FC Barcelona mogła upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Wygrana z Valencią nie tylko dałaby im kolejne trzy punkty do dorobku, ale też pozwoliła odskoczyć od Realu Madryt, który w piątek przegrał z Betisem. Grill rozpalony przez Katalończyków okazał się pracować sprawnie, bo podopieczni Hansiego Flicka z rywalami nie mieli problemu. A w roli szefów grilla wystąpili Lamine Yamal i Fermin Lopez.
Barcelona ograła Valencię. Yamal i Fermin czarowali
Mało brakowało, a duża część kibiców Valencii weszłaby na mecz już przy 0:2. Urządzany na trybunach Mestalla był bowiem protest – grupa najbardziej zagorzałych fanów z Curva Nord postanowiła odpuścić pierwszych 19 minut i wejść na stadion dopiero po nich. „W ramach sprzeciwu wobec sposobu zarządzania klubem i obecnych władz pozostaniemy na ulicy” pisali w komunikacie. Zarządzanie Valencią faktycznie już od lat jest fatalne, okienko transferowe też nie imponowało.
A i początek sezonu był beznadziejny – na inaugurację remis z Celtą Vigo, a potem dwie porażki: z Betisem i Deportivo.
Generalnie w ostatnich latach z wielkiej jak na hiszpańskie warunki firmy – kiedyś marki numer trzy, po Realu i Barcelonie, potem mocnej czwórki – zostało już mało co. Ostatni raz w TOP 4 była ekipa Nietoperzy w sezonie 2018/19. A potem? Potem nigdy nie wyszli już ponad miejsce dziewiąte, które… zajmują co drugi sezon. W kampanii 2022/23 omal z ligi nie spadli, skończyli ostatecznie na 16. miejscu. Jest więc w Walencji od dłuższego czasu słabo, po prostu.
Mecz na Mestalla też to pokazał. Bo to nawet nie to, że Valencia z Barceloną przegrała. Ona po prostu się jej nie postawiła, oddała ten mecz właściwie już w pierwszych minutach.
Dwa ciosy, a mogło być więcej
Na boisku było, jako się rzekło – gdy kibice wchodzili na stadion, Valencia już przegrywała. W 6. minucie piłkę górą do Lamine’a Yamala zagrał Fermin Lopez, a skrzydłowy Barcelony popisał się świetnym, technicznym strzałem, przerzucając piłkę nad Stole Dimitrievskim. Tak to się zaczęło i był to tylko początek tego barbecue. Bo niedzielne popołudnie w Walencji, przy ciepłej, przyjemnej aurze okazało się idealne właśnie na grilla. Choć miejscowi kibice woleliby pewnie, żeby to nie ich ekipa występowała w roli tej wrzuconej na rożen.
Valencia była jednak zupełnie bezradna. Już w 9. minucie Yamal trafił po raz drugi – znów po podaniu Fermina – ale minimalny spalony uratował gospodarzy. Tylko dzięki niemu fani na Curva Nord wchodzili przy jednobramkowej stracie.
𝐘𝐀𝐌𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐋! 😍
Kolejny błysk geniuszu! FC Barcelona prowadzi! 🔥
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/kfk01HK0fo pic.twitter.com/tkglLxhERq
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 6, 2026
I przez jakieś dwie minuty po wejściu mogli mieć jeszcze nadzieje. A potem trafił Fermin. Piłka doszła do niego po zamieszaniu w polu karnym, zagrał mu Anthony Gordon. Hiszpan dołożył nogę, trafił przy dalszym słupku i Los Ches byli już solidnie przypieczeni. Do przerwy jednak nieco ten ogień rozpalony pod nimi przygasł… choć w zasadzie nie powinien. Barcelona miała kolejne okazje, kreowała je w zasadzie bez wysiłku, obrońcy rywali momentami zdawali się robić wszystko poza przeszkadzaniem napastnikom.
A zawodnicy Blaugrany z tego korzystali, brakowało im jedynie odpowiedniego wykończenia, by Valencię już kompletnie pogrążyć w pierwszej połowie. Z kolei gospodarze jedynie pod koniec połowy mieli ze dwie sytuacje, w których mogli trafić do siatki, ale Joan Garcia też zrobił swoje.
I to było w zasadzie tyle ze stawiania się Valencii w tym meczu.
Manita. Barcelona bez litości
Po przerwie nie było litości. Już w 50. minucie trafił Raphinha, właściwie zamykając jakiekolwiek dyskusje o tym, co może się stać w tym spotkaniu. Scenariusz od tego momentu właściwie był tylko jeden – uspokojenie sytuacji przez Barcelonę i spokojna wymiana piłki, dociągając tak do końca meczu. Nie zdziwiłoby w sumie nikogo, gdyby piłkarze z Mestalla przy okazji prosili rywali o to, by ci już zdjęli ich z tego grilla, żeby tylko nie wrzucali kolejnych bramek.
Przez jakiś czas faktycznie Barcelonie się nie chciało. Bo i po co się męczyć, skoro za rogiem pierwszy mecz w Lidze Mistrzów, a Nietoperze nie są w stanie niczego na tej murawie zrobić?
Tak więc Duma Katalonii się nie męczyła. Ale ostatecznie wyszło, że z Valencią i bez wysiłku można zdobyć kolejne gole. Konkretnie dwa. Najpierw do siatki po akcji z Danim Olmo trafił Pedri, który chwilę później zszedł zresztą z boiska (w jego miejsce wszedł debiutujący Gabriel Jesus). A potem zrobił to jeszcze Lamine Yamal, zdobywając drugiego gola w tym spotkaniu, a decydujące podanie znów zaliczył Olmo. W zasadzie tego trafienia nikt już przesadnie nie świętował.
Bo i świętować przesadnie nie było czego – Barcelona pokonała, owszem, Valencię, ale nie TĘ Valencię. Na dziś Nietoperze to jeden z kandydatów do spadku, być może nawet główny. Barca zrobił więc dokładnie to, co zrobić miała.
I to cała historia tego spotkania.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix