W PSG są pewni siebie, ale z umiarem. „Nie jesteśmy w finale”

Marcin Ziółkowski

04 listopada 2026, 12:07 • 4 min czytania 0

Reklama
W PSG są pewni siebie, ale z umiarem. „Nie jesteśmy w finale”

Drużyna PSG po raz kolejny w tym sezonie przejechała się po swoim przeciwniku w meczu Ligi Mistrzów. Paryscy Galacticos rozbili Villarreal na wyjeździe aż 6:0, z czego cztery z trafień padły w nieco ponad siedem minut. Drużyna Żółtej Łodzi Podwodnej była niczym dzieci we mgle, ale jak przyznaje trzykrotny triumfator Ligi Mistrzów w roli trenera, chodziło o to, aby podejście do meczu było takie samo przez 90 minut. Bo tylko tak uczciwie można podejść do rywalizacji. W Paryżu jest sporo pokory, ale i pewności siebie.

Reklama

PSG ponownie zrobiło sobie trening strzelecki w meczu LM

W ramach czwartej kolejki Ligi Mistrzów, obrońcy tytułu i jednocześnie triumfatorzy dwóch ostatnich edycji mieli poskromić zespół, który postraszył na Anfield Road drużynę Liverpoolu. Villarreal Inigo Pereza na tym etapie sezonu zajmował dziewiąte miejsce w La Liga, ale potrafił już pokonać w Europie SSC Napoli.

Formy z tego spotkania nie przekuli na mecz z klubowymi mistrzami Europy. Ba, to był zwrot o 180 stopni. Po 17 minutach było już 0:4. Skończyło się niewiele gorzej, bo porażką do zera i utratą sześciu goli. Luis Enrique w dość ciekawy sposób wytłumaczył, dlaczego Paris Saint-Germain ma cały czas grać tak samo, i to pomimo znacznie bardziej sprzyjających okoliczności, które się czasem przytrafiają.

– Jeśli zaczynasz mecz w taki sposób i jesteś skuteczny w tym, co robisz to zmienia to mecz i staje się on inny od tego, czego po nim oczekiwałeś. Chcę podkreślić naszą mentalność: graliśmy tak samo, niezależnie od wyniku. To był test ambicji zespołu. To przyjemność grać tak samo, to są pozytywy. Jednak nie jesteśmy jeszcze mistrzami, ani też nie jesteśmy w finale w Madrycie.

Reklama

Szkoleniowiec dodał też między wierszami, że trudno mu się cieszyć, pamiętając o tym, ze na dobrą sprawę mecz był już rozstrzygnięty w 20. minucie, bo źle świadczy to o tym, co się stało w szeregach jego rywala.

– Co zapamiętam? Początek meczu. Gdy jesteś w plecy 0:3, mało kto potrafi to odrobić. Staramy się okazywać szacunek przeciwnikom, grając cały czas tak samo. Można tu przypomnieć pierwszy finał Ligi Mistrzów z Interem. Nigdy nie myśleliśmy nad tym, aby tylko utrzymać prowadzenie. Chcemy zawsze grać z tą samą intensywnością, w tych samych okolicznościach. Ale nie jestem zbytnio szczęśliwy widząc, że nasz rywal miał tak duże problemy.

Hiszpan otrzymał też pytanie, czy to najlepszy zespół jaki trenował. Odpowiedź mogła, ale wcale nie musiała zaskoczyć.

Reklama

– Trudno mi powiedzieć, bo trenowałem w swojej karierze wielu piłkarzy z najwyższej półki. Czuję się jednak komfortowo z tymi zawodnikami i mam z tego frajdę. Chcę pokazać wszystkim jak jesteśmy w stanie grać.

 Autor dwóch bramek, Fabian Ruiz, powiedział po meczu, że nie czuje się, jakby grał w dużo lepszm zespole niż w poprzednim sezonie. Kluczem do wyników jest przede wszystim pewność siebie i jakość składu, także jeśli chodzi o młodych zawodników. Warto przypomnieć: w debiucie w Lidze Mistrzów, gola po czterech minutach gry strzelił w Hiszpanii David Boly.

Reklama

– Nie powiedziałbym, że jesteśmy mocniejsi niż przed rokiem, ale mamy dużo wiary we własne umiejętności, chcemy dobrze wypaść. Zawodnicy, którzy wzmocnili zespół są bardzo dobrzy, a młodzi zawodnicy z akademiii też są dobrzy, wnoszą wiele. Jesteśmy dobrym zespołem, z bardzo dobrymi piłkarzami, którzy chcą pokazać na co ich stać.

 

 

Reklama

 

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama