Nie tylko Wieczysta i Coventry. Najciekawsi beniaminkowie lig Europy

AbsurDB

Autor:AbsurDB

29 sierpnia 2026, 07:45 • 11 min czytania 0

Reklama
Nie tylko Wieczysta i Coventry. Najciekawsi beniaminkowie lig Europy

Europejskie ligi zainaugurowały już rozgrywki nowego sezonu, również te najmocniejsze. Pojawiły się w nich kluby, których nie widzieliśmy w elicie od bardzo dawna, a także takie, które nie grały tam nigdy. Dawni uczestnicy ćwierćfinałów Ligi Mistrzów, najmniejsze miasto w Bundeslidze, kluby należące do City Football Group, drugoligowi finaliści pucharów kraju, zespół z polskiego miasta należącego kiedyś do Rumunii, drużyna z fanklubem, na który nałożono czteroletni zakaz wyjazdowy, derby Brna po 99 latach. W wielu krajach beniaminkowie są co najmniej tak ciekawi, jak nasza Wieczysta. 

Reklama

Przegląd najciekawszych beniaminków sezonu 2026/27

Dzięki nim w Pucharze Mistrzów zagrał Real

Przegląd absolutnych beniaminków (którzy nigdy dotąd nie grali na najwyższym szczeblu), a także zespołów, które wracają do elity po latach zaczynamy od najmocniejszej ligi świata, czyli Premier League. Coventry City to przypadek szczególny. Klub, który do końca XX wieku przez ponad trzydzieści lat był bez przerwy uczestnikiem rozgrywek najwyższej ligi angielskiej, po spadku zleciał ostatecznie w 2018 roku aż na czwarty poziom ligowej hierarchii.

W międzyczasie dwukrotnie musiał opuścić miasto ze względu na konflikty z operatorem stadionu. Grał wtedy na wygnaniu w Northampton i Birmingham. Ostatecznie The Sky Blues wrócili do Premier League dzięki ciężkiej pracy trenera Franka Lamparda. Lamparda, który przecież też był na zakręcie po skompromitowaniu się w Evertonie i jeszcze większym wstydzie w CV jako szkoleniowiec tymczasowy Chelsea (żenujący bilans 1-2-8).

Frank Lampard

Frank Lampard wygrał Championship i to z przewagą 11 oczek nad drugim miejscem. 

Reklama

Po dłuższej przerwie niż Coventry do najwyższej ligi swojego kraju wróciły tego lata tylko cztery kluby w Europie, ale… o nich za chwilę. Wraz z zespołem z West Midlands do elity trafiły ponownie Ipswich i Hull.

Najmniejsze miasto w historii Bundesligi

Kraj Saary to jeden z najmniej zaludnionych niemieckich landów. Spośród szesnastu krajów związkowych, mniej ludzi zamieszkuje tylko w Bremie. Po drugiej wojnie światowej terytorium to okupowała Francja, a do Republiki Federalnej Niemiec zostało włączone dopiero w 1957 roku. W 1949 roku 1. FC Saarbrücken przez cały sezon grało z drugoligowymi klubami francuskimi.

Siedem lat później ten sam klub przystąpił nawet do pierwszej edycji Pucharu Mistrzów, jako najlepszy zespół należącego do UEFA Związku Piłki Nożnej w Kraju Saary. Rok później ze względu na połączenie z RFN miejsce to zwolniło się, a europejska federacja uznała, że wyjątkowo trzeba przyznać je obrońcy tytułu. Był nim Real Madryt, a od tego czasu zdobywca pucharu może grać w nim także w kolejnym sezonie niezależnie od miejsca, jakie zajmie w lidze.

Sportowcy z Kraju Saary startowali niezależnie od Niemiec i Francji na igrzyskach w 1952 roku, a przez kilka lat ich reprezentacja grała na równych prawach w piłkę nożną. W eliminacjach mundialu w 1954 roku trafiła na RFN, od którego okazała się gorsza, ale wyprzedziła w tabeli Norwegię!

Reklama

Od tego czasu nieliczne kluby z tego regionu potrafiły awansować do Bundesligi. Były to oprócz Saarbrücken także Borussia Neunkirchen oraz FC Homburg. Jednak od prawie czterdziestu lat żaden z nich nie potrafił utrzymać się w elicie przez więcej niż jeden sezon.

Teraz reprezentujący Kraj Saary SV Elversberg z Łukaszem Porębą sensacyjnie awansował właśnie do Bundesligi. Pewnie nie zagrzeje w niej zbyt długo miejsca, ale i tak przeszedł już do historii. Trzynastotysięczne Spiesen-Elversberg jest najmniejszym miastem, jakie kiedykolwiek miało klub w Bundeslidze.

W żadnej tak mocnej lidze jak niemiecka nie pojawił się w tym roku zupełnie nowy zespół. Nawet wśród średnich lig zdarzyło się to tylko w Polsce i Turcji.

Reklama

Spośród pięciu najmocniejszych lig, zdecydowanie najnudniejsze powroty to te, które miały miejsce w Serie A. Zarówno Venezia, jak i Frosinone oraz Monza wracają bowiem do elity po krótkim, rocznym lub dwuletnim pobycie w Serie B. Zmieniło się to, że ostatni z wymienionych klubów pozyskał rok temu dużego amerykańskiego właściciela. No i będziemy tam oglądali w sezonie 2026/27 Jana Ziółkowskiego.

Odwrotnie jest w Hiszpanii, gdzie aż osiem lat czekały na powrót do La Liga Deportivo La Coruna (teraz to Deportivo A Coruna) i Malaga. Oba te zasłużone kluby potrafiły w XXI wieku dotrzeć do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Ci bardziej sentymentalni kibice na pewno znają Juana Carlosa Valerona czy Waltera Pandianiego oraz pamiętają mocarstwowe (chwilowe) plany Malagi, gdy miała pakę nie z tej ziemi (Caballero, Isco, Demichelis, Joaquin, Saviola, Santa Cruz…)

Santander czekał dłużej, bo aż czternaście lat. Cała trójka potrzebowała czyśćca w postaci gry w trzeciej lidze, by się odrodzić i wrócić do elity.

Ofensywa City Football Group

Pod koniec XX wieku w KFC Lommel SK grali Mirosław Waligóra i Dariusz Szubert. Klub ten potrafił załapać się do pierwszej piątki tabeli ligowej i zagrać w Pucharze Intertoto. W 2003 roku w drużynie tuż przed końcem sezonu zostało zaledwie trzynastu zawodników. Poszło o długi wobec federacji. Klub został wyrzucony z Eerste klasse, połączył się z zespołem grającym w niższych ligach i grał pod nazwą Lommel SK.

Reklama

W 2020 roku został kupiony przez City Football Group i od tego czasu jest częścią stajni koncernu, którego najjaśniejszym punktem jest Manchester City. Druga liga belgijska charakteryzuje się dość osobliwymi przepisami. Mimo tego Lommel udało się wygrać baraże o awans i po prawie ćwierć wieku to miasto leżące na granicy belgijsko-holenderskiej znów będzie miało swój zespół w elicie.

Do elity powrócił także inny członek City Football Group – francuskie Troyes. Oprócz niego po szesnastu latach w Ligue 1 zagra też Le Mans. Po ostatnim spadku klub zbankrutował i zaczynał od szóstej ligi. Współwłaścicielami klubu zostali Novak Djoković oraz kierowcy Formuły 1: Felipe Massa i Kevin Magnussen, a także Thibaut Courtois. Ich inwestycje przyczyniły się do powrotu do elity. W końcu Le Mans to przecież miasto wyścigowe!

Portugalczycy w Andorze, drugoligowi finaliści pucharu

W żadnej lidze europejskiej nikt nie powrócił do elity po dłuższym okresie oczekiwania, niż Academico de Viseu. Klub ten ostatni raz grał w lidze portugalskiej w 1989 roku. W 2005 roku zbankrutował i od tego czasu piął się mozolnie po szczeblach ligowej hierarchii. Ostatnie trzynaście sezonów spędził w drugiej lidze.

Reklama

W awansie pomogli znani nam zawodnicy: rezerwowy napastnik Dominik Steczyk, znany z Piasta i Ruchu, Chilijczyk Benjamin Rojas, który kompletnie nie sprawdził się w Pogoni, a także obecny bramkarz Piasta Słoweniec Domen Gril, o którym Jakub Białek niedawno mówił tak:

Niedawno do Viseu wypożyczony został Paulinho, który był za słaby na grę w Wieczystej w Ekstraklasie. Kiedyś grał tam także Joel Pereira z Lecha.

Reklama

Swoją drogą, portugalskiego beniaminka będzie też miała… Andora. CE Casa de Portugal to klub założony przez migrantów z zachodu przebywających w tym pirenejskim kraju.

Tylko trzy lata krócej od Portugalczyków z Viseu czekał na powrót do elity Corvinul Hunedoara z Rumunii. Prawie pół wieku temu swoje pierwsze szlify trenerskie zbierał tu Mircea Lucescu, będąc grającym trenerem. Dziesięć lat temu klub zbankrutował. Co ciekawe, szybciej niż do najwyższej ligi Krukom udało się wrócić do europejskich pucharów!

Corvinul wygrał bowiem puchar kraju jako drugoligowiec i zagrał w 2024 roku w eliminacjach Ligi Europy.

Wspaniały sezon miał też słoweński klub Brinje z malutkiej miejscowości Grosuplje. Zagrał w finale pucharu kraju, a do tego awansował pierwszy raz w historii do elity, przegrywając w lidze tylko jeden mecz.

Reklama

Polskie miasto w Rumunii

Swoje derby będzie od tego roku miała Banja Luka. Do tamtejszego Boraca, znanego z pucharów, dołącza BSK Banja Luka, który jeszcze sześć lat temu grał w piątej lidze. Inny absolutny beniaminek wywalczył awans w Armenii. Sardarapat Armawir został założony przez Sevana Kariana – prawnika Antoine’a Griezmanna i Facundo Mediny. Klub współpracuje z Atletico Madryt i Lens.

Ponad trzydzieści lat czekała też na powrót do najwyższej ligi ukraińskiej Bukowina Czernowce. Przed drugą wojną światową, gdy wielokulturowe Czerniowce należały do Rumunii, działał tam polski klub pod nazwą Polonia, który rywalizował z lokalnymi zespołami ukraińskimi (Dowbusz), rumuńskimi (Dragos Voda), żydowskimi (Hakoah, Maccabi) i niemieckimi (Jahn, IFC) i często okazywał się być najlepszym z nich.

W Szwajcarii do Super League powrócił FC Vaduz, a zatem klub z sąsiedniego kraju – Liechtensteinu, gdzie nie ma lokalnej ligi.

Ciężko być Kurdem w Turcji

Aż dwóch absolutnych beniaminków mamy w Turcji. Pierwszy to Corum, który od ćwierć wieku nie zaliczył spadku, mozolnie wspinając się po kolejnych szczeblach drabiny. Znacznie większe emocje budzi jednak Amedspor. I nie chodzi tu o to, że na jego ławce trenerskiej zasiada znany z Legii Besnik Hasi. Mamy bowiem do czynienia z pierwszym kurdyjskim klubem w Süper Lig.

Reklama

Zapowiada się bardzo gorący sezon. Przedsmak mieliśmy już podczas świętowania awansu. Jeden z graczy fetował z flagą Senegalu, którą policja wzięła za dość podobne barwy… Kurdystanu i próbowała go aresztować:

Amedspor czuje się niechciany i nierówno traktowany w kraju. Już wcześniej był prześladowany przez władze. Jego kibice mieli… czteroletni zakaz wyjazdowy. Obejmował nawet mecze drużyny kobiet. Szczególnie ostra była rywalizacja z Bursasporem.

Reklama

Kurdowie na mecze do Bursy przyjeżdżali w transporterach opancerzonych. Kibice miejscowych powiewali flagami z wizerunkami morderców Kurdów oraz z sylwetką białego Renault Toros. Pojazd ten był symbolem porwań członków tej mniejszości narodowej. Budził emocje, jak nasza czarna Wołga.

Czym jest Amedspor świetnie przedstawili Michał Kołodziejczyk i Anita Werner w swoim reportażu, który ukazał się w książce „Nadzieja FC”. Opisują, że funkcjonuje on jako substytut drużyny narodowej. Dlaczego substytut? Bo nie można używać kurdyjskich barw narodowych (zielono-żółto-czerwonych), eksponować flagi Kurdystanu czy oficjalne posługiwać się tą nazwą. Chyba, że ktoś chce być oskarżony o terroryzm…

Reklama

Więcej kompletnie nowych drużyn niż w Turcji, mamy tylko w Walii. W Cymru Premier będzie aż trzech absolutnych beniaminków. Powodem jest powiększenie ligi z dwunastu do szesnastu drużyn.

Cypryjska „zgoda i macedońscy Albańczycy

Karmiotisa powraca do ligi cypryjskiej, a mimo to poprzedni sezon będzie wspominała gorzko. Jej właściciel został bowiem zastrzelony przed swoim domem. Stavros Demosthenou był nazywany cypryjskim Alem Capone. Miał też związki z Rosją.

W lidze tego kraju znów zagrają aż trzy zespoły o nazwie „Omonia”. Ta największa i najbardziej znana z fazy ligowej dwóch ostatnich edycji Ligi Konferencji przegrała w niej z Legią i Rakowem. PAC Omonia 29M to zespół założony przez grupę jej lewicowych fanów, niegodzących się na komercjalizację dawnej Omonii. Trzecia to Omonia z miejscowości Aradipu, śmiertelnie pokłócona z lokalnym rywalem Ermisem Aradipu. Słowo „Omonia” znaczy „zgoda” i tak właśnie jest rozumiane to pojęcie na Cyprze – jako walka każdego z każdym.

Podobna sytuacja ma miejsce w Macedonii. Absolutnym beniaminkiem jest tam Shkëndija Araczinowo. Jego nazwa oznacza „iskrę”. Oczywiście nie po macedońsku, a po albańsku, bo klub jest kolejnym (czwartym już) przedstawicielem tej mniejszości w pierwszej lidze. Tę samą nazwę nosi też bardziej znany zespół z Tetowa, uczestnik ostatniej Ligi Konferencji, w której zremisował z Jagiellonią.

Reklama

Derby Brna po 99 latach

W Czechach kolejny raz do dawnej wielkiej chwały próbuje wrócić Zbrojovka. Brno pozostawało przez lata na peryferiach czeskiego futbolu. Jak na drugie co do wielkości miasto kraju, prezentowało się fatalnie. Zbrojovce od 2008 roku nie udało się dwa lata z rzędu zająć miejsca w czołowej dziesiątce ligi. Po raz ostatni w pucharach grała w XX wieku. Teraz głównie lawirowała między drugą a pierwszą ligą. To kiepskie rezultaty, jak na dużą metropolię zakochaną w sporcie. Na tym tle trzy kluby krakowskie w obecnym sezonie ekstraklasy, a nawet poziom klubów łódzkich wyglądały jak dotąd znacznie lepiej.

Do czasu. Pomogła w tym Karwina. A konkretnie korupcyjne występki jej działaczy i piłkarzy. Jeszcze w maju wygrała Puchar Czech i miała grać w Europie, ale została wyrzucona z ligi. Silon Taborsko i Artis Brno przegrały i to sromotnie (1:7 i 0:8 w dwumeczach) baraże o grę w elicie, jednak federacja zaproponowała im awans, aby liczba drużyn w lidze była parzysta.

Ofertę przyjął Artis i dzięki temu niespodziewanie będziemy mieli derby Brna w najwyższej lidze. Stanie się tak po raz pierwszy od… 1937 roku. Wtedy to w czechosłowackiej Statnej Lidze występował SK Zidenice (ówczesna nazwa Zbrojovki) i SK Moravska Slavia Brno. Artis przez sto lat swojej historii nosił nazwę SK Lisen. Dwa lata temu kupił go miliarder Igor Fait.

Reklama

Warto dodać, że na poziomie drugiej ligi derby Brna bywały gorące. Przy czym nie chodzi tu o kibiców, których Artis nie ma zbyt wielu. Pięć lat temu na murawę podczas spotkania wtargnął kibic Zbrojovki, który napadł na jednego z ochroniarzy. Fana powalił na ziemię zawodnik Artisu – Jan Silny. Dostał za to, zgodnie z przepisami, czerwoną kartkę, ale po incydencie opinia publiczna wzięła jego stronę.

Silny gra dziś w Resovii.

Wieczysta przeszła do historii

Pod znakiem powrotów po latach stał poprzedni sezon w Grecji. Drugą ligę wygrały Iraklis i Kalamata. Dzięki temu znów będziemy mieli aż trzy kluby z Salonik. Iraklis to kolejny przykład zespołu, który zbankrutował po spadku z najwyższej ligi. Ostatnim meczem w pucharach klubu nazwanego na cześć Heraklesa była… porażka po dogrywce z Wisłą Kraków w 2006 roku.

Reklama

Kilka lat później klub upadł i grywał nawet w ósmej lidze. Potem po serii fuzji dotarł na drugi szczebel, który w końcu wiosną wygrał. W greckiej Super League w jego barwach występował będzie Ivi Lopez, który pod wodzą trenera Waltera Mazzarriego liczy na utrzymanie. Jeszcze dłużej od Iraklisu czekała na powrót Kalamata. Po ćwierć wieku będzie występowała w elicie. Pomoże jej w tym Dawid Kurminowski.

Dwa kluby z jednego miasta są także beniaminkami na Węgrzech. Vasas i Honved z Budapesztu zdobyły łącznie aż dwadzieścia tytułów mistrza kraju, ale dziś są cieniami dawnej potęgi.

W Polsce tym razem nie było powrotów po latach, choć do Ekstraklasy wróciły dwie utytułowane marki: Śląsk i Wisła. Jednak do historii przeszła Wieczysta, która zaliczyła najszybszą serię awansów w historii Polski. W mniej niż dziesięć lat z siódmego szczebla ligowego do elity.

Reklama

Fot. Newspix.pl

0 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama