Barcelona rozpaliła grilla. I upiekła na nim Valencię

Sebastian Warzecha

06 września 2026, 18:30 • 4 min czytania 1

Reklama
Barcelona rozpaliła grilla. I upiekła na nim Valencię

FC Barcelona mogła upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Wygrana z Valencią nie tylko dałaby im kolejne trzy punkty do dorobku, ale też pozwoliła odskoczyć od Realu Madryt, który w piątek przegrał z Betisem. Grill rozpalony przez Katalończyków okazał się pracować sprawnie, bo podopieczni Hansiego Flicka z rywalami nie mieli problemu. A w roli szefów grilla wystąpili Lamine Yamal i Fermin Lopez.

Reklama

Barcelona ograła Valencię. Yamal i Fermin czarowali

Mało brakowało, a duża część kibiców Valencii weszłaby na mecz już przy 0:2. Urządzany na trybunach Mestalla był bowiem protest – grupa najbardziej zagorzałych fanów z Curva Nord postanowiła odpuścić pierwszych 19 minut i wejść na stadion dopiero po nich. „W ramach sprzeciwu wobec sposobu zarządzania klubem i obecnych władz pozostaniemy na ulicy” pisali w komunikacie. Zarządzanie Valencią faktycznie już od lat jest fatalne, okienko transferowe też nie imponowało.

A i początek sezonu był beznadziejny – na inaugurację remis z Celtą Vigo, a potem dwie porażki: z Betisem i Deportivo.

Generalnie w ostatnich latach z wielkiej jak na hiszpańskie warunki firmy – kiedyś marki numer trzy, po Realu i Barcelonie, potem mocnej czwórki – zostało już mało co. Ostatni raz w TOP 4 była ekipa Nietoperzy w sezonie 2018/19. A potem? Potem nigdy nie wyszli już ponad miejsce dziewiąte, które… zajmują co drugi sezon. W kampanii 2022/23 omal z ligi nie spadli, skończyli ostatecznie na 16. miejscu. Jest więc w Walencji od dłuższego czasu słabo, po prostu.

Reklama

Mecz na Mestalla też to pokazał. Bo to nawet nie to, że Valencia z Barceloną przegrała. Ona po prostu się jej nie postawiła, oddała ten mecz właściwie już w pierwszych minutach.

Dwa ciosy, a mogło być więcej

Na boisku było, jako się rzekło – gdy kibice wchodzili na stadion, Valencia już przegrywała. W 6. minucie piłkę górą do Lamine’a Yamala zagrał Fermin Lopez, a skrzydłowy Barcelony popisał się świetnym, technicznym strzałem, przerzucając piłkę nad Stole Dimitrievskim. Tak to się zaczęło i był to tylko początek tego barbecue. Bo niedzielne popołudnie w Walencji, przy ciepłej, przyjemnej aurze okazało się idealne właśnie na grilla. Choć miejscowi kibice woleliby pewnie, żeby to nie ich ekipa występowała w roli tej wrzuconej na rożen.

Valencia była jednak zupełnie bezradna. Już w 9. minucie Yamal trafił po raz drugi – znów po podaniu Fermina – ale minimalny spalony uratował gospodarzy. Tylko dzięki niemu fani na Curva Nord wchodzili przy jednobramkowej stracie.

Reklama

I przez jakieś dwie minuty po wejściu mogli mieć jeszcze nadzieje. A potem trafił Fermin. Piłka doszła do niego po zamieszaniu w polu karnym, zagrał mu Anthony Gordon. Hiszpan dołożył nogę, trafił przy dalszym słupku i Los Ches byli już solidnie przypieczeni. Do przerwy jednak nieco ten ogień rozpalony pod nimi przygasł… choć w zasadzie nie powinien. Barcelona miała kolejne okazje, kreowała je w zasadzie bez wysiłku, obrońcy rywali momentami zdawali się robić wszystko poza przeszkadzaniem napastnikom.

A zawodnicy Blaugrany z tego korzystali, brakowało im jedynie odpowiedniego wykończenia, by Valencię już kompletnie pogrążyć w pierwszej połowie. Z kolei gospodarze jedynie pod koniec połowy mieli ze dwie sytuacje, w których mogli trafić do siatki, ale Joan Garcia też zrobił swoje.

I to było w zasadzie tyle ze stawiania się Valencii w tym meczu.

Reklama

Manita. Barcelona bez litości

Po przerwie nie było litości. Już w 50. minucie trafił Raphinha, właściwie zamykając jakiekolwiek dyskusje o tym, co może się stać w tym spotkaniu. Scenariusz od tego momentu właściwie był tylko jeden – uspokojenie sytuacji przez Barcelonę i spokojna wymiana piłki, dociągając tak do końca meczu. Nie zdziwiłoby w sumie nikogo, gdyby piłkarze z Mestalla przy okazji prosili rywali o to, by ci już zdjęli ich z tego grilla, żeby tylko nie wrzucali kolejnych bramek.

Przez jakiś czas faktycznie Barcelonie się nie chciało. Bo i po co się męczyć, skoro za rogiem pierwszy mecz w Lidze Mistrzów, a Nietoperze nie są w stanie niczego na tej murawie zrobić?

Tak więc Duma Katalonii się nie męczyła. Ale ostatecznie wyszło, że z Valencią i bez wysiłku można zdobyć kolejne gole. Konkretnie dwa. Najpierw do siatki po akcji z Danim Olmo trafił Pedri, który chwilę później zszedł zresztą z boiska (w jego miejsce wszedł debiutujący Gabriel Jesus). A potem zrobił to jeszcze Lamine Yamal, zdobywając drugiego gola w tym spotkaniu, a decydujące podanie znów zaliczył Olmo. W zasadzie tego trafienia nikt już przesadnie nie świętował.

Bo i świętować przesadnie nie było czego – Barcelona pokonała, owszem, Valencię, ale nie TĘ Valencię. Na dziś Nietoperze to jeden z kandydatów do spadku, być może nawet główny. Barca zrobił więc dokładnie to, co zrobić miała.

Reklama

I to cała historia tego spotkania.

Fot. Newspix

1 komentarz
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

La Liga

Reklama
La Liga

Betis oddał wychowanka. Łzy, Finansowe Fair Play i powrót syna marnotrawnego

Adrian Mańko
1
Betis oddał wychowanka. Łzy, Finansowe Fair Play i powrót syna marnotrawnego
La Liga

Mourinho grzmi po porażce Realu Madryt. „Zasłużyliśmy na zwycięstwo”

Adrian Mańko
4
Mourinho grzmi po porażce Realu Madryt. „Zasłużyliśmy na zwycięstwo”