Straszny to był mecz, najchętniej od razu byśmy o nim zapomnieli. Niecałe 1300 kibiców na stadionie Wisły Kraków, atmosfera jak na sparingu. Po jednej stronie bijąca głową w mur Wieczysta Kraków. Po drugiej Zagłębie Lubin, które momentami grało taki antyfutbol, że chyba nawet samo siebie zawstydzało, a przecież wiemy, że standardy w tym zakresie ekipa ta ma naprawdę wyśrubowane.
Goście do przerwy grali tak żenująco, że powinien być na to jakiś paragraf, Komisja Ligi może coś wymyślić. Miedziowi ustawili się na beniaminka jakby grali z Barceloną. 21% posiadania piłki, murarka całym zespołem, a w razie odbioru niech Reguła coś poszarpie, albo Kerk dogra z rzutu wolnego. No, są jeszcze rzuty z autu. Lubinianie wykonują je w sposób godny podziwu, tutaj akurat nie ma szyderki z naszej strony. Gorzej, jeśli w zasadzie to twój jedyny atut, a nie jesteś Puszczą Niepołomice.
Wieczysta Kraków – Zagłębie Lubin 1:1. Smutny mecz, smutny remis
Zagłębie, mimo tej całej padaki, po autach wykreowało sobie trzy bardzo dobre sytuacje. Przed przerwą Reguła zebrał drugą piłkę, miał sporo miejsca i chciał załadować pod poprzeczkę. Zamiast tego – załadował nad nią.
W drugiej odsłonie Ławniczak z bliska trafił w Cavlinę w zamieszaniu. Chorwacki bramkarz później się nie popisał. Źle wyszedł do piłki po wyrzucie Coliny, Nalepa go uprzedził i gdyby nie ratunkowa interwencja stojącego na linii Pestki, miałby na sumieniu zawalonego gola. A tak Zagłębie objęło prowadzenie dopiero w samej końcówce. Tym razem chodziło o krótko rozegrany rzut wolny z własnej połowy, Nalepa wrzucił sprzed linii końcowej i Ławniczak zdemolował rywali w powietrzu, dostawiając głowę.
Wieczysta chciała grać po swojemu. Nieraz nawet nieźle jej ta piłeczka chodziła w gąszczu rywali, ale na koniec zawsze czegoś brakowało. Ktoś przekombinował, ktoś zwlekał z decyzją, kogoś zawiodło przyjęcie i tak dalej. Pierwsze minuty były jeszcze niezłe, na przykład Semedo ograł Jakubę i wpadł w pole karne, ale Alomerović poradził sobie z jego strzałem. Z czasem było coraz więcej bezradności. Dość powiedzieć, że najgroźniej zrobiło się po interwencji głową Nalepy. Uprzedził Semedo, tyle że omal nie zdobył bramki samobójczej. Alomerovicia ocalił słupek.
Goście mieli wynik marzeń i go nie dowieźli
Zagłębie po zmianie stron wprowadziło od razu Sypka i Kosidisa, dzięki czemu grało odrobinę mniej odrażająco. Odrobinę. Kiedy już wcisnęło tego gola, byliśmy przekonani, że kto jak kto, ale ekipa, która nie wstydzi się skomasowanej obrony i dobrze się w niej czuje, spokojnie dowiezie wynik.
Nic z tych rzeczy, na tym polega cała ironia. Wieczysta wyrównała po centrze Fili i znakomitym zachowaniu Dujmovicia. Niczym rasowy snajper uprzedził Nalepę i dziubnął piłkę, nie dając szans Alomeroviciowi.
Niemal 90 minut spokojnego spotkania, aż w końcu… 😱
Końcówka w Krakowie nie zawiodła! Wieczysta 1:1 Zagłębie 👇
📺 Oglądaj @_Ekstraklasa_ w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/zioRHfTuf7
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 7, 2026
Jakby tego było mało, po chwili Ławniczak za krótko wycofywał, debiutujący De la Rosa przechwycił podanie, minął bramkarza, ale kąt był już za ostry. Szukał dogrania, nie udało się. I weź tu wybierz kogoś piłkarzem meczu.
Żeljko Kopić wywalczył pierwszy punkt jako trener Wieczystej, zapewniając sobie jeszcze przynajmniej tydzień pobytu w Grodzie Kraka. Zagłębie punktowo narzekać nie może, ale takie granie po prostu nie ma przyszłości. Są jakieś granice przyzwoitości.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix