Dramat Atalanty i szaleństwo w Serie A! Roma zmieniła wszystko w cztery minuty

Patryk Idasiak

05 września 2026, 23:08 • 5 min czytania 1

Reklama
Dramat Atalanty i szaleństwo w Serie A! Roma zmieniła wszystko w cztery minuty

Marco Carnesecchi bronił wszystko. Ratował go słupek, ratowała poprzeczka, ratowały ręce, ratowały nogi. Wydawało się, że nie można go pokonać, bo zamienił się w superbohatera – tak samo jak przeciwko Como. Ale wszystko to pękło w 89. minucie. Matias Soule najpierw asystował, a potem zdobył bramkę. A biedny Carnesecchi, który tak świetnie bronił… dostał gola przy bliższym słupku. Piłkarze Romy oszaleli, wygrali mecz w cztery minuty.

Reklama

Nicola Zalewski po raz kolejny zaczął na ławce rezerwowych. Drugi raz z rzędu Maurizio Sarri nie znalazł dla niego miejsca w jedenastce. Doświadczonemu Włochowi nie za bardzo Polak pasuje pod taktykę, dlatego też pojawiały się plotki o jego odejściu. Ostatecznie w Bergamo został.

Jest jeden pomysł Sarriego na Nicolę – ustawianie go na prawym ataku, by mógł zejść do lewej nogi. Tak strzelił gola w sparingu z Athletic Club, tak grał przeciwko Maccabi. Tak samo było w ligowym starciu z Bologną. Zalewski zaliczył asystę do Samardzicia z prawej strony, ale tak po prawdzie to huknął on z 30 metrów, a Łukasz Skorupski przepuścił prosty strzał i „wygrał” ten mecz Atalancie.

W Rzymie z kolei pokochali Donyella Malena. Co też wyprawia Holender! Po dwóch meczach Serie A miał na koncie pięć trafień i ochotę na ukłucie trzeciego rywala.

Carnesecchi tu, Carnesecchi tam. Roma miażdżyła Atalantę, ale nie mogła trafić

W pierwszych minutach trochę było niedokładności i w końcowych etapach akcji czegoś brakowało. Taki Bryan Cristante zdobył teren, żeby później podać prosto do przeciwnika. Goście wzięli sobie za cel Paulo Dybalę, który został dwa razy dość ostro potraktowany. Raz naprawdę brzydko przez Scalviniego, bez piłki.

Reklama

Rzymianie się powoli rozkręcali i w końcu zaczęli delikatnie dominować. Zakręcił dwoma obrońcami bardzo aktywny Rodrigo Mora, dośrodkował prosto na głowę Gianluci Manciniego i gości uratował Marco Carnesecchi. Pierwszy i nie ostatni raz.

Chwilę potem uratowała kolegów Zalewskiego niedokładność Mory, który dogrywał do Malena. Ten aż zły machnął rękami, bo oczekiwał dobrego podania górą, a nie dołem. Generalnie widać było, że goście trochę cykają się będącego w niesamowitej formie Holendra. Podwajali go, potrajali.

Reklama

Roma była lepsza. Kolejny strzał z główki musiał bronić Marco Carnesecchi. Niczym gracz z NBA wybił się Bryan Cristante i przywalił dość mocno. Rzymianie strzelili też gola ze spalonego, wyraźnie narzucili swoje warunki gry. Bergamczycy znów mogli liczyć na swojego bramkarza, tak samo było w meczach eliminacyjnych Ligi Konferencji.

Bramka wisiała w powietrzu… Rodrigo Mora uderzył po ziemi obok bramki. Manu Kone zabierał piłkę praktycznie każdemu, wszystkie stykówki były na korzyść gospodarzy. Po 25 minutach statystyka wskazywała 8:0 w strzałach, a to chyba mówi wiele.

Atalanta dopiero w 31. minucie miała pierwszą szansę. Gianluca Scamacca zastawił się, odwrócił i uderzył w środek bramki. Nie zmienia to faktu, że wyglądała raczej jak zespół, który będzie się bronił przed spadkiem z Serie A, a nie kandydat do europejskich pucharów.

AS Roma ciągle napierała. Właściwie przy życiu Atalantę trzymał tylko Carnesecchi, który powstrzymał Malena. Holender położył na tyłku Bellanovę, potem przełożył Kossounou i strzelił tak, że nogą obronił włoski golkiper. Akcja była kontynuowana i Mora praktycznie zdjął piłkę z nożyc Manciniemu, który się wściekał, bo zdążył się złożyć do efektownego uderzenia. Był to strzał… numer 18, dziesiąty niecelny.

Reklama

Atalanta nagle z niczego strzeliła gola

I nagle, na początku drugiej połowy Atalanta objęła prowadzenie! To było zupełnie irracjonalne, biorąc pod uwagę to, co działo się przed gwizdkiem. Przecież oni cudem przetrwali, a tutaj sami walnęli gola na 1:0. De Ketelaere przebił się, wygrał pojedynek, ale piłkę po jego dograniu wybił Evan Ndicka. A potem… totalnie zawiesili się Mancini i Kone jak stary Windows, a nabiegł na piłkę Ederson i huknął. Wykorzystał bierność rywali, których zamurowało.

Gospodarze chcieli wyrównać, ale ciągle wyrastał na końcu ten przeklęty Carnesecchi w bramce. Bronił wszystko. Nie były to jakieś spektakularne parady, ale na pewno niektóre efektownymi byśmy nazwali. Nie pokonał go Manu Kone mocnym strzałem zza pola karnego, nie pokonał też Matias Soule z główki, uderzając prosto w „koszyk” Włocha. Nie bronił tylko na linii, potrafił też wybiec na trzydziesty metr i wywalić piłkę poza stadion.

Reklama

W 66. minucie na boisku pojawił się Nicola Zalewski i został przywitany gwizdami przez Olimpico. Grał tym razem na lewym skrzydle. Czasami miał trochę miejsca, by się rozpędzić, ale nic specjalnego z tego nie wyniknęło.

Na pewno Atalanta przynajmniej potrafiła „coś tam” zdziałać z przodu, ale nie w końcowych 20 minutach. Tam już raczej było oblężenie bramki i wybijanie. Ciągle ktoś z obrońców nabijał statystyki wybić, raz za razem wyróżniali się wywalaniem piłki po autach albo do przodu.

Reklama

A jeśli nie, to i tak uratował ich słupek, później poprzeczka, później znowu słupek. Nic nie chciało wpaść, choć sunęły kolejne ataki na bramkę Carnesecchiego, a temu towarzyszyło szczęście.

AS Roma wyrwała to w ostatnich minutach. Soule bohaterem

Było tak do 89. minuty i rzutu rożnego. Chwilę przed nim odbił strzał Dybali, a później jeszcze dobitkę Wesleya i to z rykoszetem. Wydawało się, że jest immortale – nieśmiertelny. Facet wyprawiał cuda prawie do końca. No właśnie, prawie. Wpuścił bramkę po kornerze i nieczystym uderzeniu z główki Mario Hermoso. Gospodarze wzięli piłkę i popędzili na własną połowę. Chcieli to jeszcze wygrać.

I tego dokonali! Rzutem na taśmę! Dybala podał do Soule na skrzydło, a ten jak juniora nawinął Zappacostę. Nie może doświadczony zawodnik dać się tak zrobić w balona… Argentyńczyk oszukał też Carnesecchiego, który popełnił – jak to mawia Dariusz Szpakowski – „jeden jedyny błąd”, odkrył bliższy słupek i dostał tam strzał.

Reklama

AS Roma oddała ich 39.

Soule podbiegł pod trybuny, cała ławka rezerwowych wystrzeliła. AS Roma wyrwała to zwycięstwo. To była sobota pełna włoskich rimont. Zrobiło to Torino, później Inter, a na końcu właśnie Rzymianie. Gasperini wreszcie pokonał Atalantę. Jego zespół ma komplet punktów po trzech kolejkach.

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Misiura: „Ciężko będzie się obudzić ze świadomością, że mamy 5 punktów, a Legia 15”

Adrian Mańko
1
Misiura: „Ciężko będzie się obudzić ze świadomością, że mamy 5 punktów, a Legia 15”
Ekstraklasa

Papszun po Motorze: Jeśli młodzi są gotowi, będę dawał im szansę

Adrian Mańko
0
Papszun po Motorze: Jeśli młodzi są gotowi, będę dawał im szansę

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

Misiura: „Ciężko będzie się obudzić ze świadomością, że mamy 5 punktów, a Legia 15”

Adrian Mańko
1
Misiura: „Ciężko będzie się obudzić ze świadomością, że mamy 5 punktów, a Legia 15”
Ekstraklasa

Papszun po Motorze: Jeśli młodzi są gotowi, będę dawał im szansę

Adrian Mańko
0
Papszun po Motorze: Jeśli młodzi są gotowi, będę dawał im szansę