Na co komu napastnik? Manita Barcelony (kolejna) na start Ligi Mistrzów

Braian Wilma

Autor:Braian Wilma

09 września 2026, 20:41 • 4 min czytania 12

Reklama
Na co komu napastnik? Manita Barcelony (kolejna) na start Ligi Mistrzów

Czy to będzie ten sezon? Od ostatniego triumfu Barcelony w Lidze Mistrzów minęło już 11 lat. Po Luisie Enrique próbowało już wielu trenerów, jednak żaden z nich nie doprowadził Dumy Katalonii do kolejnego finału tych rozgrywek. W poprzednich dwóch sezonach sztuka ta nie udała się także kochanemu przez kibiców Hansiemu Flickowi. Wiadomo, że najważniejsze jest, jak mężczyźni kończą, ale warto pochwalić początek sezonu Barcy, która marsz po Ligę Mistrzów rozpoczęła od wysokiego zwycięstwa nad Feyenoordem.

Reklama

Strugi deszczu lały się od samego początku spotkania na Spotify Camp Nou. Nic więc dziwnego, że dwaj zsynchronizowani defensorzy Feyenoordu omal nie wyjechali poza stadion, kiedy przepięknie przełożył ich Raphinha i już w trzeciej minucie otworzył wynik. Powtórki tej akcji będziemy oglądać zapewne przez kolejne miesiące – z taką gracją zrobił to Brazylijczyk.

Barcelona jak walec. Kolejna manita mistrzów Hiszpanii

Rozpoczął się już trzeci sezon pełnej sukcesów kadencji Hansiego Flicka, podczas której Barcelona wygrała m.in. dwa mistrzostwa Hiszpanii. Każda osoba w klubie powtarza jednak na każdym kroku, że celem nadrzędnym na najbliższe miesiące jest Liga Mistrzów, z której podopieczni niemieckiego szkoleniowca odpadali ostatnio na etapie półfinału i ćwierćfinału.

Reklama

Czy tym razem się uda? Bez klasycznego napastnika może być o to niesłychanie trudno, tak jak trudno mówić, że jest takim sprowadzony z Arsenalu Gabriel Jesus. Dziewiątka z prawdziwego zdarzenia może okazać się nieoceniona w najważniejszych fazach, jednak na ten moment zawodnicy Blaugrany po prostu rozjeżdżają każdą napotkaną przeszkodę. Mistrzowie Hiszpanii zanotowali komplet zwycięstw w czterech dotychczasowych kolejkach La Ligi, a aż w trzech z tych spotkań strzelali po pięć goli (z Elche, Rayo Vallecano i Valencią). Ogromny udział miał w tym Raphinha, który ma na koncie już sześć ligowych trafień.

W starciu z Feyenoordem piłkarze Barcelony grali i strzelali tak, że aż niebo przestało tak rzęsiście płakać i nieco rozpromieniło się nad Spotify Camp Nou. Nic dziwnego, skoro Karim Adeyemi od niechcenia strzela gola, takiego jak ten:

Reklama

Swoje okazje mieli też zawodnicy gości, a tak właściwie to Anis Hajd Moussa, który nie bał się wchodzić w drybling. Raz o mało nie przyniosło to rzutu karnego, kiedy zatrzymał go Pau Cubarsi. Nieco później skrzydłowy minął Christensena i oddał groźny strzał, natomiast bez zarzutu między słupkami spisał się Joan Garcia.

Kiedy grasz z rywalem pokroju Barcelony, musisz wykorzystywać swoje szanse. Jeśli tego nie robisz, tylko kusisz los i prosisz się o kolejne ciosy. Tym bardziej że rozhulał się Lamine Yamal, który zapraszał kolejnych przeciwników do tańca i sam był bliski zdobycia pięknej bramki zza pola karnego, ale nie dokręcił piłki. Jeszcze bliżej w końcówce pierwszej połowy był grający z lewej strony Joao Cancelo, który bez problemu zwiódł Givairo Reada, ale huknął tylko w słupek.

Pechowy Nacho Ferri

Po zmianie stron Barcelona nie forsowała tempa, a mimo to co jakiś czas stwarzała ogromne zagrożenie pod bramką Tjarka Ernsta. Było tak w 57. minucie, kiedy kapitalnym podaniem do Raphinhi popisał się Pedri. Brazylijczykowi nie pozostało wówczas nic innego, jak wpakowanie piłki do siatki po raz drugi.

Akcja bramkowa Dumy Katalonii przedzieliła dwie pechowe akcje Feyenoordu z Nacho Ferrim w roli głównej. Hiszpański napastnik pokonał bowiem Joana Garcię i to dwukrotnie, ale w obu tych sytuacjach sędzia anulował gole przez spalonego. O dużym niefarcie Ferri może mówić zwłaszcza w drugiej sytuacji – na minimalnym spalonym kilka podań przed jego strzałem znajdował się Zechiel.

Reklama

Później to piłkarze gości podarowali gola Lamine’owi Yamalowi, który pokonał bramkarza po strzale z rzutu wolnego. Pomyślicie – gol z rzutu wolnego – to musiał być piękny strzał. Akurat nie tym razem. Młody Hiszpan uderzył idealnie tam, gdzie stał, a raczej gdzie powinien stać mur. Tyle że ustawieni w nim zawodnicy Feyenoordu rozstąpili się i Ernst nie miał szans.

Na plus dla Feyenoordu fakt, że w końcówce udało się zmazać zero po stronie strzelonych goli, po akcji dwójki zmienników. W 82. minucie ładne zagranie Goncalo Borgesa z prawej strony wykorzystał bowiem Sam Steijn.

Reklama

Ostatni głos w tej potyczce należał jednak do gospodarzy. Chwilę po trafieniu Steijna premierową bramkę w nowych barwach zdobył Gabriel Jesus, który popisał się znakomitym strzałem głową po wrzutce Lamine’a Yamala. Na strzelenie gola Brazylijczyk potrzebował dwóch minut. O tym, że główka u niego pracuje, mogliśmy przekonać się jeszcze w doliczonym czasie gry, kiedy jego kolejny strzał wylądował na poprzeczce.

FC Barcelona – Feyenoord 5:1 (2:0)

  • 1:0 – Raphinha 3′
  • 2:0 – K. Adeyemi 22′
  • 3:0 – Raphinha 57′
  • 4:0 – L. Yamal 77′
  • 4:1 – S. Steijn 82′
  • 5:1 – G. Jesus 85′

Fot. Newspix

12 komentarzy
Braian Wilma

Miłośnik piłki w każdej postaci. Dziennikarskie szlify zbierał w portalu Futbol News. Od dziecka śledził rozgrywki Premier League, jednak z wiekiem dorósł do prawdziwego futbolu rodem z Ekstraklasy. Jako, że lepiej mu w niebieskim, to szczególnie obserwuje poczynania Lecha i Chelsea.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Wisła Kraków doceniona przez Siemieńca. „Zespół na wskroś ofensywny”

Mikołaj Duda
2
Wisła Kraków doceniona przez Siemieńca. „Zespół na wskroś ofensywny”

Liga Mistrzów

Reklama
Ekstraklasa

Wyjaśnione. Za rok dwa polskie zespoły z miejscem w fazie ligowej

AbsurDB
46
Wyjaśnione. Za rok dwa polskie zespoły z miejscem w fazie ligowej