No jest jak jest, trochę w tych powołaniach plusów, trochę minusów, ale najlepsze i tak jest to, co miało pozostać nieco ukryte, czyli przesunięty do sekcji „pomocników” Karol Świderski. Sprytne, wmawiające nam, że to tak naprawdę nie jest napastnik, a przecież taką tezę od dłuższego czasu forsuje selekcjoner. Przekonał was tym wymyślnym fortelem? Nas nie, tym bardziej że w naszym świecie istnieje Bartosz Nowak.
Jak nazwiemy kogoś pomocnikiem, to pewnie nim jest, proste. Powoływaliśmy Świderskiego przez lata jako napastnika, ale dziś zmieniamy mu papierek i może nikt się nie zorientuje, nie będą gadać, nie będą wytykać. Nie chodzi tu nawet o to, co Świderski oferuje ani o ocenę jego gry dla kadry w ostatnich meczach – każdy może mieć na jego temat własne zdanie, może doceniać pracowitość, a jednocześnie może go męczyć nieskuteczność. Spójrzmy dziś raczej na fakt, że jego obecność w reprezentacji trzeba tak wymyślnie uzasadniać.
Bo, no nie wiem, ludzie zaczną się czepiać, jak powołamy go jako napastnika? A nie będą jak powołamy go jako pomocnika i będziemy udawać, że to najlepszy możliwy wybór?
Już pomińmy to, że od początku sezonu Świderski gra w Widzewie na samiutkiej szpicy, to przecież nic nie znaczy. Albo że wcześniejsze dwa sezony też zagrał na samiutkiej szpicy… Najbardziej przykre jest i tak to, że w świecie Jana Urbana nie istnieje Bartosz Nowak.
Bartosz Nowak nie istnieje. Powołania ze sporą skazą
Tych, którzy choć rzucają okiem na rozgrywki Ekstraklasy, nie trzeba raczej przekonywać, że Bartosz Nowak jest zawodnikiem wyróżniającym się na tle ligowców. Ma momenty, w których zbieramy szczękę z podłogi i po prostu podziwiamy jego wyczyny. W tym sezonie trzynaście ligowych spotkań i, trzymajcie się foteli, siedem goli oraz osiem asyst. Piętnaście punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Gra GieKSy spoczywa na jego barkach, świetny Nowak to co najmniej dobra GieKSa. Mówimy o „dziesiątce” z prawdziwego zdarzenia, która robi robotę w tej samej lidze, w której gra spore grono powołanych. To nie tak, że Urban wypina się na Ekstraklasę, nie, nie, nie!
Trzech z trzech powołanych bramkarzy gra w Ekstraklasie, trochę z konieczności przyjeżdżają na zgrupowanie wszyscy, ale są. W obronie znalazło się miejsce dla Kamila Piątkowskiego, wcześniej był na jego miejscu Przemysław Wiśniewski. W pomocy jest Reguła, Urbański, jest, ekhem, Świderski. W sumie siedmiu kadrowiczów powołano na mecze z Rumunią i Szwecją z naszej ligi. Jaki argument może uzasadnić brak w tym zacnym gronie Bartosza Nowaka?
Argument wieku, chyba tylko ten. Bo gra w Ekstraklasie nie jest problemem.

Bartosz Nowak
Starość nie radość
Podobny problem ma z powołaniami Jana Urbana Łukasz Skorupski, który nie załapał się do reprezentacji pomimo trzęsienia ziemi w bramkarskiej hierarchii. Nie ma tego problemu jednak Tomasz Kędziora, który w kadrze za Urbana i tak nie gra wiele i w kolejce na boisko byłby pewnie ostatnim wśród stoperów, może wyprzedzającym dziś wracającego do reprezentacji w miejsce Wiśniewskiego Piątkowskiego. Bo przecież nie wyprzedzi Potulskiego, skoro ten już w reprezentacji dostał odrobinę zaufania i jest jednym z tych, którzy mają napędzać zmianę pokoleniową, co nie?
Kędziora przyda się pewnie jako łatka na mecz z Rumunią w miejsce pauzującego Bednarka, ale to też chyba oznacza, że selekcjoner potrafi wysłać powołanie „zadaniowe”, „na tu i teraz”, „z potrzeby chwili”. Czyli mógłby powołać również Nowaka, który jest ciekawą opcją dla naszej kulejącej (poza ostatnim meczem z Rumunią) ofensywy.
Zresztą problem wieku nie dotyczył swego czasu starszego od Nowaka Pawła Wszołka. Nie dotyczył też, choć to zupełnie inny kaliber reprezentacyjnej kariery, Kamila Grosickiego. Bartosz Kapustka jest od Nowaka młodszy o trzy lata, ale czy to wiekowa przepaść? Też można się zastanawiać.
I wszystko to dałoby się może obronić jako budowanie zrównoważonej kadry, gdybyśmy uznali, że piłkarzy takich jak Świderski czy Kędziora czeka w przyszłości coś więcej niż Bartosza Nowaka. A ani jeden ani drugi nie jest już tą mityczną przyszłością reprezentacji Polski, nie udawajmy, że są. Tłumaczenie pominięcia piłkarza GieKSy budowaniem zespołu na kolejne lata jest wobec tego kuriozalne.
Tłumaczenie go brakiem doświadczenia reprezentacyjnego też wyda się śmieszne, gdy spojrzymy na casus Skorupskiego. Mającego przecież aż PIĘĆ razy więcej występów w reprezentacji Polski od wszystkich powołanych bramkarzy razem wziętych. Czyli od Drągowskiego, bo Abramowicz i Kochalski mają tych występów okrągłe zero.
Zauważamy oczywiście, że Nowak ma w gruncie rzeczy problemy – i stażu, i wieku – ale nie udawajmy, że nie przykrywa ich jakość, którą pomocnik GieKSy pokazuje od dłuższego czasu. Cholera jasna, on jest po prostu dobrym piłkarzem w świetnej formie, to brzmi jak materiał na reprezentanta.

Łukasz Skorupski
Kto jest lepszą „dziesiątką”? Urban sam obala własną koncepcję
To, co chyba boli w tym układzie najbardziej, to nazywanie Karola Świderskiego „taką bardziej dziesiątką”, którego usilnie trzyma się Jan Urban. Bo jeśli piłkarz Widzewa jest „dziesiątką”, jeśli powołujemy go jako pomocnika, to nie da się przekonać nikogo, ale to absolutnie nikogo, że jest to „dziesiątka” lepsza od Bartosza Nowaka. Napastnik może byłby z piłkarza GKS-u gorszy, ale teraz oficjalnie możemy porównywać obu panów jako piłkarzy z tej samej pozycji.
I wiecie co? Nie jedziemy po Świderskim, w ostatnim czasie trochę dla Widzewa postrzelał, okazuje się całkiem ważny dla swojego zespołu, dał w klubie więcej powodów do powołania go niż przed ostatnim zgrupowaniem. Po powrocie z kadry ma trzy gole w czterech meczach, w słabym Widzewie.
Problem polega na tym, że teraz Jan Urban stawia go wprost w kontrze do Bartosza Nowaka. A takiego porównania Świderski nie jest w stanie udźwignąć i selekcjoner robi mu nim wielką krzywdę. Jednocześnie pokazując po raz kolejny, że jest w swoich wyborach wyjątkowym uparciuchem.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix