Diamentowa Liga w Zurychu wzniosła lekką atletykę na nowy poziom

Sebastian Warzecha

28 sierpnia 2026, 19:01 • 5 min czytania 3

Reklama
Diamentowa Liga w Zurychu wzniosła lekką atletykę na nowy poziom

Nie jest to najwyżej w historii punktowany mityng. Nawet jeśli pod uwagę wziąć tylko Europę, to zajmuje drugie miejsce, za… niedawnym Memoriałem Kamili Skolimowskiej. W Zurychu jednak działo się tyle, że lekka atletyka długo tej imprezy nie zapomni. Tamtejsza Diamentowa Liga podbiła bowiem nowe szczyty, a do innych maksymalnie się zbliżyła. Wspaniałe to były zawody, po prostu.

Reklama

Wielka lekka atletyka. Diamentowa Liga w najlepszym wydaniu

Dwa rekordy świata. Genialna rywalizacja w skoku o tyczce. Atak na wynik, który niemal na pewno został osiągnięty na dopingu i znaczne przybliżenie się do jego pobicia. I jeszcze kilka wydarzeń, które warto było obejrzeć. Wczoraj zmagania w Szwajcarii stały na niebotycznym poziomie. Gdyby liczyły się tylko najlepsze rezultaty – byłby to być może najmocniejszy mityng w historii Europy. Na Śląsku bowiem aż tak dobrze nie było, ale mocniejsza była nieco głębia obsady.

W Zurychu za to działo się na tym najwyższym poziomie.

Momentami dosłownie.

Reklama

Do Mondo wreszcie ktoś doskoczył

Armand Duplantis w skoku o tyczce nie może czuć się już bezpiecznie i komfortowo… z czego momentami sam wydaje się cieszyć. Na poziom Szweda – nomen omen – doskoczył jego rówieśnik i kolega, Emmanouil Karalis, Grek ostatnio przeskoczył 6,16 m na stadionie, a wczoraj tę poprzeczkę jeszcze podniósł – zaliczył 6,20 m. To naturalnie pierwszy w dziejach konkurs, w którym taką wysokość osiągnęło dwóch skoczków, bo zrobił to też Armand Duplantis.

Karalis jest więc w pewnym sensie tragicznej sytuacji, jak na Greka przystało – skacze tak wysoko, jak tylko jedna osoba w historii.

Reklama

Ale ta osoba akurat z nim rywalizuje.

Mondo wczoraj wygrał, natomiast Manolo pokazał, że będzie dla swojego kolegi niezwykle groźnym przeciwnikiem. Wczoraj przecież obaj atakowali rekord świata. A skoro Karalis próbuje to robić, to znaczy, że czuje się doskonale. Jeśli obaj dociągną w takiej dyspozycji do Los Angeles i tamtejszych igrzysk olimpijskich, to otrzymać w USA możemy konkurs wszech czasów.

I oby tak się stało.

Dwa rekordy. Płotki oszalały

W 2021 roku Karsten Warholm dokonał w biegu na 400 metrów przez płotki rzeczy niebywałej. Co prawda bieżnia na igrzyskach w Tokio była szybka i sprężysta, a Norweg bywał już blisko wiekowego ówczesnego rekordu świata – 46,78 s Kevina Younga z 1992 roku – ale nikt nie spodziewał się, że ten rekord zdemoluje aż tak. On tymczasem w Japonii wybiegał niezwykłe 45,94 s. To był szok i pokaz wielkiej, fantastycznej formy Norwega.

Reklama

Ale też początek nowej ery na płotkach. Bo już w tym Tokio szybciej od Younga z Barcelony pobiegli… wszyscy medaliści! A więc Warholm, drugi Rai Benjamin i trzeci Alison dos Santos. Od tamtego czasu cała ta trójka regularnie Younga pobijała – dziś już niemal 30 najlepszych rezultatów w historii jest lepszych od wyniku Amerykanina. Pomaga obuwie, pomagają nowe technologie na bieżni, ale też trzeba oddać, że Karsten, Rai i Alison to niesamowici biegacze.

Najrówniejszy był w teorii Benjamin, najwięcej razy przebijał rodaka. Warholm i dos Santos mieli jednak wyżej zawieszony sufit. I wczoraj to ten ostatni, Brazylijczyk, poskładał bieg idealny. Piękny rytm, od początku do końca, nawet zryw Norwega na końcu nie pozwolił mu rywala dogonić. A ten przebił jego rezultat sprzed pięciu lat – nowy rekord to 45,80 s! Warholm zaliczył wciąż znakomite 46,69 s, a wydawał się dobiegać godziny po rywalu.

Reklama

Gdy zobaczył wynik Brazylijczyka uśmiechnął się z przekąsem. Jakby chciał powiedzieć: wrócę po ten rekord. I wszyscy fani lekkiej atletyki tego by właśnie chcieli.

Na oczach dotychczasowej rekordzistki, padał też nowy najlepszy wynik w dziejach na 100 metrów przez płotki u kobiet. Przyglądać mogła się temu dobrze Pia Skrzyszowska, szósta w tym samym biegu. Polka zaliczyła niezłe 12,70 s. Druga Tobi Amusan miała znakomite 12,23 s. Ona do tej pory była rekordzistką świata – na mistrzostwach globu w Eugene w 2022 roku wybiegała 12,12 s. To też był wynik szokujący, znaczne przesunięcie rekordu w stronę bariery 12 sekund.

Wczoraj płotki przesunęły się tam o kolejne trzy setne sekundy. O tyle rekord pobiła Amerykanka Masai Russell, która polowała na niego od dobrych dwóch lat. Już po raz piąty zeszła wczoraj poniżej 12,20 s! Po raz pierwszy przebiła za to 12,10 i z czasem 12,09 s sprawiła, że marzenia o tym, by z przodu najlepszego wyniku widniała nie dwunastka, a jedenastka ożyły na nowo. Czy to możliwe?

Reklama

Być może przekonamy się już w najbliższych tygodniach, bo przed płotkarkami przecież jeszcze między innymi finały Diamentowej Ligi.

Pogoń za Kratochvilovą

Wielkie bieganie zaprezentowała też Audrey Werro. Szwajcarka ma ledwie 22 lata i jest nową gwiazdą biegów średnich. Na 800 metrów wykręciła wczoraj fenomenalne 1:53.70. To trzeci rezultat w historii! Wyżej stoją tylko dwa wyniki z lat 80., a na czele niezmiennie od 1983 roku znajduje się rezultat Jarmily Kratochvilovej. Rekord Czeszki to jeden z tych najlepszych w dziejach wyników, które wiele osób chętnie by wymazało z historycznych ksiąg.

I możliwe, że Werro w najbliższych latach się o to postara. W tej chwili traci bowiem do niego tylko 42 setne sekundy!

Reklama

Zrobić to może jednak nie tylko ona – nową gwiazdą „osiemsetki” staje się przecież też Femke Bol-Broeders, która swoje zrobiła już na 400 metrach – i płaskich, i płotkach – i postanowiła przerzucić się na dwa okrążenia. Wczoraj była druga, uciekła jej tylko Szwajcarka. Wrażenie robi jednak nie sama pozycja, ale czas Holenderki, która w swoim pierwszym sezonie na tym dystansie zbiła swoją życiówkę do 1:54.71 s. To 9. miejsce na historycznych listach światowych!

Oczywiście, to też sekunda straty do Werro. Zdaje się jednak, że Femke potencjał ma wręcz nieograniczony. I może dla Szwajcarki stać się wielką rywalką. A przecież dochodzi jeszcze grono innych zawodniczek, które tę rywalizację będą napędzać.

Reklama

Podobnie i w innych konkurencjach – bo wczorajsza Diamentowa Liga wielkie bieganie dostarczyła też na 100 metrów kobiet (Julien Alfred i Melissa Jefferson-Wooden, obie pobiegły 12,70 s), bardzo dobrze wypadł konkurs pań w tyczce (4,90 m Hany Moll, od lat trwa tam oczekiwanie na pięciometrowe skoki), świetna rywalizacja trwała też w skoku w dal (czterech zawodników powyżej 8,30 m, zwycięski Miltiadis Tentoglou – 8,45 m) czy pchnięciu kulą i rzucie oszczepem mężczyzn.

Generalnie: lekka atletyka przeżywa świetny okres. I oby kolejne lata były jeszcze lepsze.

O to w tym wszystkim przecież chodzi.

Reklama

Fot. Newspix

3 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Liga Europy

Bukari w ogniu krytyki po blamażu Crvenej! „Nie wiem, co on miał w głowie”

Mikołaj Duda
5
Bukari w ogniu krytyki po blamażu Crvenej! „Nie wiem, co on miał w głowie”

Inne sporty

Reklama