Awantura w Lidze Mistrzów. Gorąco było już przed meczem [WIDEO]

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

04 listopada 2026, 14:05 • 3 min czytania 0

Reklama
Awantura w Lidze Mistrzów. Gorąco było już przed meczem [WIDEO]

W meczu Ligi Mistrzów z udziałem – a jakże – tureckiego klubu miała miejsce masowa konfrontacja. Wśród zawodników atmosferę szybko udało się oczyścić, ale w social mediach napięcie wciąż było. Wzięło się ono z przedmeczowych wpisów Stuttgartu, które sugerowały, że atmosfera na stadionie Galatasaray jest sztucznie pompowana. Futbolowi bogowie boleśnie jednak pokarali Niemców za ich docinki.

Reklama

Awantura w meczu Ligi Mistrzów

Mecz z udziałem tureckiego klubu bez awantury meczem straconym, dlatego Galatasaray postanowiło podtrzymać tradycję. W 37. minucie spotkania ze Stuttgartem doszło do masowej konfrontacji, która wzięła się z walki o piłkę w bocznym sektorze. Baris Yilmaz nabił Chrisa Fuhricha, a potem zablokował go ciałem, dzięki czemu Galatasaray mogło wznowić grę z autu. Yilmazowi najwyraźniej nie spodobało się, że oponent trzyma ręce na jego plecach i w odpowiedzi wypchnął rywala. Pomocnik VfB wylądował tuż przy strefie dla operatora kamery.

W Turcji wszystko w normie. Awantura w derbach Stambułu [WIDEO]

W obronie swojego kolegi stanął Deniz Undav, odpychając zawodnika mistrza Turcji. Yilmaz w odpowiedzi wjechał kapitanowi Stuttgartu z bara, a potem chwycił go za szyję. Kiedy panowie byli rozdzielani, konfrontować zaczęli się inny zawodnicy. Zwłaszcza ulało się Davinsonowi Sanchez, który zabrał na stronę Ermedina Demirovicia. Po około minucie arbitrom udało się uspokoić sytuację. Główny sędzia, Anglik Chris Kavanagh, żółtym kartonikiem poczęstował jednak tylko Yilmaza i Undava, których spięcie doprowadziło do potężnego zamieszania.

Reklama

„To, co na boisku, zostaje na boisku”

Złej krwi między panami długo jednak nie było. Yilmaz wyznał potem w strefie mieszanej, że po końcowym gwizdku Undav przyszedł do szatni Galaty, by ponownie go przeprosić. – To, co dzieje się na boisku, zostaje na boisku. Doszło do niewielkiego spięcia. Po meczu przyszedł do szatni i ponownie mnie przeprosił. Jak mówiłem, wszystko zostało na boisku, nie ma żadnego problemu. Jesteśmy w dobrych relacjach. Szanujemy każdego przeciwnika, ponieważ jesteśmy piłkarzami Galatasaray, wielkiego klubu, i musimy dawać przykład – mówił.

Awanturę skomentował również przedstawiciel drugiej strony, Ermedin Demirović. – To po prostu część takiego meczu. Wiedzieliśmy, jak głośno tutaj będzie. Wiedzieliśmy, że atmosfera będzie napięta. Chcieliśmy się temu przeciwstawić. Wiedzieliśmy, że nie możemy pozwolić się zdominować – przyznał w rozmowie z niemieckimi mediami napastnik VfB. Do otoczki wokół meczu odnosił się także trener Stuttgartu, Sebastian Hoeness, który próbował przerwać przepychanki. – Jestem dumny z tego, jak wiele dali z siebie w tej atmosferze – mówił 44-latek.

Reklama

Poddymianie już przed meczem

Napięcie między Galatasaray a Stuttgartem pojawiło się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Wszystko przez wpis VfB na portalu X, który zawierał okraszone trzema emotikonami rozkminki zdjęcie stadionowych głośników. Wpis ten został odebrany jako sugestia, iż głośniki pomagają w sprawianiu wrażenia, że atmosfera na tym stadionie jest ogłuszająca. Stuttgart usunął tego posta i opublikował przeprosiny. Przed jego skasowaniem został wyświetlony dwa miliony razy w ciągu zaledwie dwunastu godzin od momentu zamieszczenia go.

Reklama

Galata niczym Michael Jordan „odebrała to osobiście” i po wygranym 2:0 meczu nie szczędziła szpileczek w kierunku rywala. „To jest Ali Sami Yen [nazwa stadionu]. Tu wszystko jest prawdziwe”, „Nie ma stąd ucieczki” – takie wpisy możemy znaleźć na profilu Galatasaray na portalu X. Truskawką na torcie był filmik, w którym po odpaleniu przenośnego głośnika głos mężczyzny parę razy powtarza „Do widzenia”.

O tym, czy atmosfera na stadionie Galaty rzeczywiście jest prawdziwa, w fazie ligowej będą jeszcze mieli okazję się przekonać Aston Villa i Feyenoord. Dzięki tej wygranej mistrzowie Turcji zbliżyli się do Stuttgartu na punkcik. Po czterech meczach na koncie mają sześć punktów.

Reklama

fot. Newspix

0 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama