Zmarł Alan Jones, pierwszy mistrz świata Formuły 1 z Williamsem

Marcin Ziółkowski

05 listopada 2026, 09:10 • 3 min czytania 0

Reklama
Zmarł Alan Jones, pierwszy mistrz świata Formuły 1 z Williamsem

Ze świata sportów motorowych dotarła do nas smutna wiadomość. Kilka dni po swoich 80. urodzinach i po krótkiej chorobie nowotworowej zmarł Alan Jones. W 1980 roku został on mistrzem świata jako drugi Australijczyk w historii i pierwszy w dziejach kierowca stajni Williamsa, która do dziś jest jedną z najbardziej legendarnych w F1. Rozpoczął tym samym wspaniałą historię zespołu bazującego w Grove, który sięgnął łącznie po kilkanaście tytułów mistrzowskich.

Reklama

Alan Jones, legenda australijskiego motorsportu

Wbrew pozorom, kariera australijskiego mistrza F1 nie była wcale długa. Choć wystartował w 116 wyścigach, to jedynie z Williamsem został na dłużej. Jego najlepszy czas w królowej sportów motorowych przypada na samą końcówkę lat 70. i początek lat 80. XX wieku.

Pochodzący z Melbourne kierowca w latach 1979-1981 zanotował aż 21 z 24 podiów w swojej karierze. Tytuł wywalczył w 1980 roku. Wtedy jak już dojeżdżał do mety, to tylko raz był poza podium. Był drugim (i do dziś, ostatnim) kierowcą z Australii, który został mistrzem kierowców w F1. Wcześniej trzykrotnie dokonał tego Jack Brabham, który ostatnie z trzech mistrzostw wywalczył w aucie własnej stajni (do dziś jedyny taki przypadek).

Reklama

W F1 Jones wygrał 12 razy. Zadebiutował w GP Hiszpanii w 1975 roku. Tamten wyścig pamiętany jest jako jedyny w historii, w którym zapunktowała kobieta. Lella Lombardi w przedwcześnie przerwanych zawodach w pobliżu wzgórza Montjuic zajęła szóste miejsce i zdobyła 0,5 punktu.

Ostatnia wygrana Jonesa (Las Vegas 1981) zapoczątkowała też długą australijską posuchę. Kolejne zwycięstwo kierowcy z Antypodów to dopiero 2009 rok i Mark Webber, który czekał 130 wyścigów na to, aby wygrać na Nurburgringu GP Niemiec. Pomiędzy ostatnim startem Jonesa w F1 (1986), a debiutem przyszłego kierowcy Red Bulla (2002), z Australii pojawiło się jedynie dwóch kierowców – obydwaj to synowie wspomnianego już Jacka Brabhama, Geoff i David. Ścigali się w ogonie stawki, bez perspektyw.

Reklama

Karierę w F1 zakończył mając blisko 40 lat na karku, domowym wyścigiem na ulicach Adelajdy. Jeszcze w ostatnim sezonie, 1986, gdy podróżował autem Teamu Haas (nie mylić z tym, który ściga się od sezonu 2016!) dwukrotnie wywalczył punkty w średnio konkurencyjnej maszynie.

Pochodził z motorsportowej rodziny. Jego tata – Stan – także był australijskim kierowcą wyścigowym. Zarówno ojciec, jak i syn wygrali GP Australii jeszcze w czasach, kiedy nie było go w kalendarzu F1 (został tam wpisany w 1985 roku), natomiast Alan pozostaje ostatnim australijskim kierowcą, który wygrał to Grand Prix. Jego adoptowany syn – Christian – to także kierowca, m.in. mistrz Azjatyckiej Formuły 3.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama
Inne sporty

CAS: przywróćcie Rosjan. Hokejowy świat: nie zagramy z nimi

AbsurDB
28
CAS: przywróćcie Rosjan. Hokejowy świat: nie zagramy z nimi
Formuła 1

Dymy w Ferrari po GP Meksyku. Hamilton i Leclerc muszą „poważnie porozmawiać”

Mariusz Bielski
0
Dymy w Ferrari po GP Meksyku. Hamilton i Leclerc muszą „poważnie porozmawiać”