Nowy kraj, nowy kontynent, nowe wyzwania. Hebert odchodzi z Gliwic

redakcja

Autor:redakcja

14 stycznia 2018, 13:16 • 3 min czytania

Reklama
Nowy kraj, nowy kontynent, nowe wyzwania. Hebert odchodzi z Gliwic

Doprawdy różne wynalazki zagraniczne przewijały się w ostatnich latach przez Piasta Gliwice. Pamiętacie Rabiolę – portugalskiego napastnika, który nie trafiłby nawet we wrota od stodoły? Albo Tunezyjczyka Amine Hadja Saida, klienta kolegi Angela Pereza Garcii, który – cóż za zaskoczenie! – okazał się kompletnym ogórkiem? Gdzieś pośród tego zaciągu trafił się jednak Piastowi Hebert. Potężny brazylijski obrońca, który spędził na Śląsku ładny kawałek kariery i który jako jeden z nielicznych nie odchodzi z Gliwic niezauważony.

Reklama

Odchodzi, zmieniając kompletnie krąg kulturowy. Zmieniając nie tylko kraj, ale i kontynent, udając się do Japonii, by grać dla drugoligowca JEF Chiba Ichihara Chiba.

Nie do końca wiadomo, czy to prezentacja nowego gracza czy zaproszenie na sajgonki, ale jest #Hebert, więc chyba mimo wszystko to pierwsze.

Reklama

Jakie to były cztery lata Heberta w Polsce? Gdy przychodził do jedenastej drużyny ekstraklasy, nie mógł się pewnie spodziewać, że będzie mu w tym czasie dane zaznać walki do mistrzostwo aż do ostatniej kolejki, zakończonej finalnie na drugim stopniu podium. Że będzie uczestniczył w najbardziej udanej kampanii w dotychczasowej historii gliwickiego klubu. Że przeżyje przygodę – choć oczywiście kompletnie nieudaną, ale jednak – w europejskich pucharach.

Co jednak najważniejsze, w każdym z tych historycznych sukcesów Piasta miał swój wkład. Nie był rezerwowym wchodzącym z ławki na końcówki, nie był statystą z trybun, pobierającym wyłącznie wynagrodzenie za kolejny miesiąc na kontrakcie. Od momentu, w którym odważnie i zdecydowanie postawił na niego Angel Perez Garcia, grał zawsze, gdy tylko był zdrowy i nie musiał wisieć za kartki. Znamienne, że w tamtym wicemistrzowskim sezonie Piast przegrał oba mecze, w których akurat Heberta zabrakło – z Ruchem w Chorzowie (0:2) i Górnikiem w Zabrzu (2:5). Do mistrzostwa brakło czterech punktów…

Nie zrozumcie nas źle, daleko nam do peanów na cześć Heberta, któremu zdarzały się oczywiście błędy, obcinki, niezrozumiałe decyzje lub niezdarne wykonania. Ale w zalewie syfu, jaki rok po roku spływa do naszej ligi, ten gość miał w sobie coś z niezłego piłkarza, który pozostawił po sobie coś więcej niż parę cyferek w raportach księgowych i kopię świadectwa pracy. A do tego sprawiał wrażenie niesamowicie sympatycznego, uśmiechniętego gościa. Co szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę jego dość tragiczną historię – psychicznie chorego ojca, który groził mu śmiercią, matkę, która nie radząc sobie z problemami wpadła w alkoholizm. W wywiadzie dla Jarosława Kolińskiego z „Przeglądu Sportowego” otworzył się tak mocno, że trudno było od tej pory mu nie dopingować.

– Nie życzę innym ludziom, by zobaczyli to, co ja w życiu widziałem. Pod moim domem na ulicy nie raz i nie dwa leżały trupy, co chwila dochodziło do jakichś porachunków. Wielokrotnie słyszałem strzały na ulicy, trwające przez wiele godzin. A ja w tym czasie siedziałem w domu, modląc się, by do nas do domu nikt się nie włamał lub żebym po otwarciu drzwi nie zobaczył jakiegoś trupa. Bardzo się bałem. W wyniku zabójstw straciłem wielu przyjaciół. Jestem szczęściarzem, że miałem piłkę – opowiadał w PS.

Reklama

Na tyle, na ile dał się nam poznać od momentu, kiedy zamienił rezerwy Bragi na Piasta, możemy o nim powiedzieć, że poza tym, że to solidny obrońca, to także waleczny, ale i niezwykle honorowy facet.

Coś nam więc podpowiada, że z takim zestawem cech w kraju samurajów szybko się do niego przekonają.

fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Polecane

Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”

Marcin Długosz
0
Chwalińska docenia Świątek po wygranej. „To żyjąca legenda”
Ekstraklasa

Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Mikołaj Duda
10
Niemczycki robił co mógł, ale Motoru nie zatrzymał. Koledzy nie pomogli…

Weszło

Reklama