Pogoń strzeliła gola po naprawdę ładnym i szybkim ataku pozycyjnym. Proszę sobie wyobrazić, że wydarzyła się taka sytuacja w Szczecinie. Kiedy wydawało się, że ma już w garści Wisłę Płock, to ta się wyrwała i pokazała język, atakując Portowców ich bronią – stałym fragmentem. Marcus Haglind-Sangre najpierw gospodarzom dał łatwo się objechać, a później zabrał, bo to on wyrównał na 1:1.
O Pogoni Szczecin głośno było już na kilka godzin przed meczem, a wszystko z powodu wpłacenia klauzuli odstępnego w wysokości ok. 300 tys. euro za najlepszego obecnie ligowego strzelca – Jordiego Sancheza. Przy okazji doszło do wymiany „uprzejmości” na linii Jarosław Królewski – Alex Haditaghi. Hiszpana tak szybko przetransportować się nie dało, więc jeszcze w tej kolejce mecz na szpicy rozpoczął Paul Mukairu. Dziwić może niechęć do wystawiania tam Jeana-Pierre’a Nsame (ostatnio w lidze ława i osiem minut w pucharze).
Chociaż… z drugiej strony wszedł on na pół godziny i przestało to już dziwić.
Dear @jarokrolewski I want to be very clear that we have enormous respect for Wisła Kraków community, for you personally, and for your club.
At the same time, Pogoń has acted properly, professionally and in accordance with the player’s contract and the applicable FIFA and PZPN… https://t.co/IE6b6GCAZZ
— Alex Haditaghi (@CanDisenchanted) September 7, 2026
Pogoń grała dużo w ataku pozycyjnym. Coś nowego
Jako że nic się za bardzo nie działo, to najpierw Jan Biegański postanowił stracić piłkę ok. 20 metrów od bramki dla emocji, a później Valentin Cojocaru powiedział „przebijam” i zaliczył jeden z swoich klasycznych „odpałów”. Przyjął piłkę tak, że zabrał mu ją Łukasz Sekulski. W kapitalny sposób swój błąd naprawił, broniąc nogą strzał Jorge Jimeneza. Nie będziemy jednak Rumuna chwalić za to, że sprzątnął z kuchenki mleko, które mu wikipiało, bo się zasiedział w telefonie.
Mecz generalnie wyglądał tak, że nawet jak ktoś coś zrobił dobrze, to oddawał piłkę do kolegi i… ten już robił coś źle. Działo się tyle, co nic. Dlatego Afonso Silva, który prosto z obrony popisał się takim naprawdę dobrym przeszywającym podaniem do Gallapeniego zasługiwał na uznanie. A tak to – na ściankę do Mukairu, do boku albo wolno po obwodzie. Strata, odbiór, złe podanie, strata, odbiór, złe podanie, strata…
Bramkarz po drugiej stronie, czyli Rafał Leszczyński, też pewnie nie zaczął. Miał jednak szczęście po tym, jak nie utrzymał piłki po strzale Mukairu, bo Ali, który ją dobił, znajdował się na pozycji spalonej. Ale pewna interwencja to nie była.
Trochę dziwnie było obserwować Pogoń grającą piłką, bo nie jest to norma dla tej drużyny, ale coś tam udało się nawet wykreować trójce Czurlinow-Ława-Mukairu. Macedończyk został zablokowany, a piłka trafiła pod nogi Jana Biegańskiego, który przyjął sobie na klatkę i huknął z woleja. Weszłoby mu to ekskluzywnie, ale ładną paradą popisał się Leszczyński. Dosłownie przy kolejnym rożnym znów musiał wykonać paradę (na spółę z Sekulskim) i w kilkanaście sekund zdecydowanie zatarł złe wrażenie po pierwszej interwencji.
Co Leszczyński wyprawia w bramce, to nie mam pytań. Tylko dzięki niemu, Petra jeszcze nie przegrywa.#POGWPŁ
— Norbert87CK (@Norbert87CK2) September 7, 2026
I tak najwięcej narobić się musiał Patryk Dziczek, który co chwilę bił albo rzuty rożne albo mocno rzucał z autu. I sprawiał tym zagrożenie. Po kornerze przecież strzelał Willen, a później po zamieszaniu z autu Keramitsis uderzył w słupek. Nie popisał się na pewno Tavares, który postanowił się zabawić w Janusza Chomontka i robić żonglerki, ale skończył na jednej i wchrzanił mu się głową Grek. Odrobina w bok i pomocnik musiałby przepraszać kolegów, że nie wywalił tej piłki w krzaki.
Stały fragment – to na pewno siedziało Portowcom, rywale czasami po nich głupieli. Z gry pozycyjnej było już trochę gorzej, a i należało uważać, bo choćby dwa razy Churlinow źle się zachował w obronie – raz nie nadążył za Kunem, innym razem bezmyślnie wszedł wślizgiem na raz.
Do przerwy dłuższymi momentami było nudno i niechlujnie, ale też nie róbmy z tego całkowitego paździerza, bo kilka parad bramkarzy obejrzeliśmy.
Jan Biegański trochę się na gola naczekał, ale nie dał on wygranej
Może i trochę bolały zęby od gry pozycyjnej Pogoni, ale za to gola strzeliła takiego, jakiego nie powstydziłaby się FC Barcelona, Manchester City czy PSG!
Od początku wszystko było w tempie. Szybko poklepali Keramitsis, Biegański i Dziczek, zagrali na lewo, a tam Benjamin Mendy wykonał chyba pierwszy swój sprint (wiedział kiedy!). Wiślacy wybili, lecz Portowcy ponowili akcję do lewej strony, a tam Mendy zagrał piętą, Czurlinow minął Haglinda-Sangre, nie dał mu rady też Tavares. Rywale znów wybili, jednak prosto pod nogi Jana Biegańskiego, który strzelił pierwszego gola na poziomie Ekstraklasy. Czekał na to 52 mecze!
Czurlinow może i w obronie się trochę w pierwszej części spóźniał, ale za to przebojowym rajdem i ograniem dwóch rywali pokazał po co został do Szczecina sprowadzony.
Pamiętacie jak Pogoń stworzyła zagrożenie po aucie i po rożnym? Wisła Płock pomyślała, że – hej, przecież też tak możemy – i po dalekim wrzucie Radwańskiego, kilku podaniach, było naprawdę blisko, żeby Silva pokonał Cojocaru. Uderzył jednak za lekko, a pozycję miał świetną. Co nie udało się jemu, udało się kilka minut później Haglindowi-Sangre. Bardziej zdobył bazę, a nie bramkę, bo w zasadzie to wepchnął piłkę do siatki. Odkupił winy za to, że przy straconym golu dziecinnie łatwo zwiódł go Czurlinow.
Dzieje się w Szczecinie! Najpierw Biegański otwiera wynik, a chwilę później Haglind-Sangre wyrównuje ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/EqX6Z8CF41
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 7, 2026
W obie te akcje Płocczan zaangażowany był Olaf Kobacki i za to szacunek. To on podawał do Silvy, on też dał się sfaulować Czurlinowowi i po tym wolnym padła bramka. Bura dla Huseina Aliego, który po golu podrapał się po głowie, bo on z kolei piłki w pierwsze tempo nie wybił.
Wiśle się te stałe fragmenty mocno spodobały. Kamińskiemu też wiele nie brakowało, żeby pokonać Cojocaru, a zaczęło się od krótko rozegranego kornera. Chyba mało kto spodziewał się, że Nafciarze wrócą do tego meczu, a oni nie dość, że wrócili, to szli po więcej. Do czasu. Końcówka należała już bardziej do Portowców.
W 60. minucie na murawę wszedł Nsame, chociaż jak ktoś tej zmiany nie zanotował, to mógł ją zauważyć po jakichś kilkunastu. Praktycznie nie zaliczał kontaktów z piłką. Weszli też Czapliński i Acosta, a ofensywa Portowców trochę się ożywiła. Zwłaszcza wychowanek mógł zostać bohaterem, lecz w dogodnej sytuacji przekopał nad bramką. Jego przebojowość mogła się jednak podobać.
Pogoń Szczecin – Wisła Płock 1:1
- 52′ – Biegański 0:1
- 60′ – Haglind-Sangre 1:1
Fot. Newspix