Nawet niesamowita złożoność ocenianych sytuacji nie powinna tłumaczyć tak długich przerw na analizę VAR, których doświadczyliśmy już w pierwszej kolejce nowego sezonu. Najpierw Częstochowa, niedługo potem Łódź i w obu tych lokalizacjach kibice sterczący jak kołki w oczekiwaniu aż sterczący jak kołek sędzia w ogóle podbiegnie do monitora. Narzekaliśmy na hydration break w czasie mundialu, ale mamy swoją wersję w domu. Dłuższą i może nawet bardziej irytującą.
Gdy spojrzymy na oba te najbardziej wyraziste przypadki, wnioski nasuną się dwa – albo sytuacja jest na tyle niejednoznaczna, że wymaga miliona lat analizy, albo u progu sezonu są jakieś problemy z łącznością na linii Polska-Warszawa, po przeniesieniu analizy VAR do centrali. Jedno i drugie wytłumaczenie oznacza, że mamy problem, którego trzeba się pozbyć.
Analiza VAR trwa za długo. Koniec i kropka
Centrum VAR przejmuje od tego sezonu rolę starych dobrych wozów, pozwalając arbitrom odpowiedzialnym za wideoanalizę na pracę zdalną ze stolicy. Jasne, wielu nadal będzie musiało do niej dojechać, ale generalnie sama idea wydaje się po prostu dobra i projekt trudno bombardować. Cały system zresztą działa, więc swoje podstawowe zadanie spełnia. Tyle że sam proces oceny boiskowej sytuacji trwa absurdalnie długo, a z tym miewaliśmy problemy i wcześniej.
Przerwy na nawodnienie w czasie mundialu trwały trzy minuty, czasem odrobinę dłużej. Jeszcze więcej czasu potrzebowali sędziowie, by przeanalizować sytuację sporną w niedzielnym meczu Rakowa Częstochowa z Wisłą Płock. Prześledźmy wydarzenia.
- 61:44 – faul Prsira na Carlosie w polu karnym Wisły,
- 61:48 – przerwa w grze,
- 64:34 – sędzia Malec pokazuje symbol VAR,
- 66:15 – rozmowa z kapitanami,
- 66:27 – ogłoszenie decyzji,
- 67:50 – Makuch strzela gola z karnego.
Kolorem zaznaczono moment rozpoczęcia analizy i ostatecznego jej zakończenia. Całość – 4 minuty i 39 sekund. Cholernie dużo. Najdziwniejsza jest czarna dziura między przerwaniem gry, a podbiegnięciem sędziego Malca do monitora. Co się dzieje przez te 2 minuty i 46 sekund? A no stoi sobie arbiter na boisku i czeka, aż mu koledzy do słuchawki opowiedzą, co widzą. Zerknijmy sobie do przepisów, które jasno wskazują, w jakich sytuacjach interweniuje VAR:
Sędzia asystent wideo (VAR) jest członkiem zespołu sędziowskiego mającym niezależny dostęp do obrazu transmitowanych zawodów i może wspierać sędziego tylko w przypadku „jednoznacznego i oczywistego błędu” lub „pominiętego poważnego zdarzenia”.
Przez prawie trzy minuty analizuje się „jednoznaczny i oczywisty błąd”? Albo zastanawia się, czy pominięte zdarzenie jest „poważne”? Sorry, jeśli coś jest jednoznaczne i oczywiste albo poważne, to nie wymaga zaprzęgnięcia do analizy fizyki kwantowej. Jeśli faul Prsira był jednoznaczny i oczywisty, to chyba nie trzeba go mielić na łączach przez prawie pięć minut, jednocześnie zatrzymując grę na ponad sześć?
VAR miał być dla sędziów dodatkową pomocą, a nie instancją, do której odwołują się oni przy coraz większym odsetku trudniejszych decyzji. Trudno wyzbyć się wrażenia, że dziś działa to jednak trochę inaczej, co mocno wpływa na płynność gry. Zastanawiamy się nad autami, wprowadzamy odliczanie pięciu sekund przy wznowieniu gry, a jednocześnie marnujemy sześć minut, by Makuch mógł strzelić karnego. Przecież to bzdura.

Sędzia Paweł Malec w Częstochowie
Ręka i karny. W Łodzi też to trwało i trwało
Drugi świeżutki jak pączuszek przykład. Widzew Łódź kontra Motor Lublin, potencjalny rzut karny dla gospodarzy po zagraniu ręką Łęgowskiego. Od momentu zatrzymania gry do chwili, w której sędzia Raczkowski w ogóle podbiega do monitora mijają 3 minuty i 3 sekundy. W tym czasie, podobnie jak sędzia Malec w Częstochowie, arbiter stoi i w sumie tyle. A przynajmniej tyle ma z tego kibic, który ogląda sobie mecz i wie, że grana jest jakaś poważna analiza, ale przez trzy minuty nie dzieje się w tej kwestii absolutnie nic.
- 21:49 – zagranie ręką Łęgowskiego,
- 21:55 – przerwa w grze,
- 24:58 – sędzia Raczkowski pokazuje symbol VAR i biegnie do monitora,
- 26:12 – ogłoszenie decyzji,
- 27:41 – Bergier strzela gola z karnego.
Od momentu zatrzymania gry do ogłoszenia decyzji mijają 4 minuty i 17 sekund. Może to sędziowie grają na czas o wiele bardziej niż udający kontuzje bramkarze, ociągający się ze wznowieniem gry ze stałego fragmentu ich koledzy z pola czy ktokolwiek inny…
Cała sytuacja z rzutem karnym dla Widzewa zatrzymała grę na prawie sześć minut. Tego to nawet Gianni Infantino by nie wymyślił, nic tylko wcisnąć w ten czas jakiś blok reklamowy, naprawdę.

Sędzia Paweł Raczkowski w Łodzi
Decyzja z boiska. Może warto znów mieć odwagę?
W kontrze do tych dwóch powyższych przykładów można postawić sytuację z meczu Wisły z GieKSą. W Krakowie sędzia Kuźma podyktował rzut karny za faul Wasielewskiego na Urydze i zrobił to z poziomu boiska, właściwie bez wahania. Takie sytuacje jak ta też miewają odcienie szarości, więc panowie w centrum VAR pewnie na chwilę pochylili się nad całym zdarzeniem, ale nie kradli czasu. Jest faul, przejrzeliśmy sytuację, rażącego błędu w interpretacji tej sytuacji przez sędziego głównego nie widać, więc gramy z wapna.
Zamiast sześciu minut, mamy dwie i pół. Gdyby tak sędzia czekał, zastanawiał się, gdybał, to pewnie znów trwałoby to wieki. Nie zawahał się jednak i dzięki temu wszystko poszło całkiem sprawnie.
- 53:23 – faul Wasielewskiego na Urydze,
- 55:55 – gol Bozicia z karnego.
„After review”. Na trybunach (i nie tylko tam) nie wiadomo o co chodzi
Sędzia Kuźma i jego współpracownicy mają jednak swoje za uszami. Nieuznany gol Sancheza z 64. minuty też sprawił, że przerwa w grze trwała za długo. W oczekiwaniu na sygnały z VAR działo się jednak trochę więcej niż nic, więc kibice nie musieli tego tak bardzo odczuć.
- 63:29 – gol Sancheza,
- w międzyczasie pomoc udzielana Jędrychowi, zmiany Wisły
- 66:43 – sędzia Kuźma podbiega do monitora,
- 68:40 – ogłoszenie decyzji,
- 69:13 – wznowienie gry.

Sędzia Łukasz Kuźma w Krakowie
W sumie 5 minut i 11 sekund od gola do decyzji, czas na analizę w centrum VAR to z kolei 3 minuty i 14 sekund. Koniec końców nie wiadomo jednak, czy chodzi o faul na Jędrychu czy może o zagranie ręką Sancheza. Nie ma gola, to nie ma gola, proszę nie drążyć.
I teraz coś, co jakkolwiek mogłoby zrekompensować kibicom minuty nudnego oczekiwania na ostateczną decyzję sędziów – ogłoszenie werdyktu przez stadionowe głośniki z jego jednoczesnym uzasadnieniem. To akurat całkiem nieźle działało podczas tegorocznego mundialu i u nas też mogłoby nadać chociaż odrobinę sensu tak długim przerwom w grze. Służyłyby one wtedy powstaniu jakiejś wartości dodanej dla kibica, a nie byłyby tylko wielką tajemnicą, której największa część leży gdzieś w warszawskiej centrali. Jeśli jest coś w zmianach wprowadzanych przez IFAB i FIFA dobrego, to czerpmy z tego pełnymi garściami.
***
Wnioski z inauguracyjnej kolejki nowego sezonu? Po pierwsze – za długo, zdecydowanie za długo trwają niektóre analizy VAR. Tak, bywają sytuacje skomplikowane, ale trudno uwierzyć, że są one aż tak trudne. To psuje zabawę kibicom i wyraźnie wpływa na płynność gry, o którą tak teraz przecież chcemy zadbać innymi modyfikacjami regulaminu. Po drugie – skoro już zapadają jakieś decyzje, to warto je tłumaczyć. Jeśli marnujemy czas, to marnujmy go tak, by wycisnąć z tej straty jak najwięcej dobrego.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix