Manchester City wygrał z Manchesterem United 1:0 na Old Trafford, mimo że przez większą część spotkania grał w dziesiątkę. Decydującego gola strzelił Erling Haaland, ale Pro Ref przyznało po meczu, że przy analizie tej sytuacji doszło do „błędu w ocenie”. VAR powinien był zalecić sędziemu głównemu ponowne obejrzenie akcji.
Haaland strzelił, VAR wkroczył do akcji
Pierwsze w tym sezonie derby Manchesteru miały niezwykle kontrowersyjny przebieg. Już od 23. minuty Manchester City musiał radzić sobie w dziesiątkę. Phil Foden został wyrzucony z boiska za brutalne zachowanie po tym, jak kopnął Bruno Fernandesa. Decyzję o czerwonej kartce potwierdził również VAR.
Osłabiony zespół Enzo Mareski długo skutecznie się bronił, a w 60. minucie wyprowadził decydujący cios. Erling Haaland wykorzystał dośrodkowanie i skierował piłkę do siatki.
Sędzia Michael Oliver początkowo gola nie uznał z powodu spalonego. Norweg znajdował się bowiem przed Patrickiem Dorgu, a w kierunku dośrodkowania ruszał również Enzo Fernández, który znajdował się na pozycji spalonej.
Wówczas do akcji wkroczył VAR.
Fernández nie dotknął piłki, ale miał wpływ na akcję
Analiza wykazała, że Haaland znajdował się na prawidłowej pozycji. VAR uznał również, że Fernández, mimo przebywania na spalonym, nie dotknął piłki. W efekcie rekomendacja dla Olivera była jasna – gol powinien zostać uznany.
#MUNMCI – 59’ VAR OVERTURN
VAR checked the referee’s call of no goal for offside – and determined that Haaland was in an onside position and recommended that the goal was awarded.
The VAR also deemed that while in an offside position, Fernandez didn’t play the ball. pic.twitter.com/TyTip3ACIh
— Premier League Match Centre (@PLMatchCentre) September 13, 2026
I właśnie w tym miejscu doszło do błędu.
Pro Ref, czyli angielska organizacja odpowiedzialna za sędziowanie, przyznała po spotkaniu, że VAR nie uwzględnił wpływu pozycji Fernándeza na przebieg akcji.
Pomocnik Manchesteru City wyraźnie ruszył do piłki, znajdując się kilka metrów przed bramką. Był przy tym kryty przez Lisandro Martíneza. Argentyńczyk absorbował uwagę obrońcy Manchesteru United, a dzięki temu Haaland pozostał niepilnowany przy dalszym słupku.
Przepisy mówią jasno, że zawodnik może zostać uznany za spalonego również wtedy, gdy próbuje ewidentnie zagrać znajdującą się blisko piłkę i jego zachowanie wpływa na przeciwnika.
Pro Ref przyznało się do błędu
Po spotkaniu Pro Ref wydało komunikat, w którym przyznało, że VAR powinien był poprosić Michaela Olivera o samodzielne obejrzenie całej sytuacji.
„VAR nie rozpoznał prawdopodobnego wpływu jego pozycji na przebieg akcji i powinien był zalecić sprawdzenie sytuacji na boisku”.
Organizacja skontaktowała się również z Manchesterem United, aby poinformować klub o błędzie. Jednocześnie zapowiedziano szczegółową analizę całego zdarzenia.
Co istotne, podczas meczu oficjalny Match Centre Premier League tłumaczył decyzję niemal dokładnie w ten sposób, w jaki później zrobił to VAR: Haaland był na pozycji prawidłowej, a Fernández nie dotknął piłki. Dopiero późniejsza analiza Pro Ref wykazała, że należało uwzględnić również wpływ zachowania pomocnika na przeciwnika.
Carrick nie krył oburzenia
Decyzja wzbudziła ogromne emocje również wśród przedstawicieli Manchesteru United. Michael Carrick po końcowym gwizdku przyznał, że uznanie bramki jest dla niego „niepokojące”.
– Po prostu tego nie rozumiem. Naprawdę nie. Nie mogę zrozumieć, jak przy tylu warstwach mających pomagać sędziom, tylu osobach, ekranach i całym systemie wciąż dochodzi do takich decyzji – powiedział trener United.
Carrick zwrócił uwagę przede wszystkim na zachowanie Fernándeza.
– Jeśli tak interpretuje się przepisy, że nie przeszkadzasz w grze, kiedy rzucasz się do piłki sześć jardów od bramki i niemal jej dotykasz, to jest to niepokojące. Zwłaszcza jeśli linia spalonego była na początku trochę wątpliwa – stwierdził.
Manchester City ostatecznie utrzymał prowadzenie i wygrał 1:0. Po trzech kolejkach zajmuje drugie miejsce w tabeli Premier League, natomiast Manchester United spadł na 13. pozycję.
Warto zwrócić uwagę, że niesłusznie uznany gol Haalanda to nie jedyna duża kontrowersja w tej kolejce. W spotkaniu Sunderlandu z Arsenalem sędzia John Brooks podyktował rzut karny dla gospodarzy po rzekomym faulu Ezriego Konsy na Danie Ballardzie. Powtórki jasno pokazały, że obaj zawodnicy łapali się w polu karnym, a tym aktywniejszym był wręcz piłkarz Sunderlandu. Z perspektywy sportowej ta sytuacja nie miała jednak tak dużego znaczenia, bo rzut karny obronił bramkarz Arsenalu, David Raya, a mistrzowie Anglii wygrali mecz 2:0.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix