Wachowski kandydatem na prezesa PZPN? „Lepiej niech się zajmie swoją robotą”

Wojciech Górski

15 września 2026, 08:00 • 9 min czytania 3

Reklama
Wachowski kandydatem na prezesa PZPN? „Lepiej niech się zajmie swoją robotą”

Centrum VAR płonie, sponsorzy odchodzą, a sekretarz generalny zajmuje się autopromocją – słyszymy od jednego z działaczy PZPN. Łukasz Wachowski, przez lata uchodzący za człowieka Cezarego Kuleszy, dziś coraz śmielej buduje własną pozycję. A w związku narasta przekonanie, że gra idzie już nie tylko o wpływy, ale i o fotel prezesa. Sprawdziliśmy, co na ten temat uważają działacze z piłkarskiej centrali.

Reklama

Mało kto zna związek tak jak Łukasz – przyznają zgodnie niemal wszyscy moi rozmówcy, gdy pytam o Łukasza Wachowskiego. Na Weszło ujawniliśmy, że sekretarz generalny PZPN ma być szykowany do roli kandydata na prezesa PZPN.

Ta informacja, choć wśród pracowników federacji krążyła już od jakiegoś czasu, w ostatnich dniach miała stać się głównym tematem rozmów na korytarzach przy Bitwy Warszawskiej. W nieoficjalnych rozmowach z ludźmi polskiej piłki postanowiłem więc dowiedzieć się, jak wewnątrz związku postrzegany jest sekretarz generalny i jak oceniane są jego szanse, by w przyszłości zostać następcą Cezarego Kuleszy.

Bo choć do Wachowskiego przylgnął wizerunek osoby, która jest blisko prezesa PZPN – towarzyszył mu we wszystkich zagranicznych podróżach, pojawiał się w roli tłumacza oraz wykonawcy jego woli, a ostatnio coraz częściej wprost przejmuje jego obowiązki – to przyklejona łatka „człowieka Kuleszy” wcale nie musi mieć wiele wspólnego z prawdą.

Ba, jeśli dobrze przyłożyć ucho, można usłyszeć, że prezes PZPN w ostatnim czasie ma do Wachowskiego sporo pretensji. Ale nie uprzedzajmy faktów. O tym więcej za moment.

Reklama

Tak rozwijała się kariera Łukasza Wachowskiego

Wachowski – zgodnie z tym co zauważają moi rozmówcy – w PZPN korzenie zapuścił wyjątkowo głęboko. Pracę rozpoczął jeszcze za kadencji Grzegorza Laty (w 2009 roku w Departamencie Prawnym), na stanowisko dyrektorskie awansował go Zbigniew Boniek (w 2012 roku został dyrektorem Departamentu Rozgrywek Krajowych), a pierwsze skrzypce zaczął odgrywać właśnie za kadencji Kuleszy.

Przełomowym momentem dla Wachowskiego była, rzecz jasna, nominacja na stanowisko sekretarza generalnego. Zwłaszcza, że w pewien sposób okazał się idealnym współpracownikiem dla Kuleszy.

– Czarek mówił co trzeba zrobić, a Łukasz szukał możliwości w regulaminach – śmieje się jeden z moich rozmówców.

Drugą ważną kwestią była – jakkolwiek prozaicznie by to nie zabrzmiało – znajomość języka angielskiego. Kulesza, który wcześniej – jako szef Jagiellonii – w interesach mógł ograniczać się do wschodniej granicy, gdzie bez problemu dogadywał się po rosyjsku, nagle potrzebował tłumacza na salonach. Wszędzie zabierał wiec ze sobą Wachowskiego, którego w towarzystwie prezesa można było zobaczyć na każdym wyjeździe. Był na każdym oficjalnym spotkaniu, z Kuleszą jeździł również podczas europejskiego tournee, gdy szukano głosów do Komitetu Wykonawczego, a także podczas zagranicznych rozmów z kandydatami na selekcjonera.

Reklama

Przed sekretarzem generalnym pojawiła się więc wielka szansa.

Wielu pamięta Łukaszowi nagranie z prezesem albańskiej federacji. Ale gdy trzeba było porozmawiać z Ceferinem – Kulesza też musiał korzystać z Łukasza. Gdy trzeba było spotkać się z Infantino – Kuleszy musiał towarzyszyć Łukasz. Wachowski był na każdym spotkaniu, znał szczegóły każdej rozmowy – opowiadają mi osoby z wewnątrz PZPN.

– W pewnym momencie poczuł chyba krew. I zrozumiał, ile może ugrać, jeśli postawi na siebie – dodaje jeden z działaczy.

Reklama

I faktycznie – podobnie jak Kulesza, Wachowski także szybko zaczął starać się o zbudowanie swojej pozycji w europejskiej i światowej federacji. W 2023 roku został członkiem Komisji Rozgrywek Drużyn Narodowych UEFA, a dwa lata później wszedł w skład Komisji FIFA ds. Związków Członkowskich.

Sojusz na linii Wachowski – Kaźmierczak

Od kilku moich rozmówców słyszę, że najbliższym związkowym współpracownikiem Wachowskiego wcale nie jest Kulesza, a obecny wiceprezes Adam Kaźmierczak. To właśnie on w 2021 roku miał polecić Wachowskiego na stanowisko sekretarza generalnego. Wachowski odwdzięczył się trzy lata później, blokując powołanie Tomasza Garbowskiego do roli wiceprezesa ds. organizacyjno-finansowych. Na to stanowisko wybrany został właśnie Kaźmierczak.

– Między Kaźmierczakiem a Wachowskim od dawna trwa silny sojusz. Wszędzie chodzą razem, często można zauważyć ich palących razem papieroska. Łączy ich długofalowy interes polityczny – słyszę od moich informatorów.

Rola wspieranego przez Kaźmierczaka Wachowskiego wewnątrz związku rosła z roku na rok. Wystarczy raz jeszcze spojrzeć na nasz tekst z zeszłego tygodnia: to on negocjuje i ogłasza umowy ze sponsorami, to on szumnie otwiera Centrum VAR, to on – a nie Kulesza – pojawia się na rozmowach w ministerstwie.

Reklama

W pewnym momencie Łukaszowi zaczęło chyba świtać w głowie: „Przecież faktycznie to ja tak naprawdę rządzę związkiem”. Dlatego łatwo było mu uwierzyć w wizję, którą roztoczył przed nim Adam [Kaźmierczak – przyp.], że w kolejnym rozdaniu może zostać prezesem PZPN – twierdzi jeden z rozmówców.

Kulesza stawia na Syczewską. „Ma być przeciwwagą”

Z moich źródeł w PZPN dowiaduję się także, że ostatnie działania Wachowskiego nie przeszły niezauważone przez prezesa Kuleszę. A nawet więcej: prezes miał poczuć się zaniepokojony „rozpychaniem się łokciami” swojego sekretarza generalnego i stojącego za nim Kaźmierczaka.

Odpowiedzią na aktywność Wachowskiego ze strony prezesa miało być niedawne mianowanie Agnieszki Syczewskiej, wieloletniej współpracowniczki Kuleszy z czasów Jagiellonii, dyrektorką biura zarządu PZPN. Ta stanowisko – zajmowane wcześniej przez Piotra Szefera – objęła w sierpniu po… czterech latach wakatu.

Reklama

Cezary Kulesza i w tle Agnieszka Syczewska

Awans Agnieszki został odebrany jako swego rodzaju przeciwwaga dla rosnącej pozycji Łukasza. Tym bardziej, że ich napięte relacje nie są dla nikogo tajemnicą – komentuje jeden z pracowników PZPN.

Ostatnio Czarek zaczął przyglądać się poczynaniom Wachowskiego. I zauważył, że tam, gdzie sukces, tam pojawia się jego twarz. A porażka zawsze ma oblicze Czarka… – dodaje inny.

I jako przykład podaje finał Superpucharu Polski, gdy kibice mało przyjemną oprawą „pozdrowili” szefa polskiej piłki. Zwłaszcza, że sam pomysł nagłego przeniesienia meczu do Wrocławia miał wyjść właśnie od sekretarza generalnego. Ta skończyła się falą krytyki, wściekłością klubów i zapowiedziami bojkotu ze strony kibiców.

Reklama

Łukasz z Adamem wpakowali Kuleszę na minę. Pomysł był nieprzygotowany, robiony na ostatnią chwilę. Doprowadził do dzikiej awantury i konieczności wycofania się z niego rakiem. Na końcu na oprawie wylądował Czarek, a Łukasz się schował – komentuje jeden z działaczy.

Afera z Centrum VAR i klapa MŚ U20 kobiet

Moi informatorzy twierdzą, że Kulesza w ostatnim czasie zaczął z irytacją spoglądać na sytuacje, gdy Wachowski chętnie ogrzewa się w blasku fleszy, ale znika, gdy pojawiają się problemy.

Reklama

To przecież Wachowski odpowiadał w pełni za uruchomienie Centrum VAR i razem z Adamem Kaźmierczakiem szumnie otwierał je w mediach. Gdy wybuchła wokół niego afera i sprawa stała się głośna, prezes przeprowadził dochodzenie i to, co ustalił, niezbyt przypadło mu do gustu – twierdzi osoba będąca blisko zarządu PZPN.

Przypomnijmy: skandal dotyczący funkcjonowania Centrum VAR wybuchł, gdy na łamach Weszło ujawniliśmy list sędziego Pawła Sokolnickiego, skierowany do władz PZPN. Były asystent Szymona Marciniaka ujawniał w nim serię nieprawidłowości, w tym choćby przy rysowaniu linii spalonego, która – jego zdaniem – „bardziej przypomina wróżenie z fusów niż rzetelną ocenę stanu faktycznego”.

Innym punktem zapalnym w relacjach między Kuleszą a Wachowskim ma być organizacja mundialu do lat 20 kobiet. – Łukasz pokazywał się jako gospodarz, witał w Katowicach Gianniego Infantino, ale organizacja turnieju okazała się spektakularną klapą – twierdzi mój informator.

Średnia frekwencja na mistrzostwach nie przekracza dotychczas siedmiuset widzów i prawdopodobnie będzie zdecydowanie najgorszą w historii tego turnieju. Niższą nawet niż wówczas, gdy turniej organizowała… Papua Nowa Gwinea.

Reklama

Do tego dochodzi zamieszanie związane z masową utratą sponsorów. Gdy PZPN udało się przedłużyć umowę z FAKRO, współpracę ogłaszał duet Wachowski – Kaźmierczak. Tylko że związek na tym polu ponosi ostatnio porażkę za porażką. Z federacją w ostatnich tygodniach pożegnały się już takie firmy jak InPost (pełnił rolę sponsora strategicznego), TCL oraz Staropolanka, a niedługo do tej listy ma dołączyć także Biedronka (zastąpi ją Lidl).

Pod odejściami sponsorów – i utratą dużych pieniędzy – nie chce się podpisać już nikt.

Reklama

Sprawa Publiconu. „Ogromna rysa na wizerunku”

Wiarygodność Wachowskiego w oczach działaczy podkopała też sprawa kontrowersyjnej umowy z firmą Publicon. O niekorzystnych dla związku warunkach umowy długo mówiono szeptem, aż w listopadzie zeszłego roku TVN wyemitował materiał „W związku z pieniędzmi”. W nim ujawniono, że federacja miała gwarantować pośrednikowi minimum 4,4 mln złotych rocznie z tytułu sprzedaży licencji i nowych produktów, nawet jeśli… sama zarobi mniej. Publicon miał brać też pieniądze nawet od umów, których nie wynegocjował, a PZPN nie miał możliwości wypowiedzenia tej umowy.

Pod dokumentem znajdowały się podpisy Henryka Kuli, ówczesnego wiceprezesa oraz właśnie Wachowskiego.

To właśnie on na zarządzie przekonywał wszystkich, że jest to najlepsza możliwa umowa. Wszystko skończyło się skandalem – słyszę.

Gdyby sprawa nie przedostała się do mediów, w życie weszłoby automatyczne przedłużenie umowy o kolejnych pięć lat. Ostatecznie związek, pod olbrzymią presją, wypowiedział umowę pośrednikowi.

Reklama

– Sprawa Publiconu to ogromna rysa na wizerunku Łukasza. Wielu członków zarządu pamięta mu to do dziś. Zwłaszcza, że wyglądało to tak, jakby chciał ukryć szczegóły umowy przed nowym zarządem – mówi mi jeden z najbardziej znanych piłkarskich działaczy.

Działacze sceptyczni wobec kandydatury Wachowskiego

Zwiększoną aktywność Wachowskiego zauważają niemal wszyscy pracownicy PZPN. I jednoznacznie odbierają ją jako wstęp do długiej kampanii.

Łukasza jest ostatnio wszędzie pełno. Pojawia się w mediach, bryluje na stronie związku, chwali się zdjęciami z Infantino ­– dzielą się swoimi obserwacjami działacze.

Reklama

Tylko w ostatnim tygodniu Wachowski publicznie komentował m.in. zamieszanie w Kolegium Sędziów, aferę z udziałem Adriana Siemieńca oraz plan na najbliższe zgrupowanie reprezentacji Polski. Kulesza nie zabierał głosu w żadnym z tych tematów.

– Może w zakresie obowiązków sekretarza jest też rola rzecznika związku? – ironizuje jeden z rozmówców.

Ale inny nie ma już wątpliwości:

Łukasz wyraźnie wziął do siebie hasło Narodowego Modelu Gry: i gra proaktywnie z inicjatywą! Ewidentnie przeszedł do ofensywy. Schudł, założył Instagrama, nawet wydzwania na „pogaduchy”. Choć wcześniej trudno było się do niego dodzwonić. Telefonu nie odbierał nawet od najważniejszych osób w związku ­– opowiada, nie kryjąc delikatnego rozbawienia.

Reklama

W zdecydowanej większości głosów da się jednak wyczuć mocno sceptyczny ton wobec tej kandydatury.

Nikt nie zabrania marzyć, ale… nie widzę szans na powodzenie takiego projektu. Łukasz nie ma poparcia ani baronów, ani tym bardziej klubów. Nie jest Czarkiem, tylko jego człowiekiem do wszystkiego. To zdecydowanie za mało – twierdzi jeden z moich rozmówców. I dodaje: – Sawickiemu też kiedyś przyśniło się, że może zostać prezesem po Bońku. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te marzenia.

Inny stwierdza: – Może lepiej, że by Wachowski skupił się na robocie? Bo z boku wygląda to dziwnie. Centrum VAR płonie, sponsorzy odchodzą, a sekretarz generalny zajmuje się głównie autopromocją.

Reklama
3 komentarze
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama