United na fali wznoszącej. Tym razem tylko 0:2 w cymbał!

Michał Kołkowski

Opracowanie:Michał Kołkowski

31 października 2026, 15:36 • 3 min czytania 2

Reklama
United na fali wznoszącej. Tym razem tylko 0:2 w cymbał!

Manchester United przystępował do sobotniego starcia z Chelsea po dwóch tak dotkliwych klęskach – 1:4 z Como, 0:3 z Bournemouth – że wydawało się, iż gorzej być już nie może. I rzeczywiście, nie było. Czerwone Diabły przegrały na Stamford Bridge „zaledwie” 0:2. To już dziewięć spotkań z rzędu bez zwycięstwa. 

Reklama

The Blues też mają swoje problemy, też notują liczne wpadki, ale fani United pewnie wiele by obecnie dali, by wziąć kłopoty Chelsea na klatę, a Londyńczykom przekazać własne. Na razie Manchester gra jak mocny kandydat do spadku z Premier League.

Chelsea – Manchester United. Do przerwy bez goli

Po pierwszej połowie zarówno Xabi Alonso, jak i Michael Carrick mogli sobie jednak myśleć: cholera, jakim cudem my w tym meczu nie prowadzimy? Obie drużyny wykreowały sobie bowiem masę dogodnych strzeleckich sytuacji. My sami też zachodziliśmy w głowę, jakim cudem przez 45 minut utrzymał się bezbramkowy rezultat?!

Powinni się z tego gęsto tłumaczyć niektórzy piłkarze, między innymi Estêvão, Bruno Fernandes i Pedro Neto, bo naprawdę nie popisali się oni przed przerwą w wykończeniu. A przede wszystkim – Amad Diallo. Zawodnik Czerwonych Diabłów partolił znakomite dogrania od partnerów z uporem godnym lepszej sprawy. Momentami można było odnieść wrażenie, że niepewny Wesley Fofana wręcz błaga swojego oponenta, by wreszcie wpakował piłkę do sieci. Ale nie. Przekopał np. stąd:

Reklama

Diallo był nieprzejednany, odrzucił wszystkie prezenty od Fofany i dalej twardo pudłował.

Z kronikarskiego obowiązku wypada jednak dodać, że w pierwszej połowie futbolówka dwukrotnie wylądowała w bramce, czy w zasadzie w bramkach, lecz oba trafienia – Estêvão dla Chelsea oraz Matheusa Cunhi dla United – zostały szybko anulowane, ponieważ strzelcy znajdowali się na pozycji spalonej. I trochę szkoda, bo – z uwagi na radosną defensywną twórczość jednego i drugiego zespołu, ale głównie Chelsea – to był naprawdę żywy mecz (16 strzałów, w tym sześć celnych), a gole pewnie jeszcze bardziej by go rozruszały.

Manchester United znokautowany po przerwie

Bramek doczekaliśmy się dopiero po przerwie. Niestety, nie przyniosły one ze sobą emocji.

Reklama

Do siatki trafiali bowiem tylko Londyńczycy, a goście z Manchesteru – niby nieźle dysponowani jak na swoje ostatnie standardy i wyraźnie zdeterminowani do przerwania fatalnej passy, tak się przynajmniej mogło wydawać – popadli natychmiast w totalną rozsypkę.

Napoczął ich w 50. minucie Morgan Rogers, który wykorzystał szokującą wręcz bierność defensorów Czerwonych Diabłów. Po prostu… sobie przebiegł. Nikt do niego nie podszedł. No a w 63. minucie było już po herbacie: Lisandro Martinez na przestrzeni trzech minut obejrzał dwie żółte kartki i wyleciał z boiska, a dodatkowo drugim przewinieniem sprokurował rzut karny, zamieniony na gola przez Cole’a Palmera.

To, co odwalił Martinez, trudno nawet nazwać „błędem”. To była piłkarska gangsterka – Argentyńczyk zamordował własną drużynę.

Reklama

Jako się rzekło, Czerwone Diabły nie podniosły się po tych ciosach. Zresztą przyjęły też trzecią bombę prosto na szczękę, ale akurat w tym przypadku dopisało im szczęście, ponieważ sędzia po raz trzeci w tym starciu odwołał trafienie z powodu ofsajdu. Naprawdę minimalnego.

Większość fanów United opuściła trybuny grubo przed ostatnim gwizdkiem arbitra. Ci, którzy zostali, wspierali dopingiem wyłącznie Michaela Carricka.

Jedno zwycięstwo w dziewięciu meczach Premier League w sezonie 2026/27 – to mówi w zasadzie wszystko o kondycji ekipy z Old Trafford. Bardzo możliwe, że po zakończeniu tej serii spotkań Czerwone Diabły ugrzęzną w strefie spadkowej angielskiej ekstraklasy.

Reklama

Koszmar trwa.

Chelsea FC – Manchester United 2:0 (0:0)

  • 1:0 – M. Rogers 50′
  • 2:0 – C. Palmer 63′ (rzut karny)

fot. NewsPix.pl

2 komentarze
Michał Kołkowski

Za cel obrał sobie sportretowanie wszystkich kultowych zawodników przełomu XX i XXI wieku i z każdym tygodniem jest coraz bliżej wykonania tej monumentalnej misji. Jego twórczość przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy preferują obszerniejsze, kompleksowe lektury i nie odstraszają ich liczne dygresje. Wiele materiałów poświęconych angielskiemu i włoskiemu futbolowi, kilka gigantycznych rankingów, a okazjonalnie także opowieści ze świata NBA. Najchętniej snuje te opowiastki, w ramach których wątki czysto sportowe nieustannie plączą się z rozważaniami na temat historii czy rozmaitych kwestii społeczno-politycznych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama