Hubert Hurkacz w II rundzie US Open. Kiepski początek, świetna końcówka

Sebastian Warzecha

31 sierpnia 2026, 23:29 • 4 min czytania 0

Reklama
Hubert Hurkacz w II rundzie US Open. Kiepski początek, świetna końcówka

Hubert Hurkacz miał w meczu I rundy US Open momenty zachwiania. Gdy jednak wszedł na wysokie obroty, to był od Damira Dzumhura po prostu lepszy. Hubi poszedł więc w ślady Kamila Majchrzaka i też awansował do kolejnego spotkania w nowojorskim turnieju.

Reklama

Hubert Hurkacz w II rundzie US Open. Pewna wygrana

Nie lubi się Hubert Hurkacz z US Open. Co zresztą zaskakujące, bo w wielu turniejach w Stanach przez lata grało mu się naprawdę dobrze – choć najlepiej w Miami, gdzie w przeszłości nawet wygrywał. W Nowym Jorku jednak nigdy sobie nie radził. Przed rokiem nawet tam nie wystąpił, bo leczył uraz. Tak naprawdę jednak niewiele go ominęło. Lista jego dotychczasowych przygód z ostatnim w kalendarzu sezonu Szlemem wygląda następująco:

  • 2018 – II runda.
  • 2019 – I runda.
  • 2020 – II runda.
  • 2021 – II runda.
  • 2022 – II runda.
  • 2023 – II runda.
  • 2024 – II runda.
  • 2025 – II runda.

Jest to regularność, ale raczej nie taka, jakiej chciałby sam Polak.

Przypomnijmy bowiem, że w wielu tych przypadkach Hubert był tenisistą rozstawionym, w II rundzie grał zwykle z rywalem spoza TOP 32 światowego rankingu. Niewiele to jednak zmieniało, bo niezmiennie w tym drugim meczu przegrywał. Na dziś pozytyw był jednak taki, że tylko raz – a startów było już osiem – odpadł w pierwszym spotkaniu. W rundzie otwierającej turniej jest więc solidny, a problemy zaczynają się potem. I w tym roku tak właśnie może być, bo potencjalnie w drugim meczu czekać może Ben Shelton. A nawet jeśli nie rozstawiony Amerykanin, to Tallon Griekspoor, z którym Hubertowi zawsze grało się trudno.

Najpierw trzeba było jednak pokonać Damira Dzumhura. Doświadczony Bośniak bywał w przeszłości nawet w najlepszej „30” rankingu, ale w Szlemach nigdy wielkich sukcesów nie odnosił. Nic dziwnego – i warunki fizyczne, i historia kontuzji niespecjalnie mu w tym pomagały. Zaskakiwać tenisistów na papierze lepszych potrafił jednak od zawsze.

Reklama

Trzeba wiec było uważać.

Zły początek. Problemy z serwisem

Początkowo wydawało się zresztą, że i w tym starciu może zaskoczyć. Hurkacz zaczął bowiem od dwukrotnej straty serwisu w I secie. Kompletnie mu podanie nie leżało, był też nieco rozregulowany w wymianach. Ratowało go to, że i Dzumhur miał swoje problemy z serwisem. Straty więc nie tylko odrabiał, ale i przebił Bośniaka – ten bowiem podanie stracił trzykrotnie. I to z rzędu. Dziwny to był set, bo Bośniak serwuje nieźle, a Hurkacz potrafi zagrywać wybitnie, ale cóż – tak zagrali, a że ostatecznie wygrał Hubi, nie mieliśmy nic przeciwko temu.

W drugiej partii Bośniak jednak był w stanie się odgryźć. Dwukrotnie przełamał Hubiego, sam stracił podanie raz, przy pierwszej okazji. Potem jednak je już trzymał i to decydowało. Ogółem był to jednak najlepszy set tego spotkania – obaj wspięli się na wysoki poziom, sporo było dobrego tenisa, a Hubert popisywał się zwłaszcza przy siatce, gdzie kilkukrotnie zagrał genialnymi wolejami.

Reklama

Drugiego breaka jednak nie wywalczył, a co za tym idzie – seta przegrał.

Dwa szybkie sety. Mecz zamknięty

Potem jednak Dzumhur opadł z sił. Wydaje się, że męczył go też uraz, momentami łapał się za otejpowane biodro, raz nie byliśmy nawet pewnie, czy zdoła kontynuować mecz, ale nie zrezygnował.

Wciąż biegał i walczył, nie był jednak w stanie rywalizować w długich wymianach, które regularnie zaczął przegrywać. W dwóch setach wywalczył tylko dwa gemy – po jednym na partię. Hubert w kluczowych momentach grał za to najlepszy tenis. Skutecznie atakował, dobrze się bronił, nawet gdy Bośniak doszedł do break pointa, już pod koniec spotkania, Hubi ukrócił szybko jego zamiary.

Reklama

W efekcie wygrał… w zasadzie stosunkowo łatwo, mimo straconego seta. I zdążył to zrobić przed przerwaniem meczu z powodu opadów deszczu – bo wiele spotkań w Nowym Jorku zatrzymano właśnie z tego powodu. A to tym lepiej, bo Polak nie będzie musiał już wracać dziś na kort. Może spokojnie pójść się porozciągać, odpocząć i poczekać na to, kto będzie jego rywalem.

A potem powalczyć o to, żeby – oby! – przełamać wreszcie tę drugą rundę w US Open.

Hubert Hurkacz – Damir Dzumhur 6:4, 4:6, 6:1, 6:1

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Umarł król, niech żyją królowie. Raphinha i Yamal rozjechali Rayo

Jan Broda
0
Umarł król, niech żyją królowie. Raphinha i Yamal rozjechali Rayo

Inne sporty

Reklama