Europejskie puchary wróciły do Katowic po dwudziestu trzech latach. Wówczas GieKSa odpadła z macedońską Cementarnicą Skopje, co stanowiło jedną z największych kompromitacji w historii naszej piłki, a przecież konkurencja jest tu olbrzymia. Dziś Katowiczanie symbolicznie zmazali tamtą plamę, pokazali charakter i po zabójczym finiszu wyeliminowani MSK Żylina.
Trener Rafał Górak na przedmeczowej konferencji prasowej bardzo chwalił Żylinę i wielokrotnie podkreślał, jak dobry i doświadczony (jako klub) to przeciwnik. Chwilami przesadzał, na przykład przypominając, że Słowacy zaczynali teraz międzynarodową rywalizację od eliminacji Ligi Europy, a nie Ligi Konferencji, co dowodzi ich klasy. Wszystko pięknie, ale czy pierwszoligowa Wisła Kraków startująca dwa lata temu od el. LE ze względu na zdobyty Puchar Polski (Żylina zaczynała od LE w nagrodę za wygranie Pucharu Słowacji) prezentowała w związku z tym wyższy poziom niż nasi przedstawiciele w el. LK? No nie, to nie jest wiążący wyznacznik.
GKS Katowice – MSK Żylina 3:1. Roginić znów nieskuteczny
Bo o ile MSK naprawdę świetnie szkoli i regularnie sprzedaje zawodników za dobre pieniądze, to na dziś mimo wszystko mówimy o zespole dość przeciętnym. W słowackiej ekstraklasie zajął dopiero czwarte miejsce ze stratą aż szesnastu punktów do mistrza Slovana Bratysława.
Zresztą, nie ma się co rozpisywać, wystarczy spojrzeć na kadrę Żyliny i jej atak. A tam główną rolę odgrywa klockowaty Marko Roginić, który przez lata występował na polskich boiskach – także w Katowicach – i poza jednym naprawdę udanym sezonem w Podbeskidziu Bielsko-Biała (11 goli i 7 asyst na szczeblu pierwszej ligi), nigdy w żaden sposób nie imponował. Przygodę z Ekstraklasą zakończył na dwóch golach w dwudziestu dwóch meczach, a całą jego pierwszoligowa historia zawiera się w dwudziestu czterech bramkach w stu piętnastu spotkaniach. Naprawdę, można sobie wyobrazić większe pucharowe wyzwania. Nie tylko dlatego, że rok wcześniej Raków w dwumeczu rozbił Słowaków aż 6:1.
Nie znaczy to, że piłkarze Żyliny mieli być postrzegani jako ogórki do dwukrotnego ogolenia bez żadnej dyskusji, nie przesadzajmy, ale ta idąca bardzo daleko asekuracja ze strony Góraka mogła trochę niepokoić. Wiadomo – zapewne był to także element zdejmowania presji z zawodników. Ze wszystkim jednak można przesadzić.
Trener GieKSy tym razem nie wzbudził kontrowersji decyzjami co do wyjściowej jedenastki. Zamiast Boscha i Wędrychowskiego zgodnie z oczekiwaniami od początku oglądaliśmy Wolskiego i Markovicia. Jedynym małym zaskoczeniem mogło być posadzenie na ławce Wasielewskiego i danie szansy na prawym wahadle Jirce. Ten pierwszy sprokurowaniem bardzo głupiego rzutu karnego w Krakowie na pewno sobie nie pomógł.
Roginić szybko potwierdził to, co wyżej o nim napisałem. Zawalił Żylinie rewanż z Hajdukiem Split, gdy zmarnował kilka dobrych sytuacji i dziś również był na bakier ze skutecznością. Najpierw zmarnował dobre dośrodkowanie z lewej strony i będąc niepilnowanym nawet nie trafił w bramkę. To dopiero wstęp do tego, co zrobił w 18. minucie. Wyszedł sam na sam, miał miejsce i czas, a mimo to kopnął obok słupka. Na szczęście dla GieKSy.
Bartosz Nowak potwierdził klasę
Od tego momentu mecz ogólnie stracił na widowiskowości, bo wcześniej działo się naprawdę wiele. Żylina już w pierwszej akcji doszła do niezłej okazji, gdy Galan przepchnął powietrze i pozwolił na płaskie dogranie Hranicy w pole karne. Tyle dobrze, że Kristian Bari wysłał piłkę w trybunę zabramkową.
GKS miał przede wszystkim podwójną szansę Adama Zrelaka. Słowak zaczął od wstydliwego kiksu po pięknym dograniu Bartosza Nowaka, a chwilę później po centrze Wolskiego jego strzał głową zatrzymał się na słupku. Trochę pecha, trochę nieudolności.
Nowak znów był klasą dla siebie. Oglądanie go na żywo z trybun dawało jeszcze więcej przyjemności. Imponujące przerzuty i rozciąganie gry, bardzo dobra „mała” gra (raz nawet rywal dostał wstydliwą dziurkę przy linii bocznej), brak jakiejkolwiek paniki nawet pod dużą presją. No i przede wszystkim niesamowita jakość, gdy drużyna w największym stopniu jej potrzebowała.
To Nowak zaraz po przerwie dośrodkował tak, że nawet mający na koncie od listopada zaledwie jedną bramkę Zrelak musiał trafić do siatki. I to oczywiście musiał być rzut wolny Nowaka, gdy zbiegający Wdowiak sprytnie trącił piłkę głową tak, że Jakub Badzgon skapitulował i straty zostały odrobione. Stało się to w naprawdę kluczowym momencie, kiedy GKS poza próbami ze stałych fragmentów nic nie była w stanie zdziałać, a Słowacy wyrównali po zgrabnej kontrze i płaskim strzale sprzed pola karnego.
Zaraz po golu Wdowiaka Bzdyl pechowo podbił centrę Wolskiego i Szkurin z bliska podwyższył na 3:1. W tym momencie GieKSa była w kolejnej rundzie i wyniku już nie wypuściła. Końcówka nie była już szczególnie nerwowa. Prędzej gospodarze by podwyższyli (Szkurin zmarnował kapitalne podanie Nowaka) niż Żylina doprowadziła do dogrywki.
Mieliśmy pot, krew i łzy, ale najważniejsze, że ten dwumecz skończył się szczęśliwie i nadal mamy w grze komplet pucharowiczów.
GKS Katowice – MSK Żylina 3:1 (0:0)
- 1:0 – Zrelak 48′
- 1:1 – Kosa 57′
- 2:1 – Wdowiak 79′
- 3:1 – Szkurin 82′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix