Apatyczne Napoli. Zarówno w defensywie, jak i w ofensywie

Maciej Piętak

30 sierpnia 2026, 20:43 • 4 min czytania 0

Reklama
Apatyczne Napoli. Zarówno w defensywie, jak i w ofensywie

Z jednej strony schowane za podwójną gardą Napoli Massimiliano Allegriego, a z drugiej wysoka linia obrony i intensywny pressing od samego początku ze strony Como Cesca Fabregasa. Zderzenie dwóch zupełnie odmiennych stylów przyniosło nam przyjemny meczyk w niedzielne późne popołudnie. Przyjemny, jeśli nie jest się sympatykiem zespołu z Neapolu i poszło się spać przed drugą połową.

Reklama

Napoli – Como. Skrzydła gości robiły robotę

To zderzenie dwóch różnych stylów, o którym wspomnieliśmy w leadzie, było widoczne szczególnie w pierwszych pięciu minutach. Neapolitańczycy nie potrafili wymienić dwóch podań i zostali zamknięci we własnej szesnastce. To było delikatnie szokujące, jak stłamszeni pod kątem posiadania byli na starcie gospodarze, patrząc też na ich jakość w drugiej linii.

Ogólnie w całym meczu zdecydowanie bardziej mogła się podobać pomoc Como, ale najwięcej korzyści zespołowi przynosiła gra skrzydłowych. Bardzo aktywny od początku był Assane Diao. 20-letni prawy skrzydłowy gości ze swobodą wchodził w okolice szesnastki, jednak później brakowało jakiegoś konkretu. Ten przyszedł w siedemnastej minucie, kiedy to najpierw oszukał Oliverę, a następnie zagrał futbolówkę do drugiego ze skrzydłowych, Martina Baturiny, który jednym kontaktem ustawił sobie piłkę do strzału, a drugim pokonał bezradnego Mereta.

Możemy ganić tutaj ustawienie stoperów i środkowych pomocników, że ci nie doskoczyli do rywala, ale zamiast tego skupmy się na docenieniu otwierającego zagrania Da Cunhi na kilkadziesiąt metrów. Kapitan Como świetnie zmienił ciężar gry krzyżowym podaniem i w nagrodę zapisujemy na jego koncie asystę drugiego stopnia.

Reklama

Pressing przyniósł gola

Po stracie gola Napoli przesunęło się wyżej, ale trudno powiedzieć, że to był chociaż w połowie tak intensywny doskok jak gości. Co nie znaczy, że Neapolitańczycy byli totalnie bezzębni. Na początku spotkania Olivera wygrał pojedynek z Ramonem, a następnie dograł przed bramkę do Hojlunda, który został zablokowany przez Chalobaha. Chwilę później Anguissa i McTominay złożyli się do przewrotki, ale bez pozytywnego efektu. Szansę miał Lang, ale jego strzał głową z bliska przeleciał tuż nad poprzeczką.

W pierwszej połowie gospodarze oddali tylko jeden strzał, ale za to jaki. Rrahmani świetnie zdynamizował akcję progresywnym podaniem do Hojlunda. Duńczyk przyjęciem minął Ramona i płaską bombą z dystansu wyrównał.

Reklama

Goście mieli czego żałować, wszak chwilę wcześniej kontrę pięciu na trzech koncertowo spartolił Diao, ale nie załamali się. Kontynuowali wysoki pressing. I się opłaciło. Pięć minut później Anguissa za lekko podał do Rrahmaniego, a będący pod presją stoper popełnił błąd. Piłkę zgarnął Baturina, podał do Douvikasa, a ten strzelił w drugim meczu z rzędu.

Reklama

Co niepokojące dla gospodarzy, tuż po bramce na 2:1 to goście byli bardziej zdeterminowani, by strzelić kolejnego gola. Tuż przed ostatnim gwizdkiem w pierwszej połowie okazję mieli Baturina oraz Paz. Obaj strzelali głową, ale w obu przypadkach dobrze bronił Meret.

Zmiany zabiły emocje

Obraz meczu odmienił się dopiero po pierwszych roszadach. Cesc Fabregas stwierdził, że już w 60. minucie zmieni Baturinę i postawi na obronę wyniku. Po zmianach Como przyjęło rolę Napoli, a gospodarze próbowali coś zdziałać z piłką przy nodze.

Atak pozycyjny Neapolitańczyków nie przynosił jednak zupełnie nic ciekawego. Najgroźniej robiło się przy wyjściach z bramki Buteza, który na granicy ryzyka uprzedzał De Bruyne i Hojlunda. Komentator podniósł głos także przy niecelnych próbach De Bruyne i Santosa, ale chyba tylko dlatego, żeby samemu nie usnąć. Mizerna to była druga połowa, a oglądając poczynania Napoli, człowiek męczył się bardziej niż obrońcy Como.

Dość powiedzieć, że dopiero w 90. minucie Napoli oddało pierwszy celny strzał w drugiej połowie – nie z gry, a po stałym fragmencie. I tak niewiele brakowało, a podopieczni Allegriego wywalczyliby punkt. De Bruyne dojrzał Luccę, ten wygrał pojedynek z Chalobahem, bezpańską piłkę zebrał Lobotka, który dał remis, ale na jakieś dwie sekundy. Niedługo potem sędzia podniósł chorągiewkę, oznajmiając spalonego.

Reklama

Ostatecznie po remisie w Udine podopieczni Fabregasa odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie. Trudno pochwalić jedną postać, bo każdy zaprezentował się więcej niż poprawnie. Kwartet ofensywny imponował szczególnie na starcie, walkę o środek pola wygrali goście za sprawą bardzo dobrej dyspozycji Da Cunhi oraz Milli, a Ramon z Chalobahem nie pozwalali rywalom na wiele.

Obrońcy gości pozostawiali jednak wiele miejsca za swoimi plecami, natomiast gospodarze nie potrafili z tego skorzystać. Słabiutko prezentował się McTominay, poniżej oczekiwań zagrali także Lobotka, Lang czy zmiennicy. Na mały plusik zasłużył Politano, który powinien kończyć mecz z asystą. Marny to jednak pozytyw, patrząc na terminarz Napoli. W następnej kolejce zmierzą się z Interem, a chwilę później zagrają u siebie w Lidze Mistrzów z Arsenalem. Z taką grą nie wróżymy im korzystnych rezultatów.

Napoli – Como 1:2 (1:2)

  • 0:1 – Martin Baturina 17′
  • 1:1 – Rasmus Hojlund 30′
  • 1:2 – Anastasios Douvikas 34′

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama