomicznym. Tak jest taniej. Oczywiście nikt tego nie przyzna, zamiast tego karmi się wszystkich wkoło bajeczką o tym – sam słyszałem – jak to murawie najlepiej zimą „pod pierzynką z puchu”. Autentyczne. WTF. Jakoś w krajach, w których gra się w piłkę całą zimą murawy „śnieżnej pierzynki” nie mają, a wyglądają świetnie. Lepiej niż nasze. Mimo ich używania. U nas włącza się podgrzewanie murawy tuż przed meczem, w sytuacji awaryjnej i potem się wszyscy dziwią, że wygląda to jak gnojowisko. Taka oszczędność. Na prawach przyrody.

***

W Zabrzu, przy ulicy Matejki, znajduje się jedyne w Polsce prawie (brakuje jakiegoś metra) pełnowymiarowe boisko piłkarskie w hali. Są też trybuny na 2400 widzów. Kibicowsko idealny obiekt dla takiego Piasta na przykład. Nikt poważny jednak z tej hali nie korzysta. Czemu? Bo brak jest odpowiedniej nawierzchni. Wielokrotnie mówiłem włodarzom zabrzańskiego sportu, że aż się prosi aby położyć tam sztuczną murawę. Abstrahując od świetnego – w naszym klimacie jak znalazł – ośrodka treningowego dla Górnika, byłoby to z pożytkiem pewnie gospodarczym i finansowym dla samego miasta. W taka pogodę jak ta pewnie by się ustawiały kolejki klubów chętnych do skorzystania z takiej możliwości. Ale po co? Poprawą rzeczywistej bazy sportowej trudno wybory wygrać. Lepiej budować monumentalne i za duże stadiony. A hala? Oj tam. Położenie sztucznej murawy jest przecież tak mało medialne.

***

Reklama

Nie mający ostatnio dobrej passy Grzegorz Bonin stwierdził, że ewentualna przegrana Górnika ze Śląskiem nic dla tego pierwszego nie zmieni. Brawo. Rozsądne i rzeczowe podejście. Filozoficzne prawie. Można by się śmiać, gdyby nie trzeba było płakać. Otóż słowa pracownika Górnika są najlepszą ilustracją profesjonalizmu polskich kopaczy. Może uda się wygrać, może zremisować. A jak przegramy, to przecież nic się nie stało. Mamy to w dupie. Czym tu się przejmować. Ważne, żeby kasa się zgadzała. I nie chodzi o kontekst. PROFESJONALNY PIفKARZ.

***

W polskich szatniach jest jednak taki jeden moment po meczu, po treningu, gdy emocje sięgają zenitu. Moment gdy włącza się żądza mordu, determinacja i chęć bycia pierwszym za wszelka cenę. To moment gdy trzeba się dopchać do lustra, żeby żel na głowę nałożyć.

***

Reklama

Irytuje mnie, gdy tłumacząc porażki swoich zespołów trenerzy mówią o tym, jak to „chłopcy nie udźwignęli presji”. Jakiej presji? Presję czuje facet, którego firma była podwykonawcą w rządowym planie budowy autostrad. Bo może stracić dorobek życia. Presję czuje człowiek harujący jak wół na swą rodzinę. Jak coś schrzani, to wyleci z roboty. To jest prawdziwa presja. A presja wyniku w sporcie zawodowym? Inna, ale też jest oczywiście. Jest i będzie. Musi być od samego początku. Masz być najlepszy. Jeśli tego nie rozumiesz, jeśli nie radzisz sobie z oczekiwaniami, jeśli widownia pęta ci nogi, to widocznie źle wybrałeś zawód chłopczyku. Błąd. Znajdź zawód bezstresowy. No nie wiem, zostań szambo nurkiem?

فUKASZ MAZUR


Najnowsze

Reklama
MLS

Lewandowski obrażany przez de Paula: „Kim ty jesteś głupku?”

Kacper Korpak
7
Lewandowski obrażany przez de Paula: „Kim ty jesteś głupku?”

Weszło

Reklama