Dla Piotra Zielińskiego sobotni wieczór będzie szczególny. W pierwszym wielkim hicie Serie A tego sezonu Inter zmierzy się z Napoli. Polak zagra przeciw klubowi, w historii którego zapisał się na zawsze, ale to dopiero po przeprowadzce do Mediolanu stał się piłkarzem kompletnym, jakiego możemy podziwiać dzisiaj.
Droga Zielińskiego do mistrzostwa
Gdy dziesięć lat temu Neapolitańczycy płacili Udinese 10 milionów euro za Polaka, który miał za sobą dwa udane lata na wypożyczeniu w Empoli – w tym rok pod wodzą trenera Maurizio Sarriego – piłkarski świat wyglądał zupełnie inaczej. Klub inwestował wtedy jeszcze nie w określoną jakość, ale już w wielki talent.
Zieliński był przecież zaledwie rezerwowym na udanych dla Polski mistrzostwach Europy we Francji (i to naprawdę kiepsko zagrał z Ukrainą, spalił się). Zdążył pokazać się w Serie A z dobrej strony, ale jedynie w barwach skromnego zespołu, którego ambicje sięgały utrzymania. Był dopiero u progu budowania tego, czym może pochwalić się dzisiaj.
Od samego początku polski pomocnik w Napoli jednak grał. Pierwszy sezon zaliczył z aż 36 występami ligowymi na koncie, choć średnio spędzał na boisku niespełna 52 minuty. Zdobył przy tym pięć bramek i zanotował sześć asyst, zatem wejście do świata wielkiej piłki przebiegło w jego przypadku bardzo udanie.
W Neapolu mijały lata, zmieniali się trenerzy – po Sarrim byli także Carlo Ancelotti oraz Gennaro Gattuso – ale nie zmieniał się Zieliński. Nie doznawał kontuzji, zawsze był do dyspozycji i po prostu grał. Po raz pierwszy double-double wykręcił w pandemicznym sezonie 2020/2021, kiedy pod wodzą ostatniego z wymienionych trenerów strzelił 10 goli i miał 12 asyst.
Dla Napoli te rozgrywki zakończyły się jednak tragicznie – remisem z Hellasem Werona w ostatniej kolejce klub wypadł poza pierwszą czwórkę i nie dostał się do Ligi Mistrzów. To wydarzenie trochę skupiało całą karierę Zielińskiego pod Wezuwiuszem – rozgrywał kolejne mecze, drużyna często była bliska określonych wyników, ale na mecie tego nie dowoziła i pozostawało rozczarowanie.
Przełomowe okazało się zatrudnienie Luciano Spallettiego. Najpierw, w 2022 roku, długo jego Napoli boksowało się z Milan i Interem, by ostatecznie zająć trzecie miejsce, ale sezon później było już bezkonkurencyjne. W świetnym stylu sięgnęło po pierwsze w XXI wieku mistrzostwo Włoch, a każdy członek tego zespołu zapisał się w historii Neapolu. Czekali na to od czasów tytułu Diego Maradony, a więc aż 33 lata.
Na Zielińskiego jak zawsze można było liczyć – we wszystkich rozgrywkach zagrał 48 razy, strzelił siedem goli i miał 11 asyst. Mając prawie 3000 wybieganych minut, zajął dziewiąte miejsce w zespole pod względem eksploatacji. Nigdy nie był tak wyrazistą postacią jak Marek Hamsik, Dries Mertens czy Lorenzo Insigne, przez co nie rzucał się w oczy kibiców w takim stopniu jak wymienieni, ale swoją historię na południu Włoch pisał w inny sposób.
Był silny i regularny, nawet jak nie ustrzegał się komentarzy, że można z tej historii wyciągnąć coś więcej. Polak nigdy nie miał jednak w sobie tego pierwiastka, dzięki któremu mógł porywać tłumy zachowaniem i ekspresyjnością jak kilku innych członków tamtego składu Napoli. To nie był gracz, który wskakiwał na sektor kibiców, prowokował rywali, całował herb czy robił wokół siebie szum.
Ale był zawsze. I gwarantował określoną jakość. Solidność.
Po fatalnym dla Napoli sezonie 2023/2024, kiedy drużyna finiszowała na dziesiątym miejscu – i kiepskim dla samego Zielińskiego, mającego raptem cztery gole i trzy asysty – reprezentant Polski dał skusić się Interowi Mediolan. Na zasadzie wolnego transferu ruszył na północ Włoch.
Transferowy strzał w dziesiątkę
I choć nawet dzisiaj słowo „Napoli” nieuchronnie przychodzi na myśl, kiedy tylko pomyślimy o Zielińskim, to jednak dopiero w Lombardii stał się najlepszą wersją siebie w Serie A. Najbardziej kompletną, najefektywniejszą. Przestał być tylko piłkarzem od czasu do czasu zachwycającym i dającym do zrozumienia, że ma ogromny potencjał, ale też łatwo to nie przyszło.
Przecież pierwszy sezon czegoś takiego nie zwiastował, kiedy przegrywał rywalizację z Nicolo Barellą, Henrichem Mychitarianem i Hakanem Calhanoglu. Więcej grali też nawet Davide Frattesi i Kristjan Asllani. Bycie pomocnikiem numer… sześć? Na to wychodziło, biorąc pod uwagę minuty. Dziś hierarchia wygląda zupełnie inaczej, Ormianin nie jest już tak ważny, Frattesi i Asllani odeszli. Są co prawda Curtis Jones i Petar Sucić, ale Polak ma taką pozycję, że nie musi się przejmować.
Stał się absolutnym kozakiem i liderem drugiej linii najlepszego aktualnie włoskiego klubu. Ten potencjał zwyczajnie wyraził. Zaczął dyrygować w ataku, pracować w obronie, poszerzył wachlarz odpowiedzialności. Rozwinął się piłkarsko i ewoluował do wersji, do której w Neapolu nigdy nie doszedł.
Hit trzeciej kolejki będzie dla Zielińskiego kolejnym występem przeciwko Azzurrim po przenosinach do Interu. W pierwszym roku w Mediolanie za czasów Simone Inzaghiego zaliczył w tych spotkaniach raczej epizody, natomiast w zeszłym roku zagrał już dłużej, ale klubu swojej przeszłości – i zapewne także serca – golem czy asystą nie zaatakował.
W jaki sposób dzisiaj – ponad dwa lata po rozstaniu – wspominają Polaka w Neapolu? Porozmawialiśmy o tym z Domenico La Marcą, neapolitańskim prawnikiem i dziennikarzem, który przedstawia nam tamtejszy punkt widzenia.
„To Zieliński najbardziej kompletny”
– Jest szacunek, ale także trochę żalu pod tym względem, że Piotr zawsze był w Napoli uwielbiany i nawet dzisiaj brakuje go temu zespołowi. Zieliński był jakościowym półskrzydłowym, mniej fizycznym w porównaniu do zawodników, którzy obecnie są w drużynie. Zachwycał wizją gry i przede wszystkim umiejętnością odnalezienia wolnej przestrzeni, z czym dzisiaj Napoli sobie niezbyt radzi – chwali Polaka Włoch.
I podkreśla: – Poza tym wiemy, że jest związany z regionem, miastem i środowiskiem neapolitańskim. Z tego powodu zawsze będzie panował ogromny szacunek w stosunku do niego. Osiem lat w Napoli pozostawiło po sobie coś ważnego. Zieliński był integralną częścią cyklu, który kibicom podarował wspaniałe emocje.
– Oczywiście wchodzi w skład wielkich piłkarzy w historii klubu. Jest siódmy pod względem występów w Napoli i, przede wszystkim, przynależy do generacji z Insigne, Koulibalym i Mertensem, którzy sprawili, że pod wodzą Sarriego kibice Napoli mogli marzyć. Piotr zasługuje na uznanie za przejście każdego etapu tej drogi i zrealizowanie marzenia, jakim było ukoronowanie wszystkiego poprzez mistrzostwo w 2023 roku pod wodzą Spallettiego – dodaje La Marca.

TOP10 piłkarzy z największą liczbą występów w Napoli (źródło: Transfermarkt)
Włoch mówiąc o Zielińskim ma przed oczami pewien konkretny moment, który na zawsze zapadł mu w pamięci.
– Jest jedno zdjęcie, które bardziej niż jakiekolwiek inne oddaje relację pomiędzy Zielińskim a Napoli. Mówię o chwili, w której padł gol Raspadoriego z Juventusem i tak przybliżył zespół do mistrzostwa, że ono było już o krok. Piotr padł na ziemię wyczerpany, ogarnięty emocjami po spełnieniu marzenia, które uciekło mu kilka lat wcześniej. To obraz, który oddaje całą jego neapolitańską historię i znaczenie tego osiągnięcia – przedstawia nasz rozmówca.
– Kolejne niezapomniane wspomnienie z Zielińskim to na pewno mecz z Liverpoolem w Neapolu w fazie grupowej Ligi Mistrzów za czasów Spallettiego. Piotr rozegrał wspaniały mecz, zdobył dwie bramki i został wybrany najlepszym piłkarzem spotkania – wspomina La Marca.
I podkreśla: – Te wspomnienia i obrazy wyjaśniają, że Zieliński zdecydowanie może być odbierany jako jeden z najważniejszych piłkarzy w najnowszej historii Napoli.
La Marca zgadza się, że Zieliński właściwie każdego roku w Neapolu nie schodził poniżej określonego poziomu. – Piotr zawsze był świetnym piłkarzem. W Serie A od lat rozgrywał sezony na bardzo wysokim poziomie. Jego pierwszy rok w Interze nie był prosty, również dlaczego, że dołączył do zespołu posiadającego już określoną osobowość i mającego swojego mechanizmy – mówi nasz rozmówca.
To jednak dopiero w Mediolanie Polak stał się piłkarzem tej klasy, której jest dzisiaj. – Wraz z przyjściem Chivu stał się ważnym piłkarzem dla Interu, rozstrzygał o losach meczów. Pokazał to sześcioma golami w sezonie, w tym bramką z Juventusem na San Siro. Uważam, że Zieliński dzisiaj jest w pełni swojej dojrzałości piłkarskiej – twierdzi Włoch.
I kontynuuje: – To widać również po sposobie, w jaki interpretuje grę w obronie – to już nie tylko gracz techniczny, elegancki i obdarzonymi wysokimi umiejętnościami, czego zawsze mieliśmy świadomość, ale stał się pomocnikiem gotowym do poświęcenia, gonienia za rywalem przez wiele metrów i odzyskiwania piłek.
– To Zieliński najbardziej kompletny, zdolny do wpływania na mecz nie tylko mając piłkę przy nogach, ale również w sytuacjach, w których drużyna musi trochę pocierpieć i popracować bez posiadania. Prawdopodobnie to jest największa ewolucja, którą przeszedł w ostatnich latach i która pozwoliła mu stać się jeszcze istotniejszym piłkarzem w zespole pokroju Interu – podkreśla La Marca.

MVP Serie A: Najlepszy piłkarz ligi? Zieliński
We Włoszech odbyła się Gala Piłkarskich Oskarów, która zwyczajowo podsumowuje poprzedni sezon, nawet jeśli wszyscy żyją już rozpoczętym nowym. Wyróżnieni zawodnicy stojąc na scenie dostali pytanie o to, kto jest najlepszym piłkarzem Serie A. Wielu z nich wskazywało na Federico Dimarco, który faktycznie otrzymał nagrodę MVP.
Sam włoski piłkarz Interu jednak, zapewne w swojej skromności, wskazał inne nazwisko. – Zieliński – powiedział krótko, ale wymownie zapytany o to, kto jest w Italii największy kozakiem.
Z perspektywy czasu trudno oprzeć się wrażeniu, że Napoli to najbardziej romantyczny rozdział kariery Polaka. I, kto wie, może po zakończeniu kariery wróci na południe, z którym jest przecież bardzo związany. Ale to dopiero w Mediolanie i pod wodzą Chivu piłkarsko dojrzał tak bardzo, że może mówić o najlepszej formie w swojej karierze. I najbardziej kompletnych umiejętnościach.
A czy w sobotnim hicie zaplanowanym na 18:00 w Mediolanie przyjdzie moment, w którym Zieliński zrani klub swojego serca? Jedno jest pewne – nawet jeśli do tego dojdzie, „Zielu” na pewno włoży całą staranność w to, żeby pokazać Neapolowi, że uczucia nie przeminęły. Szalonej radości nie ma co się spodziewać bez względu na to, w której minucie i w jakich okolicznościach padnie ewentualna bramka.
Piotr Zieliński we Włoszech to przede wszystkim Napoli, ale transfer do Interu był mu bardzo potrzebny. Uczynił to, czego nie udało się żadnemu kolejnemu trenerowi pod Wezuwiuszem – wyraził stuprocentowy potencjał Polaka i wzniósł go na półkę zarezerwowaną dla największych. I dopisał na konto kolejne mistrzostwo, w którym miał bardzo duży udział.
Fot. Newspix