Nie ma medalu. Serbki lepsze od polskich siatkarek

Sebastian Warzecha

06 września 2026, 17:21 • 6 min czytania 13

Reklama
Nie ma medalu. Serbki lepsze od polskich siatkarek

Serbki miały być w zasięgu. I zdaje się, że były, co pokazał trzeci set tego starcia. Nasze rywalki były jednak bezlitosne, wykorzystywały każdy przestój Polek, każdy błąd. A tych niestety było w tym spotkaniu zbyt dużo, by móc rywalizować o medal. Polskie siatkarki skończyły więc bez medalu mistrzostw Europy.

Reklama

Polskie siatkarki bez medalu. Oczekiwanie trwa

Siedem lat czekały polskie siatkarki na to, by znów grać o medale imprezy mistrzowskiej. Jednak aż 17 lat minęło od ostatniego takiego krążka – wtedy nasze zawodniczki były trzecie na mistrzostwach Europy, które rozgrywano u nas. Potem? Potem nie było już nic, bo powoli kończyło się wielkie pokolenie i odchodziły kolejne siatkarki, które zdobywały te medale. Nasza kobieca siatkówka popadła w kryzys i odżyła dopiero dobrą dekadę po tym brązie, gdy popracował przy niej solidnie Jacek Nawrocki.

Jego kadencja skończyła się jednak słabszymi wynikami i konfliktem z zawodniczkami. I znów wydawało się, że wiele rzeczy, które wypracowano, finalnie się rozleci. Zatrudniono jednak Stefano Lavariniego i Włoch zaczął to wszystko budować po swojemu.

Niedługo potem wpadły medale Ligi Narodów, Polki weszły też na igrzyska, zaczęły faktycznie rywalizować z ekipami ze światowej czołówki. Owszem, da się trochę zarzucić trenerowi – że ma swoje faworytki, że źle reaguje na boiskowe wydarzenia, że zbyt wolno wprowadza niektóre postaci do kadry. Z drugiej strony radzi sobie z kolejnymi brakami, kontuzjami czy przejściami na emeryturę i nadal dobrze tę kadrę buduje. Można go więc chwalić, można też sporo rzeczy zarzucić.

Reklama

Faktem pozostaje jedno: osiągnął z kadrą co najmniej najlepszy wynik od siedmiu lat. Wczorajsza porażka z Włochami tego akurat zmienić nie mogła.

Mógł za to mecz z Serbią. Bo gdyby Polki wygrały, to byłby to najlepszy wynik nie od siedmiu, a od wspomnianych 17 lat. A to kawał czasu, Maja Koput, która w kadrze ostatnio gra pierwsze skrzypce na środku, nieco wcześniej obchodziła drugie urodziny. Nie ma prawa pamiętać tego medalu. Tak więc zależeć mogło jej podwójnie – i nie tylko jej – na tym, by zdobyć własny. Do tego trzeba było jednak pokonać Serbki, a to miało być zadanie trudne.

Choć w zasięgu, to na pewno.

Dwa stracone sety

Nie zagrały Polki najlepiej w pierwszych dwóch partiach. Nie było w ich grze polotu, jakby brakowało wiary i nadziei na to, że da się z Serbkami wygrać. A przecież dla reprezentacji Serbii to mecz jak wiele innych – medale Serbki zdobywały na pięciu ostatnich mistrzostwach Europy. To Polkom powinno zależeć, one powinny walczyć ze wszystkich sił, żeby wywalczyć ten pierwszy od dawien dawna medal, żeby przestała to być zamierzchła historia.

Reklama

W pierwszych dwóch setach zupełnie nie było tego widać.

Owszem, zdarzały się dłuższe akcje, które Biało-Czerwone wygrywały. W końcu jednak dochodziliśmy do momentu, gdy nasze rywalki odskakiwały. Dobra obrona, skuteczny blok, świetna kontra – u Serbek wszystko w tych okresach zaczynało działać, a Polki po prostu nie potrafiły się dobić do boiska. Nie pomagały też rezerwowe, bo o ile w poprzednich meczach Paulina Damaske czy Julia Szczurowska dawały zmiany znakomite, bardzo reprezentacji pomagając, a na początku tego spotkania nie było w nich tego ognia, jakby wystrzelały się z Włoszkami. To szczególnie przypadek Szczurowskiej.

Reklama

Serbki więc Polkom odskakiwały i to solidnie. I to historia z obu pierwszych setów – w pierwszym z 10:7 dla Polek zrobiło się wkrótce 14:21. W drugim było dobrze do 12:12, gra wyglądała solidnie. A potem Serbki zdobyły cztery punkty z rzędu i tyle było z wyrównanej rywalizacji. Bo akurat ekipy takie jak Serbia z miejsca z przestojów Polek skorzystają. To, co było wybaczone w starciach grupowych – z Łotwą, Niemkami czy Słowenią – a nawet w ćwierćfinale z Holenderkami, tutaj przebaczone nie było. Tym bardziej, że nie do zatrzymania zdawała się Tijana Boskovic, która kończyła w zasadzie wszystko.

Polki wkrótce przegrywały więc dwoma setami.

Żyjemy… ale tylko przez chwilę

Trzecia partia zaczęła się fatalnie dla Polek – od 0:4. Wtedy jednak nasze zawodniczki się obudziły i zaczęły grać najlepszą siatkówkę. Nie, że w tym meczu – ogółem. Świetnie funkcjonował atak, pracowały blokiem, problemy rywalkom sprawiała nawet zagrywka. Obudziła się Magda Stysiak, dokładać zaczęły jej koleżanki, Justyna Łysiak znakomicie pracowała w obronie. Polki rozegrały w efekcie seta znakomitego, w którym kompletnie Serbkom uciekły.

Trzeba jednak zauważyć, że wpływ na postawę rywalek mógł mieć fakt, że halę opuścił Zoran Terzić, ich trener. Jak podawały media – z powodu zasłabnięcia. Na ławkę wrócił po 10 minutach. W każdym razie: Serbki w trzecim secie odstawały, grały znacznie gorzej, niż we wcześniejszej fazie spotkania. A Polki z tego skorzystały.

Reklama

Tyle że ostatecznie wszystko skończyło się tak, jak w starciu z Włoszkami, wczoraj – Biało-Czerwone stać było na wygranie jednego seta, ale tylko jednego. O ile w trzeciej partii przerwa na czas Lavariniego i jego przemowa dała efekt, o tyle w czwartym secie Polki znów traciły dystans. Tym razem po trochu, tu punkt, tam punkt. W końcu jednak Serbia miała pięć punktów przewagi i to przy stanie 15:20 z naszej perspektywy. W dodatku Lavarini nie mógł już wtedy ani prosić o challenge, ani wziąć przerwy na żądanie.

Nie było marginesu dla błędów. Żadnego. Polki mogły liczyć tylko na siebie.

Reklama

I próbowały, walczyły. Julia Szczurowska najpierw świetnie zaatakowała, potem została zablokowana, ale gdy weszła na zagrywkę, to z miejsca zdobyła punkt i zmusiła trenera rywalek do wzięcia przerwy na czas. Od tego, co wydarzy się po niej, miały zależeć losy medalu dla Polski. Najpierw Szczurowska przestrzeliła jednak minimalnie serwisem, a potem – po fenomenalnej akcji – nie trafiła w boisko Monika Lampkowska. Po chwili Serbki obiły nasz blok.

I miały sześć piłek meczowych. Potrzebowały jednej. Mecz skończyły blokiem.

Reklama

Polki nie zdobyły więc medalu. Po raz pierwszy za kadencji Stefano Lavariniego weszły jednak do strefy medalowej mistrzostw Europy. Oby to był tylko kolejny krok na drodze do najwyższych laurów. Natomiast wydaje się, że Serbia była w zasięgu. I trochę szkoda, że tego brązowego medalu nie ma. Z drugiej strony – nasza drużyna jest młoda, zebrała nowe doświadczenie.

Oby to zaprocentowało przy kolejnych okazjach.

Polska – Serbia 1:3 (21:25, 19:25, 25:15, 18:25)

Fot. Newspix

Reklama
13 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama